Donald Trump w miniony weekend z przytupem świętował 80. urodziny. Zaproszeni goście, w tym prezydent RP Karol Nawrocki i były mistrz UFC Jan Błachowicz, przed Białym Domem mieli okazję obejrzeć galę najpotężniejszej organizacji MMA na świecie. Chociaż wydarzenie było szeroko komentowane i wzbudziło zainteresowanie opinii publicznej, to nie o nim mówi teraz cały świat.
Trudno dokładnie ocenić, ale można zakładać, że przynajmniej kilkadziesiąt milionów internautów debatuje teraz na temat wiralowego zdjęcia z udziałem prezydenta USA i… no właśnie nie wiadomo kogo.
Platynowe włosy, czerwono-złote kostiumy
12 czerwca użytkownik portalu X o nicku ImBreckWorsham udostępnił zdjęcie Donalda Trumpa z trzema postaciami – dwie z nich stoją bokiem, jedna tyłem do obiektywu. Wszystkie mają długie platynowe włosy i czerwono-złote stroje, stylizowane trochę na szaty królewskie. Widać tylko jedną twarz, i to niedokładnie, ale można dostrzec, że jest nienaturalnie jasna, wręcz biała.
„Opublikowane, a potem niemal natychmiast usunięte. Co to ma być do cholery?” – zastanawiał się autor wpisu, dając do zrozumienia, że to nie on jest oryginalnym twórcą tego obrazu.
Posted and then almost instantaneously removed.
— ThePatrioticBlonde™🇺🇸 (@ImBreckWorsham) June 12, 2026
What the literal hell is this? pic.twitter.com/I6J4IF9A7f
To nie wszystko, bo później tajemnicze postaci miały się jeszcze spotkać z prezydentem Chin Xi Jinpingiem, a nawet wystosowały przesłanie do świata.
– Ludzie na Ziemi. Spotkaliśmy się z Waszymi liderami. Byli przemili – mówi jeden z przybyszy.
Oh nopic.twitter.com/wJ29HDQBkh
— Science & Nature (@Sci_Nature0) June 13, 2026
Kosmici? Morlock? A może ktoś z rodu Targaryen?
No to spróbujmy rozwikłać tę zagadkę wraz z pomocą internautów. Powtórzymy pytanie: kim oni są?
Zdania są podzielone. Część komentatorów próbowała przekonywać, że to członkowie Norweskiej Gwardii Królewskiej. Powoływano się m.in. na rzekomy tekst „The Guardian” z 2018 r., ale w tej narracji nic się nie zgadza. Stacjonujący w Oslo elitarny batalion norweskich sił zbrojnych ma inny sztandar niż zaprezentowany, a jego oficerowie nie są identyczni i noszą czarne stroje. Co więcej, w tytule artykułu wskazywano, że Norwegia ma prezydenta. Nie ma i nigdy nie miała. Rządzi tam król – obecnie Harald V.
Dalej trop prowadził do nordyckich kosmitów. Ufolodzy opisują ich jako ponadprzeciętnie wysokich – od 180 do nawet 210 cm wzrostu – z jasnymi rysami twarzy, niebieskimi oczami i długimi blond włosami. Niektórzy przekonują, że przylecieli z powodu prowokacji Donalda Trumpa, który już w lutym nakazał Pentagonowi odtajnianie dokumentów dotyczących UFO.
„W związku z ogromnym zainteresowaniem polecę ministrowi wojny i innym odpowiednim ministerstwom i agencjom, by rozpoczęły proces identyfikowania i publikacji rządowych dokumentów na temat życia pozaziemskiego, niezidentyfikowanych zjawisk powietrznych (UAP) i niezidentyfikowanych obiektów latających (UFO), a także wszelkich innych informacji powiązanych z tymi niezwykle złożonymi, ale niebywale interesującymi i ważnymi kwestiami” – pisał Trump w swoim serwisie Truth Social.
Nie wiadomo, czemu to akurat nordyccy kosmici podjęli się misji ratowania obcej rasy, a przynajmniej nie ujawniania wszystkiego na jej temat. A może właśnie chcieli pokazać, że są, że żyją „wśród nas” i tym samym nie ma już potrzeby ujawniania ich danych wrażliwych? Dużo tu niewiadomych, ale znając internet wkrótce będziemy mądrzejsi.
Nie można wykluczyć, że obie grupy się myliły i to jeszcze inne postaci zaszczyciły nasz ziemski padołek. Mówi się o osobach z rodu Targaryenów, Legolasie z „Władcy pierścieni”, Morlocku z „Wehikułu czasu”, który zabłądził w czasoprzestrzeni, Białych Wędrowcach, bliźniakach z „Matrixa” czy mitycznych Anunnaki, czyli grupy „wielkich bogów” znanych z wierzeń ludów Mezopotamii. Występowali oni w roli sędziów świata podziemnego, ale nie jest jasne, czy Trump ma już tam zapewnione swoje miejsce i czy mieliby potrzebę rozmówienia się z nim.
Jeden z użytkowników przypisywał tym postaciom zdolności telepatyczne. Zastanawiało go jedynie, skąd oni się wzięli, bo nikt nie zauważył żadnego latającego statku, mieliby wylądować na trawniku przed Białym Domem.
Ostatecznie zagadka nie została jeszcze rozwiązana. Wytłumaczenie może być – jak się wydaje, bo i tu pewności nie ma – jedno: obraz został wygenerowany przez sztuczną inteligencję, a efekt okazał się na tyle przekonujący, że wywołał masową dyskusję w internecie.
AI czy nie AI, oto jest pytanie
Problem w tym, że nawet narzędzia służące do weryfikacji obrazów nie dają w tej sprawie jednoznacznej odpowiedzi. Jeden z internautów opublikował na portalu X analizę wykonaną przez Hive, według której grafika nie nosi śladów manipulacji ani ingerencji. Takie wyniki nie są jednak rozstrzygające. Narzędzia tego typu potrafią się mylić, zwłaszcza w przypadku coraz bardziej zaawansowanych obrazów generowanych przez sztuczną inteligencję, dlatego do ich ocen należy podchodzić z ostrożnością.
Są zresztą przesłanki, by nie zgadzać się z Hive. Przede wszystkim nie wiadomo, kto jest autorem tego zdjęcia i kiedy zostało wykonane, a także kiedy po raz pierwszy pojawiło się w internecie. Spekulowano, że to Donald Trump sam „wrzucił” tę fotografię na Snapchata i błyskawicznie ją usunął, ale nikomu nie udało się tego potwierdzić. Biały Dom w takich przypadkach mógłby żądać sprostowania, a gdyby rzeczywiście dokonał tego prezydent, szybko zostałoby to odnotowane.
Czerwona lampka powinna zapalić się również przy analizie samego zdjęcia. Postaci mają nienaturalnie symetryczne rysy twarzy, co może sugerować ingerencję AI. Na żadnych oficjalnych zdjęciach Białego Domu nie ma podobnych osób i nie ma dowodów na to, by spotkanie z „oficerami w czerwonych płaszczach” kiedykolwiek się odbyło.
Obraz zaczął żyć jednak swoim życiem. Milionowe zasięgi były możliwe dzięki udostępnianiom i przekształceniom. Memy, satyra, żartobliwe opisy – to wszystko wzmocniło przekaz i uczyniło to zdjęcie wiralowym.
Amerykanie odtajniają raporty o UFO
Grafika jest sztuczna, ale autor, który pozostaje nieznany, „wstrzelił” się w idealny moment. 8 maja – zgodnie z poleceniem Donalda Trumpa z lutego – amerykańskie służby odtajniły pierwszą partię dokumentów na temat obserwacji niezidentyfikowanych obiektów latających. Dwa tygodnie później i w czerwcu „dołożono” kolejne akta. W sumie na światło dzienne wyszło ponad 450 plików na temat UFO.
Na razie odtajnione dokumenty można streścić krótkim: „wiele hałasu o nic”. Akta opisują wprawdzie liczne niewyjaśnione obserwacje, ale nie zawierają dowodów na istnienie życia pozaziemskiego. Zgłoszeń jest bardzo dużo – tylko w 2024 r. odnotowano ich 1652 – jednak większość przypadków udało się wyjaśnić w sposób prozaiczny. Chodziło m.in. o samoloty, ptaki czy balony. Niewyjaśnionych pozostało 21 incydentów, które autorzy raportu zakwalifikowali do dalszej analizy ze względu na „anomalne cechy i/lub zachowania”.
Odtajnianie dokumentów o UFO i brak konkretów stało się paliwem dla zwolenników teorii spiskowych oraz twórców satyry, w tym także memów. Być może taka była właśnie geneza powstania opisywanego zdjęcia.
Jeśli rzeczywiście byli to kosmici, prezentowali się nienagannie – eleganckie stroje, idealne włosy, ani śladu międzygwiezdnego zmęczenia. Donald Trump również dba o swój wizerunek, ale trudno przypuszczać, by rozmowa dotyczyła kosmetyków czy mody. O czym więc rozmawiali? Zagadka, o czym dyskutowali, pewnie nigdy nie zostanie rozwiązana.