USA ograniczają udział w siłach reagowania NATO. Co to oznacza dla Polski?

Oświadczenie szefa Sojuszu Marka Ruttego o natychmiastowym ograniczeniu udziału USA w siłach reagowania kryzysowego NATO wywołało komentarze opozycji o rozbrajaniu wschodniej flanki i działaniu na szkodę bezpieczeństwa kraju. Kulisy tej decyzji wyglądają jednak zupełnie inaczej. Co dokładnie się zmienia i jakie mogą być skutki w razie wojny? Wyjaśniamy.

USA ograniczają udział w siłach reagowania NATO. Co to oznacza dla Polski?
Sekretarz generalny NATO Mark Rutte w Brukseli, 18 czerwca 2026 r. (fot. Getty Images).

Kalendarium zdarzeń

Wiosna 2025 roku. To wtedy rozpoczęły się pierwsze, zakulisowe negocjacje wewnątrz Sojuszu. Proces ten media wiążą ze wzrostem wydatków obronnych państw europejskich, które miały zacząć przejmować większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo.

Kwiecień 2026 r. Doszło do oficjalnych, bezpośrednich rozmów w Waszyngtonie między szefem Sojuszu Markiem Ruttem a prezydentem Donaldem Trumpem. Poruszono wówczas temat konieczności budowy sprawiedliwszego podziału obciążeń w NATO.

Maj 2026 r. Administracja Donalda Trumpa oficjalnie zakomunikowała sojusznikom z NATO intencję zmniejszenia puli amerykańskiego sprzętu i jednostek przypisanych do planów kryzysowych. Pentagon uzasadnił to koniecznością przesunięcia uwagi wojskowej na inne regiony świata (m.in. Indo-Pacyfik).

Czerwiec 2026 r. Decyzja USA o ograniczeniu udziału w siłach reagowania NATO weszła w życie.

Opozycja: Tusk osłabił obronność naszego kraju

Decyzja Waszyngtonu była od początku wykorzystywana przez opozycję, głównie Prawo i Sprawiedliwość, do formułowania zarzutów politycznych uderzających bezpośrednio w premiera Donalda Tuska. W debacie publicznej pojawiły się następujące oskarżenia:

Donald Tusk w kwietniu 2026 roku w rozmowie z „Financial Times” ostrzegł, że Rosja może zaatakować członka NATO „raczej w miesiącach niż latach” i wezwał UE do wzmocnienia klauzuli wzajemnej obrony. „To naprawdę poważna sprawa. Mam na myśli perspektywę krótkoterminową – raczej miesiące niż lata” – powiedział premier. Wskazał najpoważniejsze pytanie dla Europy: czy Stany Zjednoczone są gotowe być tak lojalne, jak opisano to w naszych traktatach (NATO).

Wypowiedź tę wykorzystała opozycja. Jarosław Kaczyński zamieścił stanowczy wpis na platformie X.

„Kolejny raz Tusk dał się podpuścić i wykonał dyspozycje z Berlina, atakując Amerykanów i de facto podważając sens art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, który gwarantuje wzajemną, sojuszniczą obronę. Tusk niszczy relacje polsko-amerykańskie, a w tym czasie Niemcy zacieśniają współpracę z Amerykanami nad koncepcją NATO 3.0. Tusk znowu ograny. Rządzi nami agentura czy ludzie, którym Bóg poskąpił jakichkolwiek zdolności politycznych? Ta diagnoza jest i tak bardzo łagodna i optymistyczna” – napisał.

Skąd biorą się obawy Tuska? Przeczytajcie: Fakt. Moskwa buduje i rozbudowuje bazy wojskowe na granicy z NATO

Słowa premiera skrytykował również Pałac Prezydencki. Według szefa Kancelarii Prezydenta Zbigniewa Boguckiego wypowiedź Donalda Tuska była „dalece nieprawidłowa”. „To jest skrajna nieodpowiedzialność, podważanie jedności NATO i rozważanie kwestii reakcji poszczególnych jego członków, w tym najważniejszego członka – mówię tu o USA – jest po prostu w poprzek polskiego interesu narodowego i polskiej obrony narodowej” – ocenił szef KPRP w Polsat News.

Także później atakowano Tuska za „niszczenie” relacji z USA.

„Polacy chcą wiedzieć, co dalej z naszym bezpieczeństwem. Wypracowane relacje z USA i wzajemne zaufanie rząd Tuska zniszczył w 2 lata, podważając de facto naszą pozycję w sojuszu NATO. Nieudacznicy czy, jak zawsze, przemyślana, proniemiecka polityka, mająca za nic polskie interesy?” – napisał szef PiS Jarosław Kaczyński po decyzji Pentagonu o odwołaniu rotacji 4 tys. amerykańskich żołnierzy do Polski.

Relacje polsko-amerykańskie w kontekście decyzji USA

Thomas Rose, ambasador USA w Polsce, w marcu tego roku podkreślał, że Polska „jest nową wielką potęgą Europy”, „idealnym sojusznikiem” dla Waszyngtonu i „wzorem, za którym Europa powinna podążać”. Miesiąc później premier Donald Tusk deklarował, że „Polska będzie pracować nad wzmacnianiem relacji polsko-amerykańskich niezależnie od tego, kto stoi na czele poszczególnych państw”.

Według ekspertów, mimo pewnych politycznych tarć, relacje USA z Polską są nadal dobre na poziomie strategicznym, bo oba państwa pozostają bliskimi sojusznikami w NATO i łączy je wspólny interes w odstraszaniu Rosji. Jednocześnie stosunki te są dziś mniej przewidywalne niż jeszcze kilka lat temu, głównie ze względu na zmianę podejścia Waszyngtonu do bezpieczeństwa Europy oraz rosnącą presję na europejskich sojuszników, by przejmowali większą odpowiedzialność za własną obronę. Z punktu widzenia Polski najważniejsze jest to, by współpraca wojskowa z USA nie zniknęła i jednocześnie nie wyglądała jak bezwarunkowa gwarancja szybkiego wsparcia w każdej sytuacji. Relacje są wciąż mocne, ale bardziej warunkowe i chłodniej kalkulowane.

„Stany Zjednoczone i Polska są historycznymi sojusznikami. Mimo że Donald Tusk i Donald Trump kierują się przeciwstawnymi motywacjami ideologicznymi, oba kraje muszą nadal pogłębiać swoje więzi” – ocenia politolożka Marta Prochwicz-Jazowska z ECFR.

Na czym polega ograniczenie, które dziś weszło w życie?

Zmiany dotyczą przede wszystkim planowania wojskowego. NATO ma od dziś mniej amerykańskich sił „na twardo wpisanych” do użycia w pierwszej fazie kryzysu lub wojny w Europie. Ograniczenie amerykańskich zdolności przewidzianych do wykorzystania przez Sojusz w razie kryzysu lub wojny oznacza redukcję m.in. części samolotów bojowych, bombowców strategicznych, okrętów wojennych, dronów oraz komponentów sił morskich. Do tej pory zasoby te były automatycznie uwzględniane w planach obronnych NATO. Teraz tak nie będzie, ale USA wciąż mogą je wysłać zwykłą decyzją polityczną.

Co w przypadku realnej wojny, np. rosyjskiego ataku na kraj NATO?

Formalnie nic się nie zmienia – artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego nadal obowiązuje, a atak na Polskę lub inne państwo członkowskie wciąż uruchamia zobowiązanie do wspólnej obrony. Według agencji Reuters Stany Zjednoczone utrzymają także swój „parasol nuklearny” nad Sojuszem.

Eksperci zwracają jednak uwagę, że skutki zmian mogą być odczuwalne w pierwszych dniach i tygodniach ewentualnego konfliktu. Jak podaje AP News, reakcja USA może być mniej automatyczna niż dotychczas i w większym stopniu zależeć od bieżących decyzji politycznych w Waszyngtonie.

Z kolei serwis Politico podkreśla, że dla Polski kluczowe stają się własne siły i obecność innych Europejczyków. „Im lepiej i szybciej Polska, Niemcy, Wielka Brytania, Francja i kraje nordyckie będą gotowe do szybkiego działania, tym mniejsza luka po ograniczeniu wkładu USA” – czytamy.

Czy Polska i kraje NATO będą teraz płaciły więcej?

Tak, presja na wyższe wydatki rośnie. Skoro USA wycofują część zdolności z puli natowskiej, europejscy sojusznicy muszą je zastąpić własnymi siłami, sprzętem, logistyką, obroną powietrzną, rozpoznaniem i marynarką. I nie chodzi nawet o więcej pieniędzy, ale o droższe typy zdolności. Najtrudniej będzie zastąpić bombowce dalekiego zasięgu, osłonę morską, rozpoznanie, tankowanie w powietrzu, transport strategiczny i część obrony przeciwlotniczej. Jak wskazuje Reuters, dla Warszawy „oznacza to utrzymanie wysokich wydatków i nacisk na gotowość bojową”.

Czy będzie mniej wojsk w regionie?

Nie. Cięcia dotyczą głównie puli sił przewidzianych do użycia przez NATO w kryzysie, a nie natychmiastowego wycofania żołnierzy USA z Polski czy regionu. Według Politico nie zabraknie tzw. „butów na ziemi”, a część braków ma zostać uzupełniona przez Europę i Kanadę. Sekretarz generalny NATO Mark Rutte już zapowiedział, że sojusznicy zadeklarowali zastąpienie „większości” wycofywanych zdolności USA.

Czy to osłabia wschodnią flankę NATO?

Według AP News decyzja wpłynie w niewielkim stopniu na osłabienie operacyjne i psychologiczne. NATO już pracuje nad alternatywnymi planami obrony Europy przy mniejszym wkładzie USA. Jednocześnie szef Pentagonu, Pete Hegseth, na czwartkowym szczycie Sojuszu w Brukseli poinformował, że USA zamierzają zainwestować rekordową kwotę 1,5 bln dolarów w swoją obronność w 2027 r. Dodał, że „jest to sygnał dla świata”, a inwestycje te są kluczowe dla zdolności obronnych USA i amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego. Przemysł ten ma chronić przede wszystkim USA i ich interesy, ale też będzie stanowił zabezpieczenie sił NATO i sojuszników. „Wszystko to się ze sobą łączy i wysyła światu właściwy sygnał, że rozumiemy obecne zagrożenia i że nie możemy poprzestać na samym mówieniu o nich” – stwierdził Hegseth.

Wnioski:

Przeczytajcie też: Śledztwo: Rosyjscy żołnierze wysadzają w powietrze swoich towarzyszy, by pobrać ich odszkodowanie

Źródła

  1. AFP

  2. Reuters

  3. WP

  4. Pentagon

  5. X

  6. ECFR

  7. POLITICO

Nasi autorzy