Co wiadomo do tej pory
Według policjantów z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu w sobotę wieczorem zgłosił się 60-letni mężczyzna. Złożył powiadomienie o pobiciu, do którego miało dojść dzień wcześniej, 17 lipca, na ul. Kurpińskiego. 60-latek podczas podróży tramwajem miał być świadkiem słownego i wulgarnego ataku wobec ukraińskiego chłopca. Zeznał, że gdy stanął w obronie dziecka, atakujący mężczyźni przekierowali swoją agresję na niego. Na przystanku, na którym wszyscy wysiedli, miało dojść do szarpaniny i pobicia.
Policja przesłuchała już świadków i zabezpieczyła nagrania monitoringu z tramwaju i miejsca, w którym doszło do zdarzenia. Trwa identyfikacja podejrzanych.
Fejkowe narracje
W sieci natychmiast pojawiły się fejkowe narracje dotyczące tego zdarzenia. Są one bardzo podobne do tych, które stosowano przy okazji ataku na dziewczynkę w Bielsku-Białej.
1. „Jakby zaczęli Polacy, policja od razu nagrania opublikuje…”
Tak działa gotowa rama interpretacyjna, która ma zasugerować systemową stronniczość policji i mediów. Źródłami takiej narracji są:
- utrwalone przekonanie, że „państwo działa przeciw Polakom, a za obcymi” – typowe dla antyukraińskich i antyimigranckich środowisk
- wcześniejsze przypadki nagrań publikowanych przy głośnych sprawach, które są przesadnie uogólniane („zawsze tak jest”)
Celem wprowadzania takiej narracji jest podważenie wiarygodności zdarzenia jeszcze zanim pojawią się jakiekolwiek oficjalne materiały.
2. „Jak Ukrainiec pobije polskie dziecko, to nie informujecie”
To klasyczny zabieg „odwrócenia winy” i budowania poczucia krzywdy większości. Pojawia się, ponieważ:
- narracje antyukraińskie od lat grają na figurze „Polaka-ofiary, o której media milczą”
- w sieci krążą pojedyncze realne lub zniekształcone przypadki, które są potem używane jako „dowód” na rzekomy systemowy przekaz proukraiński
Takie komentarze mają przekierować emocje w stronę: „media kłamią, bronią Ukraińców, a Polaków oczerniają”.
3. „Znam kogoś, kto zna kogoś, kto był świadkiem”
To jest pseudoświadectwo – ma nadać komentarzowi pozór „wewnętrznej wiedzy”, ale pozostaje całkowicie nieweryfikowalne:
- zawiera odwołanie do „znajomego świadka” i buduje wrażenie, że oficjalny przekaz jest sfałszowany, a „prawda” krąży tylko w sieci
- tego typu „łańcuchowe świadectwa” są typowe dla kampanii dezinformacyjnych; wygodne, bo nie można ich sprawdzić, a jednocześnie silnie działają na emocje.
Celem jest rozchwianie zaufania do materiału dziennikarskiego i przeniesienie ciężaru wiarygodności na nieformalny przekaz.
4. „Nie popieram przemocy, ale…”
To formuła „sandwich” – krótkie pozorne potępienie, po którym następuje usprawiedliwienie albo relatywizacja. Źródła:
- społeczna presja, by formalnie dystansować się od przemocy, przy jednoczesnej chęci wyrażenia sympatii dla sprawcy lub zrozumienia jego motywów (kierowały nim „emocje”, to była „prowokacja”, „Ukraińcy też…” atakują naszych)
- mechanizm racjonalizacji – człowiek chce się widzieć jako „przeciwnik przemocy”, ale treściowo, w konkretnym przypadku i tak ją akceptuje
Funkcją takich komentarzy jest przesunięcie akcentu: z winy sprawców na „okoliczności łagodzące” lub na rzekomą prowokację ze strony ofiar, przy zachowaniu wizerunku „rozsądnego obserwatora”.
Eskalacja przemocy wobec Ukraińców
Wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Czesław Mroczek poinformował o coraz większej liczbie przestępstw z nienawiści. Jak wyjaśnił, w latach 2024-2025 nastąpił ich ponad 30-procentowy wzrost – z 760 w 2024 r. do 1200 w 2025 r. Jak wskazuje Polska Agencja Prasowa, o wzroście nastrojów antyukraińskich mówi m.in. opublikowany pod koniec czerwca raport „Nie jesteśmy w domu. Ukraińscy migranci i uchodźcy o relacjach z Polakami”, przygotowany przez badaczkę migracji dr Olenę Babakovą i dr hab. Przemysława Sadurę, prof. Uniwersytetu Warszawskiego.
O powszechnych postawach antyukraińskich w internecie informował też ośrodek analityczny Res Futura, który przeanalizował blisko 520 tys. wpisów opublikowanych w mediach społecznościowych między 1 a 31 maja 2026 r.
Badanie wykazało drastyczny wzrost nastrojów antyukraińskich i wyraźną polaryzację debaty publicznej na ten temat. Publikacje przychylne Ukrainie już niemal całkowicie zniknęły z cyfrowej debaty (z badań wynika, iż został średnio jeden wpis na tysiąc). Po odrzuceniu wpisów neutralnych, aż 90% proc. opinii na temat Ukraińców miało wydźwięk negatywny. „Zapalnikiem” do agresji w sieci okazywały się codzienne sytuacje, a język lub ukraiński akcent bywają już powodem do jawnej wrogości.
Putin otwiera szampana
Polskie i międzynarodowe analizy nie ukrywają, że taki wzrost jest efektem długotrwałej operacji informacyjnej Kremla. Rosyjskie służby i powiązane sieci medialno‑propagandowe od lat systematycznie wzmacniają narracje antyukraińskie, podsuwając emocjonalne „historie krzywd”, eksponując codzienne konflikty i tworząc wrażenie, że obecność Ukraińców zagraża bezpieczeństwu i poziomowi życia Polaków.
Celem jest nie tylko niechęć do Ukrainy, ale polaryzacja i rozpad zaufania społecznego – im bardziej sfrustrowane, podzielone i skonfliktowane jest społeczeństwo, tym łatwiej osłabić poparcie dla wspierania Kijowa, podważać decyzje władz i blokować spójną politykę wobec Rosji. Mechanizmy te są klasycznym skutkiem takich operacji.
Osoby zamieszczające wrogie komentarze na początku „są karmione” przez treści inspirowane lub amplifikowane przez rosyjskie kanały wpływu, ale z czasem zaczynają działać samodzielnie, jako „oddolna” wrogość, którą Kreml jedynie podtrzymuje i wykorzystuje.
Przeczytajcie też: „Czy ja mam zwidy?”. Marianna Schreiber pomyliła flagę Kaszub z ukraińską