Media niezależne w Rosji już od kilku miesięcy piszą o możliwej mobilizacji po wyborach do Dumy we wrześniu 2026 r. Choć Kreml konsekwentnie temu zaprzecza, liczba zapytań o mieszkania w Erywaniu przewyższyła już poziom sprzed nawet trzech lat, kiedy wybuchła wojna w Ukrainie. Sprawdzamy, co za tym stoi i ile w tym prawdy.
Od 500 tys. do nawet 1,2 mln
Jak pisaliśmy w Sprawdzamto.pl, już tej jesieni ma zostać zmobilizowanych pół miliona Rosjan. Ale dla Putina to wciąż za mało, dlatego – choć oficjalnie ich to nie dotyczy – także Rosjanki masowo dostają wezwania do wojskowych komisariatów. Putin szuka chętnych na ukraiński front najemników niemal na całym świecie.
Fakty są wyjątkowo niewygodne dla rosyjskiego dyktatora. To m.in. spadający nabór ochotników do wojska, nowe przepisy dotyczące stanu wojennego i... gwałtowny wzrost cen najmu mieszkań w Armenii. Dlaczego tam? Wyjaśniamy poniżej.
Sama mobilizacja – według oficjalnych rosyjskich źródeł – to na razie tylko „wrzutka informacyjna”. Pierwsze poważniejsze doniesienia o możliwej nowej fali mobilizacji pojawiły się w rosyjskich mediach niezależnych, takich jak portale Meduza czy Ważnyje Istorii, w czerwcu 2026 r. Powołując się na wielu rozmówców związanych z administracją prezydenta oraz resortami siłowymi, dziennikarze napisali, że w Kremlu dyskutowana jest nowa fala mobilizacji, a padającym nieoficjalnie terminem jest październik 2026 r. – czyli tuż po wyborach do Dumy Państwowej, które mają się odbyć w dniach 18–20 września tego roku.
Temat podchwyciły niemal natychmiast zachodnie media, m.in. „The Washington Post” czy agencja Reuters. 23 lipca opublikowano też analizę amerykańskiego think tanku Instytutu Studiów nad Wojną (ISW), który opisał konkretne działania legislacyjne wskazywane jako „sygnały” przygotowań: m.in. przyjętą 22 lipca przez Dumę ustawę pozwalającą osobom z niewymazaną karalnością (w tym za przestępstwa narkotykowe i zorganizowaną przestępczość) podpisywać kontrakty z resortem obrony w okresie oficjalnej mobilizacji, a także nowelizację przepisów Rosgwardii dotyczącą obrony cywilnej na czas mobilizacji i stanu wojennego.
Prowojenne kanały na Telegramie szacują skalę mobilizacji na ok. 1,2 mln osób – to znacząco więcej niż 300 tys. zmobilizowanych jesienią 2022 r. I dużo więcej niż ok. 500 tys., jak szacują opozycyjne media w Rosji. Pojawiła się także fala spekulacji – głównie w rosyjskim internecie (Telegram, VKontakte) – dotycząca zamknięcia granic. Dodatkowo podsycał je fakt, że w tym czasie zamknięto bez żadnego uzasadnienia siedem kolejowych przejść granicznych z Finlandią, Estonią i Łotwą.
A Rosjanie? Szukają mieszkań w Armenii
Właściwie wszystkie rosyjskie media od początku lata informują o rosnącym zainteresowaniu wyjazdem z kraju, choć – w odróżnieniu od paniki z września 2022 r. – reakcja ma charakter bardziej rozłożonego w czasie, cichego przygotowania niż nagłej ucieczki.
Kreml wściekły, ale zaprzecza
Część rosyjskich deputowanych i publicystów prokremlowskich reaguje na te nastroje wyjątkowo agresywnie. Dmitrij Miedwiediew, były marionetkowy prezydent Rosji, obecnie wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, nazywał doniesienia o mobilizacji „fantazją” i „wrzutką informacyjną” wywołaną przez... Ukrainę.
Ale fakty są inne.
- Ceny najmu mieszkań w Erywaniu wzrosły w ciągu ostatnich trzech miesięcy (mniej więcej maj–lipiec 2026) o około 30 proc. – informację tę podały niezależnie rosyjskojęzyczne media (np. „The Moscow Times”, RBK-Ukraina, Obozrevatel czy NV.ua).
- Kanały poświęcone nieruchomościom w Armenii od dawna informują, że nie ma już „normalnych” ofert wynajmu.
- Popyt stale rośnie. Wygląda na to, że część klientów chce „wyjechać przed wyborami”, spodziewając się, że to właśnie po nich zapadnie decyzja o mobilizacji.
Mimo to rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow w lipcu 2026 r. stwierdził, że „w Kremlu nie prowadzi się żadnych dyskusji dotyczących perspektyw drugiej fali częściowej mobilizacji”. Członek komitetu obrony Dumy Andriej Kolesnik (24 lipca 2026 r.) zapewnił, że „nie ma mowy o żadnej nowej fali mobilizacji”. Nową ustawę poszerzającą krąg osób skazanych mogących podpisywać kontrakty tłumaczył wyłącznie „potrzebami rekrutacji ochotniczej”. Andriej Kartapołow, szef komitetu obrony Dumy, człowiek znany głównie z tego, że dzień przed ogłoszeniem mobilizacji we wrześniu 2022 r. publicznie zapewniał, iż do niej nie dojdzie, w lipcu 2026 r. również nazwał doniesienia o mobilizacji „fantazją”.
Czemu akurat Armenia?
Od 2022 r. Armenia pozostaje jednym z głównych kierunków ucieczki Rosjan z wielu powodów. Po pierwsze, brak obowiązku wizowego. Obywatele Rosji mogą tam wjechać i pozostać przez dłuższy czas. Po drugie, wspólny język. Rosyjski jest w Armenii szeroko rozumiany i używany. Po trzecie, umowy polityczno-gospodarcze z Rosją ułatwiają m.in. transfery pieniężne, znalezienie pracy, otwieranie kont bankowych, a nawet prowadzenie działalności gospodarczej. Po czwarte, bliskość – przede wszystkim wiele bezpośrednich połączeń lotniczych i lądowych. Po piąte – i chyba najważniejsze – brak ekstradycji.
To, co dzieje się obecnie, wprost nawiązuje do dwóch wcześniejszych fal. Pierwsza nastąpiła wiosną 2022 r., tuż po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji (24 lutego). Druga – po ogłoszeniu przez Putina „częściowej mobilizacji” we wrześniu 2022 r.
Za drugim razem doszło do rekordowej fali ucieczek. Według danych przywoływanych przez polskie media (m.in. „Rzeczpospolitą”, powołującą się na dane ormiańskich służb migracyjnych), do Armenii w okresie styczeń–wrzesień 2022 r. wjechało ok. 780 tys. obywateli Rosji. Do Kazachstanu uciekło ich nawet 400 tys., a w Gruzji osiedliło się wówczas ok. 130–140 tys. Rosjan.
Obecna, trzecia fala (2026) na razie nie osiągnęła jeszcze skali paniki z roku 2022. Nie ma kolejek na granicach ani nagłego wykupu biletów. Jednak dane o wyszukiwaniach i cenach najmu wskazują, że zbliża się do poziomu z początku inwazji z lutego 2022 r. i rośnie z tygodnia na tydzień.
Dokąd jeszcze uciekają Rosjanie przed wojną? Najczęściej do następujących krajów: Kazachstanu (brak ekstradycji), Gruzji (bliskość geograficzna i brak wiz), Turcji (153 tys. z 1,354 mln wszystkich wydanych pozwoleń na pobyt w 2022 r.), a także do Kirgistanu, Tadżykistanu i Uzbekistanu. Są to kraje z ruchem bezwizowym dla Rosjan, wykorzystywane jako łatwo dostępne kierunki ucieczki. Inne kierunki to m.in. Serbia, Mongolia oraz Czarnogóra. Ta ostatnia zapowiedziała jednak, że wkrótce zniesie ruch bezwizowy dla obywateli Rosji i Białorusi.
Wnioski
- Sama mobilizacja pozostaje niepotwierdzoną plotką, ale otoczenie wokół niej jest realne. Nie ma decyzji administracyjnej ani prawnej o nowej mobilizacji, jednak konkretne, weryfikowalne fakty – spadek liczby kontraktów, przygotowywane przepisy czy zamykanie przejść granicznych – tworzą podłoże, na którym plotki rosną i są traktowane poważnie nawet przez samych Rosjan.
- Zachowania rynkowe (ceny najmu, liczba wyszukiwań) są dziś najbardziej wiarygodnym wskaźnikiem nastrojów społecznych w Rosji. Oficjalne badania opinii publicznej są tam mało wiarygodne. Dane takie jak statystyki Yandex Wordstat czy ceny nieruchomości w Erywaniu stają się pośrednim, ale twardym miernikiem tego, jak poważnie społeczeństwo traktuje zagrożenie mobilizacją.
- Rosyjskie władze mają historyczny problem z wiarygodnością w tej sprawie. W przeszłości wielokrotnie łamały w tej kwestii publicznie składane zapewnienia.
- Trzecia fala” różni się jakościowo od poprzednich dwóch. W przeciwieństwie do chaotycznej ucieczki z września 2022 r. (kolejki na granicach, wyprzedane bilety) obecna reakcja ma charakter bardziej rozciągniętego w czasie, planowego przygotowania. To może sugerować, że część rosyjskiego społeczeństwa wyciągnęła wnioski z poprzedniego kryzysu i przygotowuje się z wyprzedzeniem.
- Motywacje militarne i ekonomiczne władz Rosji nakładają się na siebie. Malejący napływ ochotników kontraktowych i rosnące straty na froncie tworzą presję, która – niezależnie od ostatecznej decyzji politycznej – sama w sobie wystarcza, by wywołać realny, mierzalny niepokój i migrację części rosyjskiego społeczeństwa.
Przeczytajcie też: Nie, polska Agencja Wywiadu nie nazwała Ukrainy „nowym zagrożeniem” dla Europy Wschodniej