fałsz

Kradzione zdjęcia, wygenerowany tekst. Ale nienawiść w komentarzach prawdziwa

Milionowe zasięgi, tysiące udostępnień i setki Polaków oszukanych przez jeden post. Machina dezinformacji Kremla działa z pełną mocą, wykorzystując wygenerowane przez AI teksty i skradzione zdjęcia. Wszystko po to, by skłócić nas z Ukraińcami.

Kradzione zdjęcia, wygenerowany tekst. Ale nienawiść w komentarzach prawdziwa
fot. Unsplash

„Polak uratował Ukrainkę z dworca w 2023. Dał jej dach, miłość, pracę i nowe życie… a ona po 3 latach ZABIŁA GO we wspólnym mieszkaniu! 32-letnia Olena Kovalenko zamordowała 33-letniego Mateusza Wiśniewskiego – inżyniera, który wyciągnął ją z wojennego piekła, przeniósł się dla niej do Warszawy i codziennie gotował jej pierogi. Ciało znaleziono przy ul. Grzybowskiej 4. Ona zatrzymana na miejscu. Grozi jej dożywocie. Jak daleko można się posunąć po tym, jak ktoś dał ci WSZYSTKO?” – to tylko jeden z przykładów. 

źródło: scontent-waw2-1.xx.fbcdn.net
źródło: scontent-waw2-1.xx.fbcdn.net

Poniżej dodano zdjęcia „morderczyni z Ukrainy” i „zamordowanego Polaka”. 

źródło: Facebook
źródło: Facebook

Oraz zachętę do przeczytania reszty historii w załączonym linku. 

To fałszywa historia

Historia ta została wygenerowana za pomocą AI. Co na to wskazuje? Na przykład kumulacja stereotypów. Polak „codziennie gotował jej pierogi” brzmi nienaturalnie w sieci, a co dopiero w oficjalnym komunikacie o zbrodni. To typowa dla AI próba sztucznego podbicia dramaturgii i lokalnego kolorytu, która w efekcie brzmi groteskowo. Metaforyczne zwroty: „Wyciągnął ją z wojennego piekła” czy „dał jej dach, miłość, pracę i nowe życie” to gotowe formuły językowe, którymi AI chętnie zastępuje suchy język faktów, aby grać na emocjach czytelnika. Dochodzi nienaturalna struktura dramaturgiczna skomponowana według podręcznikowego schematu polaryzacji: kryształowo dobry bohater (inżynier, zakochany, gotujący, poświęcający się) kontra absolutne, niewdzięczne ucieleśnienie zła (morderczyni). Ludzkie teksty o prawdziwych zbrodniach rzadko zachowują tak sterylną, czarno-białą konstrukcję narracyjną.

Tekst kończy zdanie: „Jak daleko można się posunąć po tym, jak ktoś dał ci WSZYSTKO?”. Stanowi ono klasyczny przykład generatora zaangażowania (engagement bait). AI została zaprogramowana tak, by kończyć posty pytaniami zmuszającymi użytkowników do zostawienia komentarza.  

Do tego dochodzą dane identyfikacyjne, czyli najpopularniejsze imiona i nazwiska w danym kraju: „Mateusz Wiśniewski” oraz „Olena Kovalenko”. AI wybiera je, ponieważ mają najwyższe prawdopodobieństwo statystyczne, by brzmieć „znajomo” i „prawdziwie” dla danej narodowości.

Skąd wzięto zdjęcia?

Zamordowany rzekomo mężczyzna to brytyjski artysta Metthew Venner. Zdjęcie wykorzystane w fejku można znaleźć np. tutaj.

Kobieta to rzeczywiście przestępczyni. Ale to nie Ukrainka, a Polka, która została skazana już za handel ludźmi osoba. Jej zdjęcie znaleźć można tutaj.

Dlaczego ludzie wierzą w takie fejki?

Choć historia wydaje się absurdalna, wiele osób nie tylko w nią wierzy, ale także zostawia pełne nienawiści komentarze i klika w fałszywe linki. Twórcy takich treści doskonale wykorzystują mechanizmy psychologiczne.

1. Gra na emocjach

Fałszywe historie nie opierają się na faktach, lecz na silnych emocjach. Zamiast statystyk dostajemy opowieść o „niewinnej ofierze” i „okrutnym sprawcy”. Strach, gniew i poczucie niesprawiedliwości utrudniają racjonalną ocenę informacji. Rozgniewany odbiorca częściej napisze komentarz, niż sprawdzi źródło.

2. Potwierdzanie uprzedzeń

Fejki często dotyczą tematów budzących społeczne emocje – migracji, wojny czy bezpieczeństwa. Jeśli przekaz potwierdza wcześniejsze przekonania odbiorcy, łatwiej zostaje uznany za prawdziwy. To klasyczny przykład błędu konfirmacji.

3. Pozory wiarygodności

Zmyślone historie zawierają konkretne nazwiska, wiek, adresy czy zdjęcia. Takie szczegóły sprawiają wrażenie autentyczności, mimo że fotografie mogą pochodzić z innych źródeł lub zostać wygenerowane przez AI.

4. Efekt tłumu

Setki komentarzy i udostępnień tworzą wrażenie, że informacja została już zweryfikowana. Dodatkowo pierwsze reakcje bywają sztucznie wzmacniane przez boty lub skoordynowane sieci kont, które napędzają emocje i zachęcają kolejnych użytkowników do udziału w dyskusji.

5. Brak czasu na weryfikację

Media społecznościowe konsumujemy w pośpiechu. Większość użytkowników czyta jedynie nagłówek i kilka pierwszych zdań. To wystarczy, by wywołać emocje, ale często nie wystarcza, by zauważyć, że cała historia została zmyślona.

 

Przeczytajcie też: Ukrainiec torturował i gwałcił Polkę? Nic tu się nie zgadza

Źródła

  1. Facebook

  2. Onet

Nasi autorzy