brak dowodów

„Masza i Niedźwiedź”. Bajkowa forma rosyjskiej propagandy?

Ponad 50 brytyjskich parlamentarzystów z różnych ugrupowań połączyło siły, by doprowadzić do zakończenia emisji bajki „Masza i Niedźwiedź”. Ich zdaniem popularny rosyjski serial może być elementem soft power Kremla i służyć budowaniu pozytywnego wizerunku Rosji.

„Masza i Niedźwiedź”. Bajkowa forma rosyjskiej propagandy?
źródło: YouTube

Wyobraźmy sobie, że polscy politycy zakopali topór wojenny i zjednoczyli się wokół bajki? To trudne, prawda? A tak właśnie stało się w Wielkiej Brytanii.

Poseł Liberalnych Demokratów Tom Gordon napisał list do ministrów z prośbą o weryfikację niektórych scen z bajki „Masza i Niedźwiedź” pod kątem zarzutów, że może ona przyczyniać się do ocieplania wizerunku Kremla. Dokument podpisało ponad 50 parlamentarzystów.

Poseł postawił bardzo poważne zarzuty. Jego zdaniem bajka „promuje zgodny z linią Kremla przekaz skierowany do dzieci w wieku zaledwie trzech lat (…), otwarcie militaryzuje dzieci, wspiera machinę wojenną Putina i promuje pozytywny obraz Rosji wśród ogromnej publiczności”. Skrytykował również Netflix, który pozyskał prawa do dwóch kolejnych sezonów kreskówki, w której – jak napisał – „Masza pojawia się nawet w mundurze wojskowym”. „To jest niedopuszczalne i, szczerze mówiąc, obraźliwe, szczególnie w czasie, gdy Putin nadal prowadzi wojnę w Ukrainie” – napisał Gordon.

Polityk opublikował również pełną treść listu oraz nazwiska innych parlamentarzystów, którzy go podpisali. Sygnatariusze zgodzili się, że w opinii publicznej stopniowo „normalizuje się wizerunek Rosji”, a sankcje nałożone na zbrodniczy reżim po 24 lutego 2022 r. są stopniowo łagodzone.

Jako przykład Gordon wskazał Eurowizję, której dyrektor Martin Green nie wykluczył powrotu Rosji do udziału w konkursie.

„Potrzebujemy odpowiednich ram międzyrządowych, we współpracy z naszymi sojusznikami, aby powstrzymać tę normalizację i rehabilitację Rosji, podczas gdy jej nielegalna wojna i zbrodnie trwają”.

O co chodzi z soft power?

Soft power (miękka siła) to budowanie pozytywnego wizerunku kraju nie poprzez nacisk, lecz za pomocą kultury i rozrywki. Nie musi być równoznaczna z propagandą, ale bywa jej narzędziem. Pojęcie to w 1990 r. wprowadził amerykański politolog Joseph Nye.

„Soft power to zdolność uzyskiwania tego, czego się chce, poprzez atrakcyjność, a nie poprzez przymus lub zapłatę” – pisał Nye w swojej późniejszej książce z 2004 r. „Soft Power: The Means to Success in World Politics”.

Najłatwiej zobrazować to na konkretnych przykładach. Korea Południowa buduje wpływy i zwiększa zainteresowanie swoim krajem dzięki K-popowi, Japonia – za sprawą anime, Indie kojarzone są m.in. z jogą i kinem Bollywood, a Włochy od lat korzystają z popularności swojej kuchni.

Granica między soft power a propagandą zaciera się wtedy, gdy kultura jest wykorzystywana do osiągania celów politycznych. Taki właśnie zarzut pojawia się w kontekście „Maszy i Niedźwiedzia”. Zdaniem części brytyjskich parlamentarzystów Rosja, która słynie m.in. z baletu i literatury, wykorzystuje tę bajkę do kreowania wizerunku kraju „przyjaznego” i „normalnego”, mimo trwającej wojny w Ukrainie.

Co się nie podoba w „Maszy…”?

W liście Gordon postawił „Maszy i Niedźwiedziowi” kilka konkretnych zarzutów. W jednym z odcinków dziewczynka, pilnując grządki swojego futrzanego przyjaciela, ma na głowie czapkę z daszkiem z niebieskim otokiem i czerwoną gwiazdą, przypominającą nakrycie głowy używane przez NKWD – brutalną policję polityczną ZSRR.

Rok po aneksji Krymu, w 2015 r., Masza ponownie pojawiła się w tej stylizacji – tym razem w poście promocyjnym opublikowanym w mediach społecznościowych. „Hej, jestem teraz w armii” – napisano. Wpis został później usunięty. Zdaniem posłów była to „aktywna normalizacja radzieckiej ikonografii wojskowej dla globalnej publiczności małych dzieci”.

Dostało się też producentowi bajki – studiu Animaccord. Choć firma przeniosła się z Moskwy na Cypr, to – zdaniem grupy brytyjskich parlamentarzystów – nadal płaci podatki w Rosji. Studio kategorycznie odrzuciło zarzuty o szerzenie propagandy.

„Seria nie zawiera żadnych politycznych przekazów, a wszelkie żądania są niepoparte jej treścią. Animaccord działa w pełnej zgodności z obowiązującymi przepisami prawa. Twierdzenia przeciwne są fałszywe, nieodpowiedzialne i pozbawione podstaw dowodowych” – poinformowała „The Guardian” Melanie Bonvicino, rzeczniczka Animaccord.

Nie tylko Wielka Brytania

„Masza i Niedźwiedź” mają jednak jeszcze innych przeciwników. Działania brytyjskich parlamentarzystów skomentował szef Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji przy Radzie Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy, Andrij Kowalenko.

„«Masza i Niedźwiedź» to jeden z tych produktów Federacji Rosyjskiej, które powinny zostać ograniczone w cywilizowanym świecie” – napisał na Telegramie. „Cieszy mnie, że brytyjscy parlamentarzyści w pełni popierają to stanowisko i wystąpili z żądaniem zakazu. Ta produkcja jest narzędziem propagandy i rosyjskiej soft power, która bezpośrednio promuje tamtejszą wizję kulturową i jest skierowana do dzieci” – dodał.

W jego opinii rosyjska propaganda nie omija najmłodszych. Już od wczesnego dzieciństwa są oni indoktrynowani, by postrzegali ten kraj zgodnie z wizją kreowaną przez władze w Moskwie. Kowalenko zaapelował o zakaz emisji bajki i nałożenie sankcji na studio Animaccord, producenta serialu.

Bardzo ostro zareagował też minister spraw zagranicznych Estonii Margus Tsahkna.

„Rosja prowadzi wojnę nie tylko za pomocą rakiet, ale także narracji. «Masza i Niedźwiedź» jest elementem rosyjskiej soft power – wpisuje w dziecięcą rozrywkę przekazy zgodne z linią Kremla i motywy militarystyczne, jednocześnie normalizując rosyjską agresję oraz imperialne ambicje. Świat nigdy nie zaakceptowałby treści dla dzieci, które przedstawiałyby pozytywnie symbole nazistowskie. Symbole sowieckie zasługują na taką samą moralną ocenę. Dla wielu narodów, w tym dla Estonii, oznaczają one okupację, masowe zabójstwa, deportacje i zbrodnie przeciwko ludzkości” – napisał na portalu X.

„Teletubisie” pod ostrzałem

W Polsce podobna dyskusja przetoczyła się w 2007 r. Nie dotyczyła jednak tak poważnych kwestii politycznych czy militarnych, lecz obyczajowych. Ówczesna rzeczniczka praw dziecka Ewa Sowińska oznajmiła w rozmowie z „Wprost”, że jeden z bohaterów „Teletubisiów” może być przedstawicielem społeczności LGBT.

– Zauważyłam, że Tinky Winky ma damską torebkę, ale nie skojarzyłam, że jest chłopcem. W pierwszej chwili pomyślałam, że ta torebka musi temu Teletubisiowi przeszkadzać. Taki balast niepotrzebny. Później się dowiedziałam, że może się za tym kryć jakiś homoseksualny podtekst – mówiła działaczka.

Ówczesny marszałek Sejmu Ludwik Dorn miał później w prywatnych rozmowach apelować do polityczki Ligi Polskich Rodzin, by „nie ośmieszała urzędu”. W sondażu Wirtualnej Polski wypowiedź Sowińskiej uznano za największą wpadkę IV RP. Sprawa zakończyła się „oczyszczeniem Homo-Tubisia” z podejrzeń.

Propaganda, soft power czy przesada?

Nie ma jednoznacznych dowodów na to, że „Masza i Niedźwiedź” jest narzędziem propagandy Kremla. Nie da się nawet potwierdzić, że serial stanowi element rosyjskiej soft power, choć ta z definicji jest trudna do udowodnienia i zmierzenia. Zarzuty opierają się przede wszystkim na interpretacji poszczególnych odcinków i materiałów promocyjnych, podczas gdy producent stanowczo im zaprzecza.

Serial jest jedną z najpopularniejszych produkcji dla dzieci na świecie. Odcinek „Przepis na katastrofę”, opublikowany w serwisie YouTube, wyświetlono ponad 4,6 mld razy. Trudno znaleźć część serii, która miałaby mniej niż kilkaset milionów odsłon. Siedmiominutowe przygody małej dziewczynki i jej emerytowanego cyrkowego przyjaciela są uwielbiane na całym świecie, także w Polsce.

Źródła

  1. theguardian.com

  2. belfercenter.org

Nasi autorzy