Marcin Krężelok: Od lat mówi się o niesamowitym uzależnieniu Europy od chińskich leków i substancji, które służą do produkcji ważnych medykamentów. Czy Parlament Europejski i Komisja wypracowały jakieś rozwiązania lub propozycje w tym zakresie?
Adam Jarubas: Mamy już wynegocjowany Akt o Lekach Krytycznych – kluczowy pod kątem bezpieczeństwa lekowego, ale też w kontekście bardzo głębokiego uzależnienia od zewnętrznych dostaw zwłaszcza substancji API (Active Pharmaceutical Ingredient – aktywne substancje farmaceutyczne), służących do produkcji lekarstw. Obecnie jesteśmy na etapie technicznego przygotowania do finalnego potwierdzenia przez Radę i Parlament. Zatem w praktyce zakończyliśmy pracę nad nim.
Jest to kluczowy element legislacji, który ma walczyć z tym bardzo głębokim uzależnieniem, bo niestety 80 procent substancji API, służących do produkcji leków generycznych, czyli tych, które najczęściej kupujemy w aptekach, pochodzi z Azji – głównie Chin i Indii.
M.K.: Przerwy w dostawach ropy z cieśniny Ormuz przy potencjalnym odcięciu nas od tych substancji wydają się błahostką.
A.J.: Konsekwencje takiego przykręcenia kurka byłyby dramatyczne, bo mamy aktualizowaną co dwa lata listę leków o krytycznym znaczeniu dla systemu, dla zdrowia i życia pacjentów – takich jak antybiotyki, insulina, czy leki onkologiczne i kardiologiczne. Niestety zależności, które tworzyły się przez lata są bardzo głębokie.
M.K.: A co konkretnie chcą państwo zmienić?
A.J.: W zapisach tego aktu są rozwiązania, które mają – pewnie nie od razu – doprowadzić do tego, żeby odtworzyć produkcję, zwłaszcza tych substancji czynnych bądź leków gotowych w Europie, bądź ustanowić je na w miarę bezpiecznych warunkach z krajami, które możemy uznać za przyjaciół UE. Niestety Chin z różnych powodów do tego kręgu zaliczyć nie możemy. Dlatego w tych rozwiązaniach zostały zawarte wspólne zakupy leków. Jeśli kilka państw zechce stworzyć taką grupę, to może poprosić i KE nie może odmówić, żeby w imieniu tych państw przeprowadzić postępowanie zakupowe.
M.K.: Jakie to może przynieść korzyści?
A.J.: Praktyka pokazuje, że jeśli robi się to z poziomu europejskiego, to oszczędności na cenach mogą być znaczące. W przypadku zamówień, które robi dyrekcja HERA – (Urząd ds. Gotowości i Reagowania na Stany Zagrożenia Zdrowia, ang. Health Emergency Preparedness and Response Authority) zakupy mogą być nawet o 20-30 proc. tańsze w dużych wolumenach. Zostały też wprowadzone zapisy, które dadzą możliwość, by kryterium ceny nie było jedynym dominującym. Również, by elementy stabilności łańcuchów dostaw i pewność tych dostaw także były kryterium, które należy brać pod uwagę, bo w przeciwnym razie Chińczycy zawsze wygrają.
M.K.: Zapewne wzięli państwo pod uwagę, że Chiny mogą podjąć działania odwetowe.
Pewnie tak, ale niestety, sektor lekowy jest elementem krytycznym, gdzie nie możemy sobie pozwolić na ryzyko. Produkcja lekarstw jest szalenie ważna.
Na przykładzie tej regulacji trenujemy też w pewnej mierze wdrożenie idei Buy European – Amerykanie mają swoją wersję, Chińczycy też subsydiują swoje, więc my chcemy promować produkcję i zakupy w Europie.
To pewnie będzie kwestionowane przez naszych partnerów w ramach różnego rodzaju porozumień handlowych, ale pora skończyć z naiwnością, wyrażającą się w przekonaniu, że żyjemy w czasach wielkiego globalnego pokoju i wszystko zawsze będzie dostępne. Wiemy jak to wyglądało w przypadku metali ziem rzadkich – w lekach nie możemy sobie na to pozwolić. To jest przewrót kopernikański, bo przez lata się uzależnialiśmy tymczasem ta regulacja, a wcześniej Pakiet Farmaceutyczny, to są zupełnie nowe przepisy, które dają większą pewność, że pacjenci potrzebujący leków, będą mogli je dostać w aptekach.