W nocy z 29 na 30 lipca 2026 r., podczas jednego z największych ataków Rosji rakietowych na zachodnią Ukrainę od początku wojny (około 70 rakiet, z czego około 20 leciało w kierunku Polski), naruszona została polska przestrzeń powietrzna. O godz. 3:40 radary wykryły niezidentyfikowany obiekt, w kierunku którego skierowano dyżurny myśliwiec F-16. Po sześciu minutach ślad zniknął z radarów. W pobliżu Tarnawy-Kolonii (woj. lubelskie) odnaleziono szczątki oraz lej o średnicy około 10 m i głębokości około 5 m. Wiceszef MON Cezary Tomczyk potwierdził, że był to rosyjski pocisk manewrujący Ch-101, „zdolny nawet przenosić głowice jądrowe” i zawierający – jak ustaliła Prokuratura Okręgowa w Lublinie – „materiał wybuchowy w znacznej ilości”. Wcześniejsze naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej odnotowano na początku 2026 r. oraz jesienią poprzedniego roku.
Kilka dni wcześniej, 24 lipca, rumuński F-16 po raz pierwszy od początku wojny zestrzelił drona typu Szahed, który naruszył przestrzeń powietrzną kraju. W kolejnych dwóch dniach zniszczono jeszcze dwa takie bezzałogowce. Rumuńskie Ministerstwo Obrony podało, że od lutego 2022 r. rosyjskie drony wtargnęły do rumuńskiej przestrzeni powietrznej już 33 razy, jednak dopiero teraz doszło do ich zestrzelenia. Wszystkie incydenty miały miejsce na terytorium państwa NATO.
Ślad działań Putina na wschodniej flance
Z raportu International Institute for Strategic Studies (IISS) wynika, że między sierpniem 2024 r. a lutym 2026 r. drony wielokrotnie wlatywały w przestrzeń powietrzną kilkunastu państw NATO i Irlandii, wymuszając zamknięcia lotnisk cywilnych i zakłócając działania wojskowe. Po incydencie pod Lublinem (polskie i holenderskie samoloty zestrzeliły rosyjskie drony, spadające szczątki uszkodziły dom prywatny) Polska uruchomiła wówczas konsultacje w trybie art. 4 NATO i rozpoczęła operację „Wschodnia Straż” (Eastern Sentry).
Rosja jakby na moment zamilkła.
Rafinerie i kryzys paliwowy
Rosja jakby na moment zamilkła. Musiała się także zająć własnymi sprawami, bo od marca 2026 r. Ukraina zintensyfikowała kampanię uderzeń dronami dalekiego zasięgu i pociskami manewrującymi w rosyjski sektor naftowy. Ich celem stały się rafinerie, terminale paliwowe, zbiorniki paliw i rurociągi. Tylko w tym roku trafiono już w siedemnaście rosyjskich rafinerii (w część wielokrotnie). Efekt ataków to potężny kryzys paliwowy. Kryzys realny, choć obraz Rosji „bez paliwa” to wciąż uproszczenie. Niemniej –były to uderzenia wyjątkowo dla Kremla i samego Putina bolesne. Skutkiem były długie kolejki na stacjach benzynowych w wielu regionach Rosji – od okupowanego Krymu po Syberię – wzrost cen oraz wprowadzanie limitów sprzedaży dla klientów.
Cena paliwa to jeden z najczulszych punktów w relacji obywatela z władzą. Politycy mogą przedstawiać najbardziej przekonujące programy, ale dla wielu wyborców ich wiarygodność weryfikuje wyświetlacz na stacji benzynowej. Putin doskonale zdaje sobie sprawę, że nawet w autorytarnym państwie społeczne poparcie zależy również od tego, ile kosztuje zatankowanie samochodu.
Wicepremier Aleksandr Nowak przyznał, że w części regionów sytuacja pozostaje „dość trudna”. W odpowiedzi rząd przedłużył zakaz eksportu benzyny i rozpoczął rozmowy o jej zakupie w Kazachstanie, Indiach i Chinach oraz paliwa lotniczego na Białorusi.
A to nie koniec kłopotów rosyjskiego dyktatora. Od połowy lipca 2026 r. ukraińskie drony wielokrotnie uderzały w centra logistyczne firmy Wildberries (czyli „rosyjskiego Amazona”) w Elektrostali, Kotowsku, Krasnodarze, Niewinnomyssku, Symferopolu, obwodzie woroneskim, Petersburgu, Riazaniu, Penzie i Wołgogradzie (przy okazji obrywało się tam rafineriom). Kijów twierdzi, że w magazynach Wildberries są składowane towary podwójnego zastosowania – elektronika, sprzęt nawigacyjny i komponenty wykorzystywane w rosyjskim przemyśle zbrojeniowym, np. przy produkcji dronów. Rosja oczywiście odrzuca te oskarżenia.
Do tego doszły plotki i faktyczne doniesienia o niepowodzeniach Rosji na froncie. Raport amerykańskiego Center for Strategic and International Studies (CSIS) z lipca 2026 r. wskazuje, że wiosną 2026 r. – po raz pierwszy od sierpnia 2024 r. – Rosja straciła więcej terenu, niż zdobyła zarówno w kwietniu, jak i w maju (łącznie ok. 400 m kw). CSIS szacuje łączne straty Rosji od lutego 2022 r. na ok. 1,4 mln zabitych i rannych, a Ukrainy na 525–625 tys. (100–150 tys. zabitych). Oczywiście dokładne liczby pozostają trudne do zweryfikowania przez obie strony, ale także inne agencje podają niepokojące dla Putina dane. Z analizy wojskowej opublikowanej w Defence24 wynika, że wiosenna ofensywa 2026 r. przyniosła Rosji „terytorialny wynik bliski zeru” przy stratach przekraczających 35 tys. żołnierzy miesięcznie. To – uwaga – więcej niż wynosi zdolność rosyjskiego systemu uzupełnień.
Dlaczego możemy spodziewać się eskalacji Rosji wobec państw NATO?
Twierdzenia o „przegrywającej wojnę z Ukrainą Rosji” mają oparcie w danych dotyczących strat terytorialnych i osobowych, publikowanych przez niezależne ośrodki analityczne, takie jak CSIS i ISW. Rosyjska eskalacja wobec NATO zbiega się z narastającymi problemami wewnętrznymi, a nie z okresem jednoznacznych sukcesów na froncie. To może częściowo wyjaśniać, dlaczego Kreml tak mocno stawia dziś na demonstrację siły.
Ocena zachodnich analityków
Felietonista „Washington Post” David Ignatius, powołując się na byłego szefa CIA Billa Burnsa, pisał wprost przed lipcowym szczytem NATO: ryzyko rosyjskiej eskalacji wobec Sojuszu jest realne i rośnie „głównie dlatego, że Putin jest pod coraz większą presją w kraju i przegrywa na polu bitwy”. Ograniczone uderzenia w cele NATO (np. na Litwie, w Estonii czy Polsce) mogą być także testem jedności Sojuszu i gotowości USA do reakcji, niekoniecznie preludium do pełnoskalowej wojny.
Napięcia z NATO mogłyby dać Kremlowi pretekst propagandowy do uzasadnienia nowej mobilizacji do wojska jako „obrony przed Zachodem”, a nie „kontynuacji tzw. operacji specjalnej w Ukrainie”.
Co Putin chce osiągnąć
- Podtrzymać wizerunek mocarstwa. Mimo strat na froncie i narastających problemów wewnętrznych Kreml chce pokazać, że nadal dysponuje zdolnością do prowadzenia ataków rakietowych i wysyłania dronów daleko poza Ukrainę.
- Odwrócić uwagę od problemów wewnętrznych. Rosnące trudności gospodarcze, takie jak kryzys paliwowy czy wysokie straty wojskowe, łatwiej tłumaczyć społeczeństwu konfliktem z NATO niż konsekwencjami własnej agresji na Ukrainę.
- Wzmocnić swoją pozycję przed ewentualnymi negocjacjami. Pokazanie, że Rosja potrafi naruszać przestrzeń państw NATO bez bezpośredniej odpowiedzi militarnej, może zwiększyć jej siłę przetargową podczas przyszłych rozmów o zawieszeniu broni lub porozumieniu pokojowym.
- „Sprawdzić NATO”. Kontrolowane incydenty (rakieta ocierająca się o granicę, drony wlatujące i „znikające” z radarów) pozwalają obserwować, jak szybko i zdecydowanie reagują poszczególne kraje Sojuszu i sam Waszyngton, ale bez przekraczania progu, który wymusiłby zbiorową odpowiedź na mocy art. 5.
Przeczytajcie też: „Jak w 2022 roku”. Rosjanie znów pakują walizki, a Kreml zaprzecza mobilizacji