Matki pójdą wcześniej na emeryturę? To nie jest dobry pomysł 

Pomysł szefowej MFiPR Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, by uzależnić wiek emerytalny kobiet od liczby urodzonych dzieci, budzi poważne zastrzeżenia zarówno ze strony ekspertów, koalicjantów, jak i wielu Polaków.  

 

 Matki pójdą wcześniej na emeryturę? To nie jest dobry pomysł 
fot. Getty Images

Ministra Funduszy i Polityki Regionalnej zaproponowała zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn oraz uzależnienie wieku kobiety od tego, czy kobieta rodziła dzieci.  

Argumentów przeciwko takiemu rozwiązaniu jest co najmniej kilka.   

Równość

Pierwszym z nich, jest, przytaczany przez ekspertów, artykuł 32. Konstytucji. 

„Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne”. 

Na ten zapis polskiej ustawy zasadniczej zwrócił uwagę prezes ZUS Liwiusz Laska

– Jest miejsce do dyskusji, czy różnicowanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn uznane niegdyś przez Trybunał Konstytucyjny za dopuszczalne ze względu na dobro kobiet nadal służy temu celowi, skoro jest to w jakimś sensie forma dyskryminacji. Luka emerytalna kobiet jest większa niż luka płacowa, bo wpływa na nią krótszy okres składkowy – wyjaśnił.  

Zastrzegł jednak, że uzależnianie wysokości wieku emerytalnego od czegoś, na co część kobiet nie ma wpływu, budzi wątpliwości konstytucyjne.  

– Dlatego byłbym sceptyczny co do tych rozwiązań. Zmiany w wieku emerytalnym nie zwiększą dzietności, natomiast można myśleć o innym wynagradzaniu, innym opłacaniu składek za każde urodzone dziecko czy kolejne dziecko – stwierdził.  

Ryzyko nowych podziałów społecznych

Jednym z najważniejszych problemów proponowanego rozwiązania jest pytanie o to, kogo miałoby ono obejmować i czy byłoby sprawiedliwe wobec wszystkich obywateli. Rodzicielstwo nie jest bowiem wyłącznie domeną kobiet – ojcowie również uczestniczą w wychowaniu dzieci i ponoszą związane z tym obowiązki. Pominięcie ich w systemie preferencji emerytalnych mogłoby zostać uznane za nierówne traktowanie.  

Wątpliwości budzi także sytuacja kobiet, które nie mają dzieci. Nie wszystkie kobiety decydują się na macierzyństwo, ale nie wszystkie mają też możliwość zostania matkami. Uzależnienie wieku emerytalnego od liczby urodzonych dzieci oznaczałoby uprzywilejowanie jednej grupy kosztem kobiet bezdzietnych – zarówno tych, które z powodów zdrowotnych nie mogły mieć dzieci, jak i tych, które świadomie wybrały inną drogę życiową.  

Kontrowersje może budzić również samo kryterium przyznania takiej preferencji. Jeśli decydujący byłby wyłącznie fakt urodzenia dziecka, z wcześniejszego przejścia na emeryturę mogłaby skorzystać także osoba, która nie uczestniczyła później w jego wychowaniu. Jednocześnie kobiety, które poświęciły wiele lat na opiekę nad rodziną, ale nie spełniłyby ustawowego warunku, nie otrzymałyby podobnego wsparcia.  

Istnieje także ryzyko, że taka zmiana przesunęłaby debatę publiczną z kwestii rzeczywistej równości na spór o przywileje między kobietami i mężczyznami. Zamiast rozmowy o wyrównywaniu szans, luce płacowej, warunkach pracy czy prawach rodzicielskich obu płci, uwaga mogłaby skupić się na wzajemnych pretensjach i podziale na grupy „uprzywilejowane” oraz „poszkodowane”. W efekcie rozwiązanie mające odpowiadać na problem demograficzny mogłoby stać się kolejnym źródłem społecznych napięć i utrudnić dyskusję o tym, jak faktycznie zwiększać równość kobiet i mężczyzn.  

Polakom pomysł Pełczyńskiej-Nałęcz się nie podoba

Sondaże również pokazują, że pomysł ministry Pełczyńskiej-Nałęcz raczej nie przypadł do gustu naszym rodakom.   

Zwolennicy propozycji minister Pełczyńskiej-Nałęcz stanowią mniejszość, gromadząc łącznie jedynie 27 proc. poparcia. W tej grupie tylko 11 proc. badanych ocenia ten pomysł „zdecydowanie” pozytywnie, a 16 proc. deklaruje, że jest mu „raczej” przychylne.   

Koalicjanci tego nie poprą 

Ostatnią sprawą jest brak poparcia koalicjantów dla takiego rozwiązania.  

– To jest okrutne. To jest mówienie o tym, że jeżeli kobieta dzieci mieć nie może, to należy ją karać dłuższą pracą, zamiast jej pomóc, na przykład dostępnym in vitro finansowanym z budżetu państwa – powiedziała ministra rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. 

Dziemianowicz-Bąk zapewniła, że dopóki Lewica jest w rządzie, taki pomysł nie spotka się z jej poparciem. 

Czy gdzieś już to działa? 

Istnieje wiele państw, które w różny sposób uwzględniają fakt posiadania dzieci w systemie emerytalnym, ale robią to przede wszystkim poprzez wyższe świadczenia, dodatkowe okresy składkowe lub kredyty emerytalne, a nie przez obniżenie ustawowego wieku emerytalnego w zależności od liczby dzieci.  

W Niemczech za każde dziecko rodzic otrzymuje dodatkowe punkty emerytalne (Kindererziehungszeiten), co podwyższa przyszłą emeryturę. 

We Francji dodatkowe kwartały składkowe za wychowanie dzieci oraz premie do emerytury. W pewnych sytuacjach matki mogą przejść na emeryturę wcześniej, ale nie wynika to wyłącznie z liczby dzieci.  

W Czechach za okres opieki nad dziećmi naliczane są korzystniejsze uprawnienia emerytalne; od 2027 r. rozszerzono kredyty emerytalne dla rodziców.  

Zestawienie różnych państw pod kątem świadczeń i uprawnień emerytalnych można znaleźć również w raporcie OECD poświęconym tej tematyce.  

Wskaźniki demograficzne w Polsce są zatrważające. Jednak rozwiązywanie tego problemu dyskryminującymi przepisami wydaje się kontrproduktywne. Szeroki sprzeciw wobec pomysłu ministry Pełczyńskiej-Nałęcz pokazuje, że nie wystarczy dobra wola, potrzeba rozwiązań systemowych, merytorycznych i przede wszystkim sprawiedliwych.  

żródło; PAP
żródło; PAP

Źródła

  1. portal sprawdzamto.pl

  2. tvp.info

  3. Polskie Radio 24

  4. wp.pl

  5. Strony rządowe: Niemiec, Czech i Francji

  6. OECD

Nasi autorzy