W powszechnym przekonaniu naukowców historia dinozaurów wygląda mniej więcej tak: dinozaury żyją sobie na Ziemi przez dziesiątki milionów lat. Ok. 65–66 mln lat temu w Ziemię (a konkretnie w dzisiejszy Meksyk) uderza asteroida Chicxulub. Skutki powodują, że następuje masowe wymieranie tych niesamowitych stworów (uważa się, że na granicy kredy i paleogenu). Wśród naukowców trwa spór o to, jak dokładnie ten proces przebiegał w czasie.
Impact winter – głód i chłód
Od klasycznej pracy Alvareza i współautorów („Extraterrestrial Cause for the Cretaceous-Tertiary Extinction”, Pozaziemska przyczyna wymierania kredowo-trzeciorzędowego) z 1980 r. dominującym scenariuszem w popularnej nauce była tzw. „zima uderzeniowa” (impact winter). Pył i siarka wyrzucone w atmosferę miały zasłonić Słońce na miesiące lub lata, zatrzymać fotosyntezę, obniżyć temperaturę i doprowadzić do powolnego wymierania z głodu i wychłodzenia. Według części naukowców był to proces rozciągnięty na miesiące, a nawet lata. Niemal równolegle pojawiały się hipotezy uzupełniające.
Impuls cieplny – pożary
W 1990 roku pojawiła się „Ignition of global wildfires by the Cretaceous-Tertiary impact” (Zapłon globalnych pożarów przez uderzenie na granicy kredy i trzeciorzędu) H. Jay Melosha wraz z zespołem, a w 2024 roku „Survival in the first hours of the Cenozoic” (Przetrwanie w pierwszych godzinach kenozoiku) autorstwa Douglasa S. Robertsona, geologa z University of Colorado.
Były to hipotezy „impulsu cieplnego”. Opadający z powrotem na Ziemię, rozżarzony materiał wyrzucony przez uderzenie miał wywołać globalną falę promieniowania cieplnego, wystarczającą, by w ciągu kilku godzin wzniecić pożary na całym świecie i zabić większość niechronionych organizmów lądowych. Przetrwać miały tylko zwierzęta, które schroniły się pod ziemią lub w wodzie. Ta hipoteza tłumaczyła m.in., dlaczego z dinozaurów przetrwały właśnie ptaki (to jedyna linia obejmująca gatunki gnieżdżące się w norach lub pływające).
W 2013 r. ten sam Robertson wraz ze współautorami opublikował pracę rewidującą własny wcześniejszy model. Nowe symulacje impulsu cieplnego oraz brak wystarczających śladów węgla drzewnego (charcoal) w warstwie granicznej sugerowały ich zdaniem, że globalny impuls cieplny mógł być słabszy, niż wcześniej zakładano, a część sadzy w osadach mogła pochodzić z samego miejsca uderzenia, a nie z pożarów na całym świecie.
Od tego czasu w nauce funkcjonowały obok siebie te dwa różne warianty. „Zima uderzeniowa” oraz (słabszy lub mocniejszy) „impuls cieplny”.
Nie jeden scenariusz lub drugi. Dwa jednocześnie
Nowe badanie opublikowano 28 lipca 2026 r. w „Journal of Geophysical Research: Biogeosciences” pod tytułem „Heat and Wildfires During the K-Pg Mass Extinction Enhanced by Fine Dust”, „Upał i pożary lasów podczas masowego wymierania na granicy K-Pg potęgowane przez drobny pył”. Prowadzony przez planetologa Brandona Johnsona z Purdue University zespół połączył istniejące symulacje komputerowe uderzenia Chicxulub z danymi o drobnym pyle skalnym (pozostałości oparów skalnych), znalezionym wcześniej w Ameryce Północnej.
Według badaczy ten drobny pył, unoszący się wysoko w atmosferze, działał jak izolacyjny „koc”. Zatrzymywał promieniowanie cieplne przy powierzchni Ziemi i podnosił temperaturę powierzchni co najmniej 3,5 razy bardziej, niż wynikałoby to z samych spadających, rozżarzonych odłamków. Autorzy szacują, że pyłu było tak dużo, iż zablokował on ucieczkę promieniowania cieplnego w kosmos.
Najnowsza praca naukowców nie zaprzecza jednak teorii powolnego umierania z głodu. Pokazuje, że oba mechanizmy mogły działać jeden po drugim – najpierw godziny ekstremalnego gorąca i pożarów, a dopiero, potem gdy pył i sadza z pożarów utrzymały się w atmosferze, długotrwałe lata ciemności, chłodu i głodu, znane wcześniej jako „zima uderzeniowa”. To oznacza dwuetapową katastrofę, a nie jeden scenariusz zamiast drugiego.
To nie nowe odkrycie, lecz uzupełnienie
Nagłówki sugerują „nowe, zaskakujące odkrycie” i przełom. Tymczasem to kontynuacja i dopracowanie hipotezy sprzed ponad 20 lat (Melosh 1990, Robertson 2004), formułowanej częściowo przez tego samego naukowca, który w 2013 r. sam ją częściowo zrewidował z powodu niewystarczających dowodów. Obecna praca dorzuca nowy, policzalny mechanizm (pył jako wzmacniacz promieniowania cieplnego), ale nie jest odkryciem „od zera”.
Tytuły takie jak: „dinozaury zginęły w ciągu godzin” sugerują zaprzeczenie wcześniejszej teorii zimy uderzeniowej. W rzeczywistości autorzy wprost mówią, że oba mechanizmy (godziny gorąca + lata ciemności) współistnieją i następują po sobie, a nie wykluczają się nawzajem. To wciąż tylko jedna z kilku konkurencyjnych hipotez mechanizmu wyginięcia.
Wnioski
1. Nowe badanie jest realne i solidnie umocowane naukowo, ale nie jest to „przełomowe odkrycie”. To rozwinięcie hipotezy „impulsu cieplnego” formułowanej od 1990 i 2004 r. przez tych samych badaczy.
2. Badanie nie obala teorii „zimy uderzeniowej”, lecz ją uzupełnia. Proponuje dwuetapowy scenariusz.
3. Popularny obraz „momentalnej zagłady wszystkich dinozaurów” jest uproszczeniem nawet w świetle nowego badania – zagłada objęła głównie zwierzęta, które nie miały możliwości schronienia się pod ziemią lub w wodzie. Przetrwanie części gatunków (w tym przodków ptaków) tłumaczone jest właśnie zdolnością do ukrycia się przed falą gorąca.
Przeczytajcie też: 90 stopni prawdy? Dlaczego „geometryczna zagadka” kraterów to zwykły fejk