„Autonomiczny" Sinciang
Sinciang leży na północnym zachodzie Chin. Oficjalna nazwa to Sinciang-Ujgurski Region Autonomiczny. Mieszka tam około 11,6 mln Ujgurów – muzułmańskiego ludu posługującego się językiem turkijskim. Część Ujgurów nazywa ten obszar Wschodnim Turkiestanem. Ta geografia jest bardzo ważna, bo właśnie tutaj rozgrywa się spór, który później trafia do tureckich mediów.
Pekin odrzuca te zarzuty. Ośrodki, do których trafiali Ujgurzy, przedstawiał jako centra kształcenia zawodowego służące walce z terroryzmem i ekstremizmem. W tym roku Human Rights Watch opublikował raport odnoszący się do chińskich nadużyć w 2025 r. Chińskie władze nadal zaprzeczają oskarżeniom opisanym przez ONZ.
Reporterzy bez Granic podają, że w Sinciangu więzionych jest obecnie 78 dziennikarzy i osób działających na rzecz wolności prasy. Wśród nich jest Ilham Tohti, ujgurski ekonomista i laureat Nagrody Sacharowa. W całych Chinach RSF nalicza 121 uwięzionych dziennikarzy – najwięcej na świecie, zaznaczając przy tym, że te dane mogą być niedoszacowane.
„Kłamstwa” o Sinciangu
I tutaj pojawia się Turcja. „Kłamstwa o Wschodnim Turkiestanie w Turcji i prawdziwy Xinjiang” – pod takim tytułem CGTN Türk opublikowała materiał o tym regionie. Autor opisuje swoją podróż po Sinciangu. Wychwala nowo wybudowane drogi, tanie restauracje, meczety. Pisze o mieszkańcach, którzy rzekomo normalnie żyją i prowadzą swoje interesy.
Podobnych materiałów jest więcej. W tureckojęzycznych mediach chińskich krytyka polityki Pekinu wobec Ujgurów określana jest jako „bezpodstawne oskarżenia”. Kaszgar przedstawiany jest jako miasto, w którym rozwija się ujgurska kultura. Pojawiają się też zapewnienia, że mniejszości w Sinciangu nie są dyskryminowane.
W 2009 roku Recep Tayyip Erdoğan bardzo ostro krytykował brutalne działania Chin wobec Ujgurów. Później Turcja podnosiła problem ich dramatycznej sytuacji na forum ONZ. Jednocześnie relacje Ankary z Pekinem zaczęły się zacieśniać. Chiny są dziś największym partnerem handlowym Turcji w Azji. W 2023 roku turecki import z Chin wyniósł 44,9 mld dolarów, eksport – 3,3 mld.
Pekin wszedł do tureckich mediów
Nie chodzi tylko o stronę CGTN Türk. W 2018 roku przedstawiciele dwóch państwowych agencji informacyjnych spotkali się w Stambule. Po jednej stronie państwowa turecka Anadolu Agency, po drugiej chińska Xinhua. Podpisali umowę pozwalającą na wymianę wiadomości po turecku, chińsku i angielsku.
Chińczycy byli na tureckim rynku już wcześniej. W 2012 roku państwowa China International Publishing Group zawarła porozumienie z grupą Turkuvaz. Efektem była turecka wersja magazynu „China Today”.
W 2016 roku ruszyło CRI Türk. W 2023 roku serwis został przekształcony w CGTN Türk. Finansowana przez China Radio International grupa GB Times podpisywała też umowy z tureckimi stacjami radiowymi, które dawały chińskim audycjom czas antenowy.
Współpracę z chińskimi nadawcami prowadził również publiczny TRT.
A CGTN Türk jest dziś obecne na X, Facebooku, Instagramie, TikToku i YouTubie. Według Reporterów bez Granic tureckojęzyczne konta stacji mają łącznie 3,8 mln obserwujących.
Turcja nie jest wyjątkiem. RSF opisali podobne ekspansywne działania „informacyjne” Pekinu m.in. w Czechach i na Słowacji, na Wyspach Salomona oraz w Grenadzie, Jamajce i Gujanie.
Bezpieczna przystań już nie dla wszystkich
Są jeszcze Ujgurzy, którzy mieszkają już w Turcji. To inna grupa niż ludzie pozostający w chińskim Sinciangu i właśnie tego rozróżnienia nie można zgubić.
Przez lata Ankara traktowała ich stosunkowo łagodnie. Ujgurzy mogli korzystać z preferencyjnych zasad dotyczących długoterminowego pobytu, a część otrzymywała tureckie obywatelstwo. Human Rights Watch ocenia jednak, że od 2022 roku sytuacja osób bez tureckiego paszportu zaczęła się pogarszać. Władze nadawały części z nich kody oznaczające zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego. Mogło to prowadzić do utraty prawa pobytu albo decyzji deportacyjnych.
Dochodzi do tego presja wywierana na Ujgurów mieszkających w Turcji przez aparat państwowy samych Chin.
W 2024 roku tureckie służby zatrzymały sześć osób podejrzanych o zbieranie dla chińskiego wywiadu informacji o znanych Ujgurach i ich organizacjach działających w Turcji.
Turkish Minute w swoim artykule z 21 sierpnia 2026 r. cytuje Muhammeda Ali Atayurta z Istiklal Media Group, który opowiedział Reporterom bez Granic o inwigilacji, nękaniu dziennikarzy i aktywistów oraz próbach zdobywania w nielegalny sposób ich danych osobowych. Presja dotyczy również rodzin ujgurskich dziennikarzy, które pozostały w Chinach i stały się zakładnikami pekińskich władz.
Muhammed Ali Atayurt to ujgurski dziennikarz pochodzący z Sinciangu, obecnie mieszkający w Turcji. Jest wiceprezesem Istiklal Media Group oraz koordynatorem jej tureckojęzycznych publikacji. Zajmuje się przede wszystkim sytuacją Ujgurów i nagłaśnianiem działań chińskich władz w Sinciangu.
Chińskie media przekazują więc tureckiemu odbiorcy swoją narrację o rzekomo spokojnym Sinciangu, rozwijają własne kanały i współpracują z lokalnymi tureckimi mediami. Po drugiej stronie są ludzie, którzy z tego regionu wyjechali i próbują przebić się z opowieścią, dlaczego musieli to zrobić.