Luksusowe schrony, sejfy w skałach i posiadłości na wyspach leżących na końcu świata - to nie jest scenariusz sensacyjnego serialu, ale całkiem realny trend i wciąż powiększający się rynek. Media całego świata informowały w ostatnich tygodniach o „bunkrach dla milionerów".
Prepper bogaty i biedny
Doprecyzujmy od razu: informacje o budowie bunkrów dla najbogatszych są prawdziwe. Tyle że zjawisko nie pojawiło się nagle. Zainteresowanie przetrwaniem jakiegoś kryzysu, wojny atomowej czy epidemii – choć dziś kojarzone z Doliną Krzemową i Szwajcarią – ma dawne korzenie. Już od lat 50. XX wieku, w okresie zimnej wojny między Zachodem a blokiem komunistycznym, czyli ZSRR, następowały potężne fale zjawiska zwanego prepperstwem.
Inaczej wygląda to zjawisko w przypadku najbogatszych ludzi świata, w tym np. założycieli platform technologicznych, menedżerów funduszy hedgingowych czy prezesów korporacji. Nie polega na kupowaniu i gromadzeniu konserw turystycznych i chowaniu ich w piwnicy.
To jest wart miliardy dolarów przemysł. Bogacze nie szykują się na przetrwanie w trudnych warunkach. Płacą za to, aby w razie „końca świata” ich dotychczasowy standard życia nie uległ zmianie.
Zamiast schronów budują podziemne fortece, takie luksusowe bunkry. Zamiast betonowych piwnic - kupują całe kompleksy mieszkalne ukryte pod ziemią. Firmy takie jak Vivos czy Rising S Bunkers budują schrony warte nawet kilkadziesiąt milionów dolarów i nie narzekają na brak klientów.
Dawne wojskowe silosy rakietowe z czasów zimnej wojny przekształcane są w nawet kilkupiętrowe apartamentowce, w których znajdziemy baseny, kina, siłownie, czy ściany wspinaczkowe. A nawet ogrody z imitacją światła słonecznego. Po to, by jego mieszkańcy nie odczuwali depresji.
Pomieszczenia takie zwykle posiadają własne ujęcia wody, zaawansowane systemy filtracji powietrza (odporne na broń biologiczną i nuklearną), ale też generatory energii, które mogą działać bez przerwy przez kilkanaście lat.
Kto dziś pamięta o milenijnej pluskwie?
Za każdym razem, gdy na świecie czuć jakiś niepokój, media z ekscytacją piszą o podziemnych pałacach budowanych przez najbogatszych. Ten niepokój rośnie czasem na sile.
W latach 50. i 60. był wywołany zimną wojną. Na przełomie 1999 i 2000 była to tzw. pluskwa milenijna - Y2K. Lata 2010–2012 to koniec kalendarza Majów, zaś w 2020–2021 dominowała Pandemia COVID-19. Za każdym razem milionerzy masowo odkupywali od wojska dawne silosy rakietowe i bazy rządowe, zamieniając je w samowystarczalne, najczęściej podziemne enklawy.
A dziś? Największym lękiem jest sztuczna inteligencja oraz zbrojne konflikty na całym świecie. I znów miliarderzy z Doliny Krzemowej masowo uciekają do prywatnych schronów i odizolowanych posiadłości w Nowej Zelandii, a elity budują warte setki milionów dolarów posiadłości z podziemnymi schronami (np. Mark Zuckerberg na Hawajach), czy drążą prywatne jaskinie w Szwajcarii na kolekcje dzieł sztuki i luksusowych aut.
Kierunki ucieczki? Ulubionym kierunkiem jest w ostatnich latach Nowa Zelandia. Powody? Geograficzne odizolowanie, w miarę stabilna sytuacja polityczna związana z brakiem granic lądowych z innymi państwami. A poza tym bogate zasoby wody i żywności.
Inne kierunki to: prywatne wyspy (takie jak Lanai, czy Kauai), Szwajcaria i Alpy, Australia i Tasmania, Islandia, a także środkowo-zachodnie USA (np. Dakota Południowa, Kansas, Montana). Miliarderzy – jeśli tylko mogą – skupują tam ogromne połacie ziemi i budują samowystarczalne posiadłości z lądowiskami dla helikopterów. Często utrzymują tam w stałej gotowości prywatne odrzutowce i helikoptery, które mają ich natychmiast ewakuować w razie kryzysu z dowolnego miejsca na świecie.
Do Szwajcarii, ale nie na narty
Najgłośniejszym ostatnio przykładem „prepperyzmu” milionerów jest kompleks Brünig Mega Safe, budowany w miejscowości Lungern w szwajcarskim kantonie Obwalden. Firma drąży ponad sto metrów pod skałami system około dwudziestu kilku komór, w których najbogatsi będą mogli przechowywać dzieła sztuki, zabytkowe samochody, złoto i wina, a w razie potrzeby także zamieszkać.
Ceny takiego pojedynczego „sejfu” zaczynają się od kilkuset tysięcy franków szwajcarskich. Najem ma być długoterminowy, nawet na 99 lat. Budowa zaczęła się na początku 2026 roku i ma się zakończyć w ciągu dwóch lat. Szef Brünig Mega Safe, przedsiębiorca Thomas Gasser, przedstawia projekt jako połączenie dwóch mocnych stron Szwajcarii: tradycji zarządzania majątkiem i dyskrecji bankowej. To ma być odpowiedź na potrzeby najbogatszych klientów, także z Azji, którzy szukają bezpiecznego miejsca w obliczu niestabilności geopolitycznej i gospodarczej, a nie tylko schronienie przed bombami.
A co z tymi biedniejszymi? Reakcje internautów i komentatorów są mieszane. Dominuje ironia i niepokój połączony z pytaniami o przywileje najbogatszych ludzi na świecie. Najczęściej pojawia się wątek spiskowy: skoro najbogatsi ludzie świata – często to przecież twórcy wojskowych, wysoce ryzykownych technologii – inwestują fortuny we własne bezpieczeństwo zamiast w rozwiązywanie problemów, to może wiedzą coś, czego nie wie reszta społeczeństwa? Cyklicznie pojawia się wątek „Wielkiego Resetu", zaplanowanej „przebudowy” społeczeństwa.
Nawet są – coraz popularniejsze – aplikacje, które pozwalają śledzić loty najbogatszych osób, co ma być barometrem nadchodzącej katastrofy. Ale nawet twórcy tych narzędzi przyznają, że chodzi bardziej o pokazanie lęku elit niż o realną prognozę.
Dziś nie ma żadnych wiarygodnych dowodów na to, że budowa bunkrów wynika z wiedzy o konkretnym, nadchodzącym kataklizmie. To zjawisko psychologiczne i biznesowe, a nie sygnał ostrzegawczy. Zwykli ludzie nie mają powodu, by traktować ten trend jako prognozę katastrofy. To przede wszystkim dowód na rosnące nierówności majątkowe.
Faktem jest jednak, że tempo takich inwestycji rzeczywiście przyspieszyło w ostatnich latach. Firmy budujące schrony informowały o potrojeniu liczby zamówień od 2020 roku oraz przychodach rzędu kilkudziesięciu milionów dolarów rocznie.
Dlaczego bogacze naprawdę to robią?
Analitycy i sami przedsiębiorcy wskazują na kilka motywów, dalekich jednak od serialowego scenariusza:
- Zabezpieczenie majątku, czyli ochrona przed inflacją, niestabilnością bankową i ryzykiem geopolitycznym (stąd boom na fizyczne złoto i skarbce w Szwajcarii czy Singapurze).
- Prywatność i dyskrecja, czyli możliwość przechowywania dóbr bez ujawniania ich istnienia, także przed rodziną czy organami podatkowymi.
- Psychologiczne poczucie kontroli, czyli posiadanie „planu B” jako formy zarządzania lękiem w niepewnych czasach, niezależnie od realnego prawdopodobieństwa katastrofy.
- Prestiż – nowoczesne bunkry stają się luksusowymi kompleksami z basenami, kinami i siłowniami, a więc kolejnym produktem na rynku dóbr ekskluzywnych, którym można się pochwalić.
- Biznes, czyli rosnący, dochodowy segment rynku usług dla ultrabogatych.
Przeczytajcie też: Moneta z dwoma orłami. Abstrakcyjny wynik partii Putina