Pod Bramą Brandenburską Polacy w czarnych koszulkach trzymają równie czarne kartki. Na nich – klepsydry z imionami i nazwiskami, wiekiem oraz datami śmierci dzieci zabitych w Powstaniu Warszawskim. Pierwszy rząd ma w rękach banery z hasłami „We will never forget” („Nigdy nie zapomnimy”) oraz „Germans killed thousands of children during the Warsaw Uprising” („Niemcy zabili tysiące dzieci podczas Powstania Warszawskiego”).
Lider ruchu, Sławomir Mentzen, staje przed zebranymi. Jako jedyny ma biały T-shirt. Wyciąga racę. Wszystko tonie w czerwonym blasku i zasnuwa się dymem. Inni zebrani również rozpalają pirotechnikę. Zaczynają skandować polski hymn. Kamera przesuwa się po zaciętych twarzach zebranych oraz ich wodza. Pokazuje też wzór na ich koszulkach.
W centralnej części printu niemiecki żołnierz celuje z broni w głowę skulonego dziecka. W tle ruiny miasta i dym a po prawej stronie znak Polski Walczącej. Grafika utrzymana jest w czarno-biało-czerwonej kolorystyce z efektem postarzenia. W dolnej części koszulki znajduje się anglojęzyczny napis: „During the Warsaw Uprising Germans killed 160.000 people. Thounsands of them were children” („Podczas Powstania Warszawskiego Niemcy zabili 160 tys. ludzi. Tysiące z nich stanowiły dzieci”). Wszystko wieńczy data 1944.
Na grafice pomiędzy zniszczonymi budynkami czai się obiekt, bez którego trudno wyobrazić sobie dzisiejszą panoramę miasta: Pałac Kultury i Nauki.
Konfederacja w Berlinie
Akcja z 1 sierpnia 2026 r. była drugą edycją partyjnego happeningu organizowanego przez środowisko Sławomira Mentzena – partię Nowa Nadzieja, wchodzącą w skład Konfederacji. Nie były to oficjalne uroczystości państwowe. Wydarzenie nie było częścią oficjalnych obchodów organizowanych przez Ambasadę RP w Berlinie. Media, np. Polsat News, informowały, że pojawiło się tam tylko kilkadziesiąt osób. Organizatorzy podają natomiast, że przyjechało ponad stu członków Nowej Nadziei. Publiczne relacje w mediach społecznościowych potwierdzają udział posła Bartłomieja Pejo i działacza Nowej Nadziei Bartosza Bocheńczaka.
Przede wszystkim jednak wydarzenie miało cechy precyzyjnie zaplanowanego happeningu medialnego. Brama Brandenburska zapewniała rozpoznawalne tło, angielskie napisy umożliwiały międzynarodowe rozpowszechnianie zdjęć, a race i identyczne tablice tworzyły doskonałe warunki do produkcji rolek. Głównym odbiorcą akcji nie wydaje się jednak przypadkowy niemiecki przechodzień, lecz polska publiczność oglądająca później materiały w mediach społecznościowych. Race i pirotechnika zapewniały atrakcyjne oświetlenie – typowe dla komunikacji środowisk kibicowskich w mediach społecznościowych. Mimo użycia języka angielskiego, celem akcji były najpewniej przede wszystkim polskie media i polskie społeczeństwo.
Spoglądając na to w ten sposób, prawdopodobnie stosunkowo niewielkim kosztem, Mentzen uzyskał publikacje w wielu dużych polskich portalach informacyjnych. Przynajmniej możemy tak domniemywać. Dlaczego?
Kogo i czego nauczył Mentzen o Powstaniu Warszawskim?
W publicznie dostępnych materiałach organizatorów nie widać szerokiej niemieckojęzycznej kampanii ani kontaktu z niemieckimi instytucjami, historykami czy szkołami. Nie wywołano też zainteresowania największych niemieckich mediów. Jeśli akcja miała być w zamyśle przeznaczona dla całego świata, nie był to sukces komunikacyjny. Zdjęcia nie obiegły świata. Do 5 sierpnia 2026 r. w publicznie dostępnych wynikach wyszukiwania nie udało się znaleźć osobnych, znaczących materiałów na temat konfederackiego happeningu w Reutersie, Associated Press, BBC, CNN, „The Guardian” ani „The New York Times”. Akcja była natomiast widoczna w polskich mediach oraz miała ograniczony rezonans w Niemczech.
Osiągnięcie Mentzena – konflikt z „najbardziej propolską partią niemiecką”
Pikietę skomentował w serwisie X Fabian Küble, występujący tam jako Fabian Keubel – lokalny polityk AfD, członek rady dzielnicy Drezno-Plauen i były członek władz jej młodzieżówki Junge Alternative.
„Afroamerykanie Europy znowu odgrywają rolę ofiar. Ci szowiniści cierpiętnictwa niezawodnie produkują największą żenadę” – napisał.
W kolejnym wpisie kpił, czy Niemcy nie powinny podarować Polakom „chusteczek w ramach reparacji”. W następnych dniach opublikował kolejne obraźliwe wpisy pod adresem Polaków oraz uczestników akcji Mentzena. Keubel zasugerował ponadto, że wydarzenie może być inspirowane przez Amerykanów jako narzędzie rozbijania jedności europejskiej prawicy.
Krytyczne stanowisko wobec pikiety Mentzena zajął również Tomasz Froelich – europoseł AfD, wcześniej zapraszany na spotkania z Mentzenem i jego sympatykami w Polsce. 19 września 2025 r. był gościem „Piwa z Mentzenem” w Szczecinie. Froelich należy do tej samej frakcji Parlamentu Europejskiego co europosłowie Nowej Nadziei – Grupy Europa Suwerennych Narodów.
Sztuczna inteligencja, sztuczny patriotyzm?
Szczególne zainteresowanie wzbudził jednak nadruk na koszulkach działaczy partyjnych Nowej Nadziei. Pałac Kultury i Nauki nie mógł być elementem panoramy Warszawy z 1944 r. z prostego powodu: jeszcze wtedy nie istniał. Jego budowę rozpoczęto w maju 1952 r. Gmach, oficjalnie przedstawiany jako „dar narodu radzieckiego dla narodu polskiego”, powstał z inicjatywy Józefa Stalina.
W 1945 r. zniszczonych było ok. 84 proc. zabudowy lewobrzeżnej Warszawy, a w skali całego miasta – 65 proc. Teren, na którym obecnie stoją Pałac Kultury i Nauki oraz plac Defilad, również poważnie ucierpiał podczas wojny. Nie był jednak wyłącznie gruzowiskiem. Przed rozpoczęciem budowy usunięto nie tylko ruiny i poważnie uszkodzone budynki, lecz także kamienice, które przetrwały wojnę lub po 1945 r. zostały ponownie zasiedlone. Łącznie szykując teren pod PKiN, zlikwidowano ok. 180 budynków mieszkalnych oraz przerwano lub skrócono bieg kilku ulic.
W ich miejscu stanął – w chwili ukończenia najwyższy budynek w Polsce – gmach zaprojektowany przez radzieckiego architekta Lwa Rudniewa, znanego m.in. jako twórca siedziby Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego, jednego z ikonicznych wieżowców Moskwy. Pałac stał się symbolicznym kołkiem radzieckiej dominacji wbitym w serce Polski, do 1956 r. nosił imię Józefa Stalina. Przez siedem dekad wieżowiec zżył się jednak z miejskim krajobrazem i stał się jednym z najważniejszych symboli stolicy.
Pałac na grafice niemal idealnie przypomina PKiN, choć nie jest jego wierną kopią. Podobne wątpliwości budzą: mundur niemieckiego żołnierza, trudna do zidentyfikowania broń, nienaturalna poza strzelecka oraz przedmiot trzymany przez dziecko. Takie anomalie mogą być poszlakami wskazującymi na użycie AI.
Według testu przeprowadzonego na potrzeby artykułu narzędzie TruthScan oceniło prawdopodobieństwo, że obraz został wygenerowany przez AI, na niemal 100 proc. Masowo produkowane, niskiej jakości treści generowane przez AI są w internecie pogardliwie nazywane „AI slopem” i spotykają się z krytyką środowisk artystycznych. Użycie automatycznie wygenerowanego obrazu do upamiętnienia polskich ofiar wojny jest odbierane jako brak staranności i szacunku wobec ich cierpienia.