Kanały wyglądały jak lokalne media, ale działały według jednego schematu
Raport przygotowany przez Democracy Reporting International opisuje sieć 19 kanałów Telegrama działających w 19 językach. Badacze natrafili na nią podczas monitorowania mediów społecznościowych w czasie wyborów parlamentarnych na Węgrzech w 2026 roku. Siedem kanałów było już wcześniej znanych, natomiast kolejne dwanaście badacze powiązali z tzw. siecią „Common Sense”.
Według autorów raportu kanały miały bardzo podobne nazwy, niemal identyczną identyfikację graficzną oraz publikowały tłumaczone treści według powtarzalnego schematu. Oficjalnie nie odsyłały do siebie nawzajem, jednak analiza wskazywała na skoordynowane działanie. Badacze zwrócili również uwagę na nagłe skoki liczby subskrybentów, które – ich zdaniem – mogą wskazywać na wykorzystanie kupowanych lub innych nieautentycznych kont. W szczytowym okresie cała sieć liczyła ponad 220 tys. subskrybentów, choć później liczba ta spadła poniżej 100 tys.
Autorzy podkreślają, że publikowane materiały były zgodne z narracjami rozpowszechnianymi przez Kreml. Jednocześnie zaznaczają, że ich analiza nie wykazała skoordynowanego automatycznego publikowania tych samych treści na innych platformach społecznościowych. Pokazała natomiast, że materiały rozpowszechniane na Telegramie pojawiały się później także na Facebooku, X, Instagramie, YouTube i TikToku, dzięki czemu mogły docierać do odbiorców korzystających z różnych serwisów.
Dlaczego Telegram nie podlega najsurowszym przepisom DSA
Wątpliwości badaczy nie dotyczą wyłącznie samej sieci kanałów. Raport zwraca uwagę na status Telegrama w unijnym Akcie o usługach cyfrowych (Digital Services Act, DSA). Platforma deklaruje mniej niż 45 mln aktywnych użytkowników miesięcznie w Unii Europejskiej, dlatego Komisja Europejska nie zakwalifikowała jej jako Very Large Online Platform (VLOP).
To ma praktyczne znaczenie. Wszystkie platformy objęte DSA muszą posiadać mechanizmy zgłaszania nielegalnych treści czy współpracować z organami państwowymi. Jednak tylko największe platformy podlegają dodatkowym obowiązkom związanym z oceną i ograniczaniem ryzyka systemowego, w tym skoordynowanych operacji wpływu i kampanii dezinformacyjnych.
Democracy Reporting International apeluje o dokładniejsze sprawdzenie danych dotyczących liczby odbiorców Telegrama. Badacze zwracają uwagę, że publiczne kanały mogą być przeglądane również przez osoby, które nie są ich subskrybentami. Ich zdaniem warto więc wyjaśnić, w jaki sposób platforma liczy odbiorców swoich treści. Jednocześnie autorzy raportu wyraźnie zaznaczają, że ich badanie nie dowodzi, iż Telegram zaniża liczbę użytkowników w Unii Europejskiej.
To nie tylko problem Telegrama
Autorzy raportu podkreślają, że opisana sieć pokazuje, jak operacje wpływu potrafią wykorzystywać serwisy komunikacyjne do budowania wiarygodności. Kanały podszywały się pod lokalne źródła informacji, publikowały materiały w wielu językach i funkcjonowały bez widocznej reakcji platformy. Według badaczy jest to przykład wyzwania, z którym obecne przepisy nie zawsze radzą sobie w pełni.
Podobne pytania pojawiają się także poza Europą. Kilka dni temu australijski komisarz ds. bezpieczeństwa w internecie skierował przeciwko Telegramowi pozew, zarzucając platformie niewystarczające działania wobec materiałów terrorystycznych. Sprawa dotyczy nie pojedynczych wpisów, lecz całego systemu moderacji, sposobu reagowania na zgłoszenia i mechanizmów zapobiegania ponownemu rozpowszechnianiu nielegalnych treści. Jeśli sąd uzna zarzuty za zasadne, Telegramowi grozi kara do 54,6 mln dolarów australijskich.