manipulacja

Ukraiński deputowany chce „zmienić nazwy polskich miast”? Sprawdzamy

Ukraińcy będą zmieniać nazwy polskich miast? Taką sugestię przedstawił na portalu X poseł Konfederacji Paweł Usiądek. To twierdzenie jest oparte na postulacie jednego z deputowanych. Czy słusznie?

Ukraiński deputowany chce „zmienić nazwy polskich miast”? Sprawdzamy
fot. Yan Dobronosov/Global Images Ukraine via Getty Images)

„Banderowiec z ukraińskiego parlamentu chce zmieniać nazwy polskich miast Kolejna odsłona ukraińskiego imperializmu” – napisał we wtorek na portalu X Paweł Usiądek.

Tym „banderowcem” ma być Ihor Huź, deputowany Rady Najwyższej, który rzekomo wystąpił z wnioskiem do ukraińskich władz i instytucji państwowych o zastąpienie polskich nazw miast na ukraińskie. Zmiany miałyby dotyczyć miejscowości położonych na „ukraińskich ziemiach etnicznych” – objęłyby m.in. Chełm, Przemyśl czy Rzeszów. „Politycy nazywali Przemyśl «ukraińskim miastem», a na niektórych chętnie promowanych w internecie mapach Chełm widnieje jako ukraińskie miasto. To bzdury niepoparte niczym” – tłumaczył Usiądek, wyjaśniając później, kim właściwie jest Huź.

Źródło: X
Źródło: X

Poseł Konfederacji poświęcił tej sprawie jeszcze jeden wpis. Powtórzył postulaty proponowane przez deputowanego, dodając, że „to retoryka imperialistyczna, oparta pseudohistoryczne fantasmagorie” (pisownia oryginalna – red.).

Czego chce Huź?

Postulat rzeczywiście pojawił się  na facebookowym profilu Ihora Huzia. W poście z 1 sierpnia ukraiński deputowany tłumaczył, że „historyczne nazwy miejscowości i obiektów geograficznych na ukraińskich ziemiach etnicznych powinny powrócić do oficjalnego użycia”. Chodzi o terytorium tzw. Zakerzonia, pojęcia obecnego zarówno w części ukraińskiej historiografii, jak i w środowiskach narodowych. Obejmuje ono tereny pojałtańskie, czyli, w przypadku Polski, część obszaru obecnego województwa podkarpackiego, małopolskiego i lubelskiego. Ale dotyczy też części Słowacji czy Rosji.

„Do dziś na ukraińskich mapach, w dokumentach oraz w oficjalnym obiegu często używa się obcojęzycznych nazw geograficznych, które mają historyczne ukraińskie pochodzenie. Chodzi na przykład o Chełm (ukr. Chołm), Rzeszów (ukr. Riasziw), Przemyśl (ukr. Peremyszl), (słowacki – red.) Preszów (ukr. Priasziw), (rosyjski – red.) Biełgorod (ukr. Biłhorod) oraz inne nazwy geograficzne, które przez stulecia funkcjonowały w ukraińskiej tradycji językowej i historycznej” – napisał Huź.

Apel, który trafił do pięciu ukraińskich instytucji, podpisało 17 parlamentarzystów.

Gdzie jest manipulacja?

Kontrowersje mogą budzić roszczenia części ukraińskich nacjonalistów do tych terenów, ale nie ten konkretny postulat Huzia. Deputowany, o czym nie wspomniał Paweł Usiądek, sam przyznał, że nie zamierza wpływać na nazewnictwo miast w Polsce.

„Nie chodzi o zmianę nazw w państwach sąsiednich, lecz o nasze prawo do używania własnych, historycznie ukształtowanych nazw w ukraińskich instytucjach państwowych, dokumentach i oficjalnym obiegu” – podkreślił.

Deputowany dodał, że „ukraińskie ustawodawstwo już teraz przewiduje pierwszeństwo dla takich nazw”, jednak chciałby „dokończenia prac” i rozszerzenia katalogu o kolejne miasta z „ukraińskich ziem etnicznych”.

W praktyce chodzi więc jedynie o zmianę sposobu stosowania nazw w ukraińskich urzędach i na mapach, a nie o zmianę nazw miejscowości w Polsce. Dla porównania: my też używamy spolszczonych nazw ukraińskich miast, takich jak Kijów (Kyiv) czy Lwów (Lviv). Nie korzystamy też np. z niemieckiej nazwy Bremen (Brema) czy München (Monachium), angielskiej London (Londyn) czy amerykańskiej New York (Nowy Jork).

Banderowiec?

„Ihor Huź kierował organizacją Sojusz Narodowy. Ta organizacja nazywała Stepana Banderę przewodnikiem narodu ukraińskiego. Żądała rehabilitacji UPA i 14 Dywizji Grenadierów SS Galizien. Sprzeciwiała się rozliczaniu zbrodni na Polakach z Wołynia. Organizowała marsze ku czci UPA. Portal kresy24.pl pisał o marzeniach Huzia o ukraińskim Lublinie już w 2008 roku. Osiemnaście lat temu. Wtedy nazywano to folklorem” – przypominał Usiądek.

Określanie przez Usiądka Huzia mianem „banderowca” od razu nacechowane jest pejoratywnie i w naszym kraju kojarzone jest ze zbrodniarzem odpowiedzialnym m.in. za rzeź wołyńską. Ukraiński deputowany terrorystą nie jest. Faktem natomiast jest, że polityk od lat jest związany ze środowiskami odwołującymi się do tradycji banderowskiej. Tylko tu znowu trzeba pamiętać, że w niektórych częściach Ukrainy Stepan Bandera nie jest uznawany za zbrodniarza, jak u nas, lecz za bohatera narodowego walczącego z sowieckim najeźdźcą.

– Każdy, kto mnie zna, potwierdzi, że nie zmieniam swoich ideologicznych poglądów i przekonań. (...) Przychodzę na obelisk 1 stycznia do Stepana Bandery i składam kwiaty, ponieważ uważam, że Bandera jest bohaterem – mówił już w 2011 roku w rozmowie z portalem volynpost.com. Jest pomysłodawcą i współorganizatorem patriotyczno-muzycznego festiwalu Bandersztat, który od 2007 roku odbywa się na Wołyniu.

Na jego stronie internetowej czytamy, że „w latach szkolnych zaczął interesować się działalnością społeczną i wszedł do ogólnoukraińskiej organizacji sportowej i patriotycznej (i nacjonalistycznej – red.) Tryzub nazwanej na cześć Stepana Bandery”. Jeden z przywódców Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów jest jego politycznym idolem od 17. roku życia.

Można zatem uznać Ihora Huzia za nacjonalistę, polityka zafascynowanego Banderą, ale trudno przypisać mu zarzut, że „chce zmienić nazwę polskich miast”. Opis Pawła Usiądka uznajemy za manipulację.

Źródła

  1. volynpost.com

  2. volynnews.com

  3. oficjalna strona Ihora Huzia guz.in.ua

  4. X

Nasi autorzy