9/11. Eksplozja dezinformacji

25 lat temu dwa samoloty uderzyły w wieże World Trade Center. Zamach z 11 września można uznać za wielki wybuch świata internetowych dezinformacji. Niedługo po ataku sieć zapełniły opowieści o Mossadzie, CIA, kontrolowanych wyburzeniach, zdalnie sterowanych samolotach, hologramach i bombach atomowych.

9/11. Eksplozja dezinformacji
fot. Getty Images

W październiku 2004 roku na antenie telewizji Al Jazeera pojawiło się nagranie brodatej twarzy Osamy bin Ladena. Lider Al-Kaidy atakował prezydenta George’a W. Busha oraz nazwał Amerykę wrogiem wolności. Wtedy też przyznał się do ataków z 11 września 2001 roku, kiedy trzy porwane samoloty uderzyły kolejno w dwie wieże centrum biznesowego World Trade Center oraz dowództwo amerykańskich sił zbrojnych w Pentagonie. Ostatni samolot miał najpewniej uderzyć w Kapitol lub, co mniej prawdopodobne, Biały Dom. Jednak na skutek interwencji pasażerów rozbił się w szczerym polu w Pensylwanii. Mimo to zwolennicy teorii spiskowych wciąż utrzymywali, że za zamachy odpowiada rząd Stanów Zjednoczonych.

Pozwolili na to

Teorie spiskowe dotyczące zamachów z września 2001 roku dzielą się co do zasady na dwa rodzaje: LIHOP – „let it happen on purpose”, czyli takie, zgodnie z którymi amerykańskie władze wiedziały o planowanym zamachu, ale celowo nie zapobiegły jego przeprowadzeniu, by mieć wytłumaczenie dla interwencji na Bliskim Wschodzie, oraz MIHOP – „made it happen on purpose”, czyli takie, które mówią, że zamach został zorganizowany na zlecenie władzy.

Faktem jest, że ten brutalny akt terroru na niewyobrażalną dotąd skalę nie wydarzył się bez zapowiedzi. Latem 2001 r. wzrosła liczba alarmów o aktywności Al-Kaidy w kontekście potencjalnego ataku na Stany Zjednoczone.

Amerykę ostrzegały również wywiady brytyjski, francuski, niemiecki, izraelski, rosyjski, jordański oraz inne, tyle że przestrogi były zwykle ogólne lub niedokładne. Publiczne kompilacje często łączą je wszystkie po fakcie, pomijając fałszywe alarmy i sprzeczności. Pojawia się tu błąd poznawczy, zgodnie z którym wszystko jest oczywiste, gdy znamy skutek. Tak, były sygnały, ale niejednoznaczne.

Gdyby USA miały techniczną możliwość połączenia wszystkich informacji ze wszystkich baz danych, być może udałoby się powstrzymać zamach. Nie było jednak takiego systemu. Jak mówią założyciele firmy Palantir, Alex Karp i Peter Thiel, amerykańskiej korporacji z branży AI, ta idea – bezpieczeństwa przez łączenie rozproszonych informacji – stała u podstaw koncepcji ich firmy. Jej usługi pozwalają na korzystanie z danych z różnych dużych baz i automatyczne wyciąganie z nich wniosków.

Jednak teoretycy spiskowi twierdzą, że rząd wiedział, idąc za logiką, zgodnie z którą jeśli do opinii publicznej trafiło tyle sygnałów, to znaczy, że władza musiała ich mieć dużo więcej. Nawet liczba informacji, które otrzymali wyborcy, była ich zdaniem zbyt duża, aby bezczynność uznać za przypadek. Nie ma jednak takich dokumentów, lub nigdy ich nie ujawniono, w których podano by datę zamachu, cele, metody, sprawców i plan. To, że państwo wie, że jest w stanie zagrożenia, bez szczegółów nie pozwala na skuteczne przeciwdziałanie.

Mimo to teorie spiskowe z grupy LIHOP są wielokrotnie bardziej prawdopodobne niż te mówiące o sprawstwie USA. Pozostają jednak osadzone na wierze w omnipotencję i omniscencję władzy, a zarazem przekonaniu, że rząd nie liczy się z ludzkim życiem. Zwolennicy tych teorii odczytują nieudolność władzy, jak np. nieskuteczne przechwycenie porwanych samolotów przez lotnictwo amerykańskich sił zbrojnych, jako objaw spisku.

Według tych teorii zamach miał przekonać amerykańską opinię publiczną do długotrwałej „wojny z terroryzmem” i umożliwić inwazję na Afganistan, pieszczotliwie określany przez historyków grobowcem imperiów. Atmosfera strachu wywołana zamachami miała też później ułatwić atak na Irak i uzasadnić stałą obecność wojskową USA w Azji Centralnej i na Bliskim Wschodzie. Celem miało być również zwiększenie swobody działania amerykańskich służb poza granicami kraju, w tym prowadzenia tajnych operacji, porwań i ataków poza terytorium USA.

Umocnienie władzy amerykańskiej administracji to kolejny element tej teorii. Po zamachach przyjęto Patriot Act, rozbudowano uprawnienia służb i stworzono Departament Bezpieczeństwa Krajowego (DHS, Department of Homeland Security). Ujawniono, że Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (NSA, National Security Agency) masowo zbierała dane Amerykanów i korzystała z podsłuchów. Wtedy zainicjowano programy śledzenia przepływów finansowych na prywatnych kontach. Kwestia znana w Polsce, czyli ekosystem tajnych więzień CIA, którego zwieńczeniem było wykorzystanie bazy w Guantanamo na Kubie jako więzienia politycznego, to również efekt tych zamachów.

Kryzys bezpieczeństwa na tę skalę zwiększył też uprawnienia prezydenta i przestrzeń do zakulisowych działań. No i w tej teorii jest ziarno prawdy. Te rzeczy wydarzyły się w następstwie zamachów, tylko że nie oznacza to, że istniał spisek, który miał do nich doprowadzić. Oznacza ni mniej, ni więcej, że władza wykorzystała nastrój stworzony przez zamach do własnego umocnienia, wcześniej politycznie niemożliwego.

źródło PAP
źródło PAP

Paliwo lotnicze nie może stopić metalowej konstrukcji

Zwolennicy MIHOP widzą tę samą stawkę, o jaką grali amerykańscy rządzący, jednak nie wierzą w realny udział Al-Kaidy lub kwestionują, by była ona w stanie przeprowadzić atak niepowstrzymana przez amerykańskie służby. Dlatego ich teorie spiskowe idą dalej niż to, że Amerykanie celowo zignorowali ostrzeżenia.

Według teorii spiskowych samoloty były tylko przykrywką. Zdaniem ich zwolenników u fundamentów budowli podłożono ładunki wybuchowe, które w momencie uderzenia samolotu eksplodowały i rozerwały konstrukcję od dołu. W niektórych najbardziej sensacyjnych odmianach tej opowieści były to małe ładunki nuklearne. Co do użycia broni jądrowej możemy być pewni, że nie została ona wykorzystana, bo teren sprawdzono za pomocą dozymetrów. Jednak być może badania były sfałszowane.

Jednak teorie, jakoby porwane samoloty zostały wzmocnione silnymi rękami amerykańskich służb, wciąż rosną jak grzyby po deszczu. Zresztą nie w każdej wersji w ogóle je porwano – czasem już na starcie były zdalnie sterowane, podmienione albo ich istnienie zostało sfabrykowane. Hipotezy spiskowe działają na różnych poziomach skomplikowania – w najbardziej zaawansowanych samoloty były hologramami.

źródło PAP
źródło PAP

MIHOP to zestaw różnych, często wykluczających się hipotez, które miałyby tłumaczyć, w jaki sposób amerykańskie służby uczestniczyły w zamachu.

Minimalistyczny MIHOP

Najmniej rozbudowana wersja zakłada, że Al-Kaida rzeczywiście zaplanowała zamachy, ale część amerykańskich służb aktywnie pomogła w ich przeprowadzeniu. CIA miałaby ukrywać informacje o porywaczach przed FBI oraz zadbać o to, by nie wpisywano ich na listy obserwacyjne. Służby miały również umożliwić terrorystom wjazd do USA i stworzyć sieć ochrony informatorów lub pośredników pomagających zamachowcom. Śledztwa dotyczące szkół lotniczych rzekomo torpedowano, a uzyskanie nakazu przeszukania rzeczy Moussaouiego celowo spowalniano.

W tym wariancie Mohamed Atta, Khalid Sheikh Mohammed i pozostali członkowie Al-Kaidy nie musieli wiedzieć, że są wykorzystywani. Mogli uważać, że prowadzą samodzielną operację, podczas gdy część amerykańskiego aparatu bezpieczeństwa ją zaplanowała i zapewniała jej powodzenie.

Prawdą jest, że CIA przez wiele miesięcy nie przekazała FBI wszystkich informacji o al-Mihdharze i al-Hazmim. Obaj przebywali w USA pod prawdziwymi nazwiskami. Nie odnaleziono rozkazu ochrony porywaczy ani wiarygodnego śladu wskazującego, że konkretni funkcjonariusze działali w celu umożliwienia zamachu. Wszystko to można wyjaśnić rywalizacją agencji, restrykcyjnymi procedurami, błędami analitycznymi i niekompetencją.

Pod fałszywą flagą

Bardziej radykalny MIHOP zakłada, że Al-Kaida była przede wszystkim przygotowaną legendą, a zamachy przeprowadziły amerykańskie służby.

W najbardziej ekstremalnej odmianie Al-Kaida jest w całości projektem CIA. Zwolennicy tej teorii wskazują, że w latach 80. USA wspierały afgańskich mudżahedinów walczących ze Związkiem Radzieckim. Z tego wyciągają wniosek, że to CIA stworzyła bin Ladena.

W tej teorii CIA wytypowała osoby o urodzie bliskowschodniej, które można było przedstawić jako terrorystów. Pozwolono im podróżować, szkolić się i pozostawiać ślady finansowe, by uwiarygodnić ich działania. Gdyby nie zostawili żadnych dowodów swojej działalności, byłoby to bardziej podejrzane. Część z nich mogła rzeczywiście wierzyć, że uczestniczy w operacji Al-Kaidy, nie wiedząc jednak, że to George W. Bush zarządzał tą organizacją.

Cele zniszczono jednocześnie za pomocą samolotów, artylerii i materiałów wybuchowych. Pozostawiono łatwe do znalezienia dowody po to, by opinia publiczna nie grzebała głębiej, a media natychmiast skierowały podejrzenia na bin Ladena. Śledztwo ograniczono, a dokumentację techniczną i wywiadowczą utajniono. W tej wersji porywacze są podstawionymi albo sterowanymi wykonawcami, na których przerzucono winę.

Jednak ślad odpowiedzialności Al-Kaidy obejmuje znacznie więcej niż materiały znalezione przez amerykańskie służby, łącznie z przyznaniem się bin Ladena. Tyle że teorie spiskowe rozwijają się przez negację, więc im więcej argumentów podważających udział Amerykanów, tym więcej materiałów musiało być fałszowanych albo kontrolowanych, mimo że pochodziły z niezależnych źródeł.

Samoloty z hologramów CGI

W World Trade Center nie uderzyły prawdziwe samoloty. Maszyny rzekomo dodano komputerowo do nagrań kontrolowanych eksplozji, które miały zniszczyć wieże, a następnie materiały te trafiły do stacji telewizyjnych na całym świecie. Produkcje wideo zsynchronizowano z relacjami podstawionych świadków. Niektóre wersje mówią, że nie tylko zmontowano nagrania, ale też wyświetlono hologramy samolotów na niebie i dlatego było tylu naocznych świadków.

Wyrwane klatki mogą sprawiać wrażenie, że skrzydło znika albo samolot przenika przez ścianę bez oporu. Ta teoria jest skrajnie słaba. Uderzenia obserwowali ludzie niezależnie od telewizji. Istnieją nagrania prywatne, zdjęcia, ślady radarowe, części samolotów, listy pasażerów i zidentyfikowane biologicznie ofiary. Pełna teoria wymagałaby współpracy stacji telewizyjnych na całym świecie z właścicielami prywatnych nagrań, naocznymi świadkami, liniami lotniczymi, kontrolerami lotów i rodzinami zabitych. Większość głównego nurtu ruchu 9/11 Truth odrzuca tę odmianę teorii, ponieważ jest na tyle niewiarygodna, że podważa bardziej umiarkowane argumenty tego środowiska. Wciąż jednak ma wyznawców na całym świecie.

Czterotysięczny naród wybrany na L4

Teorie spiskowe dotyczące World Trade Center mają w sobie nie tylko wątek islamofobiczny i lęk przed własnym rządem. Można w nich wyczuć również delikatny odór antysemityzmu. Spiskowcy twierdzą, że 4 tys. Żydów pracujących w World Trade Center 11 września nie przyszło do pracy. Mieli zostać wcześniej ostrzeżeni. Potencjalnie przez Mossad, który albo znał plan zamachów, albo sam w nich uczestniczył. Co ciekawe, teoretycy spiskowi słyszeli, że dzwoni, ale nie wiedzieli, w którym kościele, choć w tym przypadku raczej synagodze.

Punktem wyjścia była prawdziwa, ale zupełnie inna informacja. 12 września 2001 roku izraelskie media podały, że około 4 tys. Izraelczyków mogło znajdować się w Nowym Jorku i Waszyngtonie, w strefach objętych atakami. Były to osoby, z którymi zaniepokojone rodziny nie mogły nawiązać kontaktu. Nie chodziło o pracowników WTC ani o ludzi, którzy nie przyszli do pracy. Al-Manar, libańska telewizja, 17 września przekształciła tę informację w twierdzenie, że 4 tys. Izraelczyków zatrudnionych w WTC otrzymało tajne ostrzeżenie. Teoria ignoruje fakt, że w zamachach zginęły setki Żydów.

9/11 – góra Synaj biznesu spiskowego

Pierwsze teorie spiskowe dotyczące 11 września pojawiły się niemal natychmiast, lecz początkowo funkcjonowały w rozproszeniu: na forach, w audycjach radiowych, niszowych portalach i książkach. Alternatywna narracja o 9/11 nie jest wyłącznie amerykańskim zjawiskiem. Łatwo łączyła się z antyamerykanizmem, nieufnością wobec służb oraz – szczególnie na Bliskim Wschodzie – z narracjami antyizraelskimi.

W latach 2005–2008 ruch 9/11 Truth osiągnął szczyt popularności wraz z rozwojem YouTube. Rozpowszechniany bezpłatnie film „Loose Change” docierał do milionów odbiorców za pośrednictwem Google Video, YouTube i niezależnych stron. Powstawały organizacje zrzeszające architektów, inżynierów, pilotów i naukowców, a demonstracje oraz konferencje 9/11 Truth odbywały się także poza USA.

Brakowało powszechnie zaakceptowanej, konkretnej teorii, którą podzielaliby wszyscy zwolennicy ruchu. Łączyło ich jednak mocne przekonanie, że to Amerykanie maczali palce w zamachach. Reszta była otwarta na dyskusję.

Sondaże amerykańskie również pokazywały, że znaczna część społeczeństwa podejrzewała władze o wcześniejszą wiedzę lub świadome zaniechanie, ale znacznie mniej osób wierzyło w aktywne zorganizowanie zamachów.

Po 2009 roku 9/11 Truth stopniowo tracił znaczenie jako jeden, rozpoznawalny ruch. Nie oznaczało to jednak zaniku jego narracji. Obszerne filmy i analizy zostały skompresowane do krótkich haseł, takich jak „jet fuel can’t melt steel beams”. Wyrwane z pierwotnego kontekstu cytaty i nagrania mogły być łatwo przenoszone między platformami. Mimo że dla wielu były poważnymi argumentami za wyznawanymi przez nich ideami, u innych zyskały drugie życie jako memy. Pewien udział miała w tym amerykańska satyra, np. serial „South Park”.

Najważniejszym dziedzictwem 9/11 Truth jest upowszechnienie cyfrowego modelu produkowania „alternatywnej wiedzy”. W takim modelu każda pomyłka instytucji staje się potencjalnym śladem spisku, brak dokumentu – dowodem jego ukrycia, a sprostowanie wcześniejszej informacji – potwierdzeniem manipulacji. Wyznawcy łączyli 9/11 z wcześniejszymi narracjami o „Nowym Porządku Świata” i „deep state”, a także z pandemią COVID-19 i „Wielkim Resetem”.

Badania internetowych ekosystemów teorii spiskowych pokazują, że społeczności poświęcone 9/11, QAnonowi, pandemii czy innym spiskom często korzystają z tych samych domen i alternatywnych źródeł informacji. Ruch 9/11 Truth nie był „matką wszystkich teorii spiskowych”. Zamachy stały się jednak pierwszym globalnym wydarzeniem, którego spiskowa reinterpretacja rozwijała się na masową skalę równolegle z nowoczesnym internetem, wiralowym wideo i mediami społecznościowymi. Sprzyjały temu rzeczywiste działania władz: fałszywe lub przesadzone twierdzenia dotyczące irackiej broni masowego rażenia, tajne więzienia CIA, tortury, bezprawna inwigilacja i sprzeczne komunikaty instytucji.

Źródła

  1. National Commission on Terrorist Attacks Upon the United States, The 9/11 Commission Report, 2004.

  2. U.S. Department of Justice, Office of the Inspector General, A Review of the FBI’s Handling of Intelligence Information Related to the September 11 Attacks, 2006.

  3. CNN, transkrypcje dotyczące nagrania Osamy bin Ladena z 29 października 2004 r.

  4. National Institute of Standards and Technology, FAQs — NIST WTC Towers Investigation.

  5. U.S. Department of State, Contemporary Global Anti-Semitism: A Report Provided to the United States Congress, 2008. WorldPublicOpinion.org, International Poll: No Consensus On Who Was Behind 9/11, 2008.

  6. Kathryn S. Olmsted, Real Enemies: Conspiracy Theories and American Democracy, World War I to 9/11, Oxford University Press, 2009.

  7. Hans W. A. Hanley, Deepak Kumar, Zakir Durumeric, A Golden Age: Conspiracy Theories’ Relationship with Misinformation Outlets, News Media, and the Wider Internet, 2023.

Nasi autorzy