AI-lekarze bez granic (moralnych). „Wyleczenie raka w 24 godziny”

Ponad tysiąc kanałów na YouTube i niemal 24 mln subskrybentów. Hiszpański portal fact-checkingowy zidentyfikował sieć wygenerowanych przez AI „lekarzy”, którzy udzielają porad medycznych i obiecują m.in. wyleczenie raka w ciągu 24 godzin. Problem dotyczy także polskojęzycznych kanałów.

AI-lekarze bez granic (moralnych). „Wyleczenie raka w 24 godziny”
fot. Unsplash, Sprawdzam To

Miła twarz, biały kitel i stetoskop zawieszony na szyi. Przedstawiający się jako „onkolog numer jeden” dr Richard Ben w filmie z 4 maja 2026 roku (ponad 430 tys. wyświetleń w niespełna trzy miesiące) w miniaturce przekonuje, że „można sprawić, by 100 proc. raka zniknęło w ciągu 24 godzin”. W samym materiale tej cudownej metody jednak nie znajdziemy.

Co odkryli dziennikarze?

Dziennikarze hiszpańskiego portalu fact-checkingowego Maldita.es przeanalizowali 1046 kanałów na YouTube. Skupili się na tych, które wykorzystują awatary generowane przez AI. Postacie te, głównie mężczyźni, występują w fartuchach lekarskich, ze stetoskopami, w scenerii przypominającej gabinet lekarski. 

W nazwach i opisach tych kanałów pojawiają się słowa „dr”, „doctor”, „zdrowie” czy „lekarstwo”.

Odkryto m.in., że 77 proc. z nich zostało założonych między styczniem 2025 a lipcem 2026 roku. W ciągu ostatnich 18 miesięcy 809 takich „zdrowotnych” kanałów zdołało zgromadzić ponad 13 mln subskrybentów i opublikować ponad 62 tys. filmów.

Jeden z „AI lekarzy”, dr Laura Mendoza twierdzi, że jedząc odpowiednie owoce, można „pożegnać się z chorobą Alzheimera”. To szkodliwe kłamstwo. Współczesna nauka nie znalazła jeszcze leku na tę chorobę – ani farmakologicznego, ani tym bardziej dietetycznego.

Na innym kanale dr Castillo (ponad 120 tys. subskrybentów) przekonuje, że siedem konkretnych owoców „zapobiega i zabija komórki nowotworowe”. Kolejne niebezpieczne kłamstwo, bowiem nie istnieje „magiczna dieta” ani też pojedynczy produkt leczący raka.

Niestety, część „AI lekarzy” idzie jeszcze dalej i wprost podważa zaufanie do medycyny i całego systemu medycznego. Na jednym z kanałów „lekarz” ostrzega przed „pięcioma śmiertelnymi operacjami, na które nigdy nie należy się zgadzać”. Wprost mówi się także o tym, że prawdziwi lekarze ukrywają ważne dla chorych informacje.

Pecunia non olet 

Część twórców tych kanałów czerpie z nich bezpośrednie korzyści finansowe. 

Na przykład kanał „remediosincreibles” (ponad 1,6 mln subskrybentów) oferuje płatne członkostwo w cenie od 1,99 do 24,99 euro. Inne konta, jak DrCynthiaAdeyemi, zbierają datki przez zewnętrzne serwisy typu Buy Me a Coffee. 

Francuskojęzyczny kanał DocteurLouisRomain (blisko 50 tys. subskrybentów) sprzedaje „poradniki zdrowotne” (8 euro za sztukę). Niektóre kanały przeciągają odbiorców na inne serwisy, gdzie te same treści publikowane są bez oznaczenia „wygenerowane przez AI”.

Źródło: Maldita.es
Źródło: Maldita.es

A jak wygląda sytuacja w Polsce?

Zgodnie z ustaleniami przekazanymi przez Maldita.es polskim mediom wśród 1046 kanałów co najmniej 20 publikowało treści w języku polskim. W nazwach wykorzystywano też popularne polskie nazwiska, takie jak „Kowalski” czy „Nowak”. Sześć z tych 20 kont powstało w ciągu zaledwie trzech miesięcy przed publikacją wyników śledztwa. I wciąż powstają nowe.

Polscy „lekarze” przekonują m.in., że osoby z ciśnieniem 180/110 mm Hg nie muszą zgłaszać się do lekarza. Pouczają, że jajka mogą „leczyć” nowotwory i cukrzycę. Przestrzegają, że krem z filtrem UV rzekomo powoduje raka. 

To twierdzenia całkowicie sprzeczne z aktualną wiedzą medyczną.

Katarzyna Lipka z Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej – Państwowego Instytutu Badawczego (NASK) poinformowała Polską Agencję Prasową (PAP), że 14 spośród analizowanych kanałów figuruje też w bazie 140 kont zidentyfikowanych wcześniej przez Ośrodek Analizy Dezinformacji NASK, co pokazuje, że zjawisko było już wcześniej monitorowane przez polskie instytucje. Mołdawski portal Stopfals.md zidentyfikował co najmniej 12 kanałów w języku rumuńskim (w tym osiem działających bezpośrednio z Rumunii), z podobnymi działaniami.

Co na to YouTube?

Biuro prasowe Google Polska przekazało PAP oświadczenie, że zasady YouTube zabraniają publikowania treści medycznych stwarzających „poważne ryzyko szkód zdrowotnych przez zaprzeczanie wytycznym lokalnych organów ochrony zdrowia”. Zasady te, według Google, dotyczą również materiałów generowanych przez AI – naruszenia mają skutkować „szybką reakcją” wobec takich filmów lub całych kanałów.

To teoria. 

W praktyce część kanałów była oznaczana etykietą „treść wygenerowana przez AI” (widoczną np. u „Dr” Nieves Martínez czy DrAdrianMarinescu), jednak – co zaznacza sama Maldita.es w opisie metodologii – dopiero 31 lipca 2026 roku część analizowanych kont została usunięta z platformy. To oznacza, że w momencie zbierania danych większość z nich wciąż działała. Innymi słowy, zdaniem dziennikarzy reakcja YouTube była częściowa i wybiórcza. Etykietowanie treści jako „AI” nie usuwa problemu wprowadzania w błąd przez same miniaturki i tytuły, a usuwanie kont nastąpiło selektywnie, dopiero po nagłośnieniu sprawy przez dziennikarzy.

Wnioski

  1. Potężna skala zjawiska. Ponad tysiąc kanałów, prawie 24 mln subskrybentów i blisko 1,84 mld wyświetleń w 33 językach. Przez kilka lat. Zdrowotna dezinformacja generowana przez AI na YouTube to nie margines ani seria pojedynczych incydentów, lecz zorganizowany, wielojęzyczny i częściowo dochodowy ekosystem. Pisaliśmy o tym na naszych stronach: 
    Raport: dezinformacja medyczna osiągnęła skalę przemysłową
  2. Mechanizm wprowadzania w błąd jest powtarzalny. To chwytliwa, fałszywa obietnica w miniaturce lub tytule. Plus „naukowy” wygląd awatara i argument autorytetu („25 lat doświadczenia”) w opisie.
  3. Reakcja YouTube. Jest realna, ale niepełna. Platforma oznacza część treści jako „wygenerowane przez AI” i deklaruje usuwanie naruszeń, jednak z metodologii samego śledztwa Hiszpanów wynika, że w momencie publikacji wyników większość zidentyfikowanych kanałów wciąż funkcjonowała, a etykieta AI nie chroni przed mylącymi tytułami i miniaturkami.
  4. Problem dotyczy też Polski (co najmniej 20 kanałów w polskim języku, część znana już wcześniej NASK) i regionu Europy Środkowo-Wschodniej. To pokazuje, że zjawisko nie ogranicza się do dużych rynków językowych (angielski, hiszpański), ale także do mniej popularnych (polski, rumuński).

    Przeczytaj również: Raport naukowców z UJ: Certinformacja jako broń w walce z dezinformacją 

Źródła

  1. Stopfals.md

  2. Maldita.es

  3. PAP

  4. NASK

  5. YouTube

  6. Google

Nasi autorzy