– To nienormalne! Mimo że w ciągu ostatnich 10 lat wydaliśmy fortunę na cyfryzację, liczba pracowników ZUS spadła zaledwie o kilka procent. Rynek potrzebuje nowych pracowników, dlaczego więc nie przekierować bezproduktywnych urzędników do normalnej pracy? – mówi Sławomir Mentzen w internetowym nagraniu.
Problem w tym, że określenie pracowników ZUS jako „bezproduktywnych” pomija zarówno zakres ich obowiązków, jak i zmiany, które zaszły w Zakładzie w ostatnich latach. Urzędnicy obsługują miliony osób, w tym seniorów, osoby chore i osoby z niepełnosprawnościami, a cyfryzacja nie wyeliminowała potrzeby bezpośredniej obsługi klientów.
Sprawdźmy więc, czy wraz z cyfryzacją rzeczywiście nie spada zatrudnienie w ZUS i czy jego pracownikom ubywa obowiązków.
Co mówią dane
W 2016 r. ZUS zatrudniał około 46,5 tys. osób, a w 2025 r. związkowcy mówili o ponad 43 tys. pracowników. Oznacza to spadek o około 3 tys. etatów.
Jednocześnie Zakładowi przybywało obowiązków. W ostatnich latach przejął m.in. obsługę programu Dobry Start, świadczenia wspierającego, wakacji składkowych i renty wdowiej, a także programu 800+. W 2025 r. związkowcy ZUS, protestując w centrali Zakładu, zwracali uwagę właśnie na rosnącą liczbę zadań przy malejącym zatrudnieniu.
Nowe obowiązki nakłada na ZUS ustawodawca (czyli m.in. Mentzen). Dotyczy to choćby popartych przez Konfederację wakacji składkowych, które obowiązują od listopada 2024 r. i wymagają od Zakładu rozpatrywania milionów wniosków.
Cyfryzacja nie oznacza więc automatycznie, że wraz z nią w takim samym tempie powinna spadać liczba pracowników. Część nowych świadczeń rzeczywiście obsługiwana jest elektronicznie, ale jednocześnie ZUS otrzymuje kolejne zadania.
Hipokryzja Mentzena
Lider Konfederacji, choć sam oskarża innych urzędników o „bezproduktywność”, jest jednocześnie jednym z najmniej produktywnych parlamentarzystów wśród wszystkich posłów.
Według danych Sejmu (stan na koniec sierpnia 2026 r.), Mentzen opuścił 1616 z 4563 głosowań, czyli ok. 35 proc. Aż 751 razy bez usprawiedliwienia, co daje mu szóste miejsce w Sejmie, za – uwaga – Romanowskim, Ziobrą, Wipplerem, Morawieckim i Mejzą.
Setki nieusprawiedliwionych nieobecności wyraźnie wyróżniają czołówkę tego zestawienia na tle pozostałych posłów X kadencji. W przypadku osób takich jak Romanowski czy Ziobro to dość zrozumiałe: osoby te unikają wymiaru sprawiedliwości i przebywają za granicą. Jednak w przypadku Morawieckiego, Mejzy czy Mentzena, ich frekwencja bije absolutne rekordy w skali bezwzględnej liczby opuszczonych i nieusprawiedliwionych głosowań.
Wnioski
– Teza, że zatrudnienie w ZUS „niemal nie spada”, jest nieuczciwa. Od 2016 r. ubyło tam blisko 3 tys. etatów
– Wypowiedź Sławomira Mentzena pomija fakt, że nowe obowiązki ZUS-owi nadaje Sejm.
– Lider Konfederacji należy do posłów z największą liczbą nieusprawiedliwionych nieobecności. Jeśli więc mowa o zwalnianiu za „nieproduktywność”, poseł powinien zrezygnować z pełnionej przez siebie funkcji na rzecz kogoś bardziej „produktywnego”.
Przeczytajcie też: Francja mówi „nie” systemowi kaucyjnemu? Manipulacja Konfederacji