Siedem–osiem krytycznych miesięcy
28 sierpnia Donald Tusk odpowiadał na pytania uczestników Campusu Polska Przyszłości w Olsztynie. Jedno z nich dotyczyło niezapowiedzianej wcześniej wizyty dyrektora amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA) Johna Ratcliffe’a w Moskwie.
Premier powiedział wtedy:
Wiemy, że Rosja szykuje się bardzo poważnie do eskalacji napięcia zarówno w wojnie z Ukrainą, jak i w całym regionie.
Premier nie przedstawił jednak informacji, które służby przygotowały tę ocenę. Dodał, że tak duża mobilizacja nie byłaby przygotowywana „dla akcji pokojowych”, a najbliższe siedem–osiem miesięcy określił jako krytyczne dla Polski. Trzy dni później, podczas obchodów rocznicy wybuchu II wojny światowej na Westerplatte, Tusk powtórzył:
Najbliższe miesiące, ta jesień i zima, które są przed nami, mogą być kluczowe dla niepodległości Ukrainy, ale także bezpieczeństwa Polski.
Donald Tusk nie powiedział wprost, że jesienią Rosja zaatakuje Polskę. Mówił jednak o kolejnych miesiącach, które mogą rozstrzygnąć o losie Ukrainy i wpłynąć na bezpieczeństwo państw wspierających Kijów.
Wizyta Ratcliffe’a rzeczywiście była nietypowa
25 sierpnia dyrektor CIA przyleciał do Moskwy i spotkał się z Siergiejem Naryszkinem, szefem rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego. Naryszkin potwierdził później, że rozmawiali o poufnych sprawach należących do kompetencji obu służb. Określił spotkanie jako robocze i przekonywał, że nie było w nim nic nadzwyczajnego.
Inną wersję przedstawiły amerykańskie media. „Wall Street Journal” i CBS News podały, powołując się na anonimowe źródła, że Ratcliffe miał ostrzec Rosję przed atakiem na państwa NATO. Według CBS rozmowa dotyczyła też Iranu. CIA odmówiła komentarza. Kreml potwierdził spotkanie Ratcliffe’a z przedstawicielami rosyjskich służb, ale nie odniósł się do informacji o jego przebiegu. Z Władimirem Putinem dyrektor CIA się nie spotkał.
Vincent V. Severski, były oficer polskiego wywiadu, zwraca uwagę, że do takich spotkań nie dochodzi wyłącznie po to, żeby powtórzyć komunikat, który można przekazać ambasadorowi.
Jest też taka dyplomacja szpiegowska. To się robi w ten sposób czasami, że po prostu są pewne sprawy, których normalnym kanałem dyplomatycznym się nie załatwia, tylko robi to, powiedzmy, szef CIA czy szef innej służby. To ma podnieść, jak gdyby, w pewnym sensie, rangę poruszanego tematu – mówi Severski w rozmowie ze Sprawdzamto.pl.
Nie wiadomo jednak, co dokładnie zostało przekazane podczas spotkania.
Jeżeli leci, powiedzmy, szef CIA, to nie po to, żeby powiedzieć: jak zaatakujecie Łotwę, to my wam zaatakujemy Kaliningrad. To się oczywiście nie odbywa w ten sposób. Jest tam kilka tematów do poruszenia, mniej lub bardziej ostrych, ale taka wizyta zawsze ma coś załatwić – dodaje Severski.
1 września Atlantic Council, wpływowy amerykański think tank zajmujący się m.in. bezpieczeństwem międzynarodowym i polityką zagraniczną, opublikował analizę, w której eksperci rozpisali możliwe kierunki rosyjskiej eskalacji: państwa bałtyckie, Polskę, północ Europy, Mołdawię, Rumunię i Niemcy. Nie zapowiadają jednak rosyjskiego ataku. Pokazują miejsca, w których Moskwa może sprawdzać reakcję państw NATO.
Dron przy ukraińskim samolocie
Tego samego dnia niemiecki rząd oskarżył Rosję o przygotowanie operacji sabotażowej na lotnisku Lipsk/Halle. Na początku sierpnia w pobliżu ukraińskiego samolotu transportowego Antonow znaleziono drona z materiałami wybuchowymi i detonatorem. Ładunek nie eksplodował.
Niemieckie media wskazały dwóch podejrzanych. Jeden to Łotysz rosyjskiego pochodzenia, który miał kontakty z rosyjskim wywiadem. Drugi – Białorusin z rosyjskim paszportem. Moskwa zaprzecza, że miała z tym coś wspólnego.
Kaja Kallas mówi wprost o terroryzmie wspieranym przez państwo. Taki sabotaż nie uruchamia jednak artykułu 5 NATO. Najpierw trzeba ustalić sprawcę i przedstawić dowody.
Wojna psychologiczna najczęściej poprzedza wojnę gorącą, kinetyczną, ale to nie znaczy, że obowiązkowo musi ona potem nastąpić. Nie jest tak, że po wojnie psychologicznej zawsze przychodzi wojna konwencjonalna. To są plany wielowariantowe – mówi Severski.
Nie wszystkie nieudane operacje muszą być źle przeprowadzonymi zamachami. W wielu przypadkach wystarczy, że służby, politycy i mieszkańcy tylko zobaczą, iż ktoś był w stanie wnieść ładunek, podejść do samolotu albo zatrzymać pracę obiektu. Efekt mrożący jest natychmiastowy.
Można mieć wątpliwość, czy Rosjanie są tak nieudolni, że ciągle coś im nie wychodzi. Ja bym na to spojrzał raczej w ten sposób, że to są sygnały. To jest już taka wojna podprogowa: zobaczcie, co możemy. Jeszcze krok dalej i przekonamy się, jakie mogą być konsekwencje – ocenia były oficer wywiadu.
Atlantic Council opisuje ten mechanizm na kilku płaszczyznach. W państwach bałtyckich zazwyczaj chodzi o naruszanie przestrzeni powietrznej, zakłócanie sygnałów GPS, wielopoziomowe cyberataki i próby sabotażu infrastruktury. Północ Europy to wyspy oraz szlaki, dzięki którym NATO mogłoby przerzucać sojusznicze wojska. Na drugim biegunie jest Mołdawia, która aktualnie mierzy się z próbą ingerencji w wybory, dezinformacją, presją energetyczną i uporczywą rosyjską obecnością w Naddniestrzu. W Rumunii natomiast zagrożone są przestrzeń powietrzna, żegluga (również śródlądowa) i infrastruktura na Morzu Czarnym. Oczywiście nie są to kolejne zapowiedziane fronty. Każdy z tych kierunków daje jednak możliwość wywołania kryzysu z pozoru mniejszego niż pełnoskalowa wojna, ale wystarczająco dużego, żeby sprawdzić, czy państwa NATO odpowiedzą stanowczo, a przede wszystkim razem.
Najpierw rusza logistyka
Wciąż największym znakiem zapytania pozostaje zapowiadana przez Tuska ewentualna mobilizacja 600 tys. Rosjan, chociaż Putin stanowczo zaprzeczył takim planom. Z drugiej strony taka liczba może oznaczać uzupełnianie strat i próbę utrzymania ponadtysiąckilometrowego frontu na Ukrainie. Może też pozwolić Putinowi odbudowywać liczebnie jednostki przeznaczone do całkowicie innych zadań, niekoniecznie bezpośrednio na froncie z Ukrainą. Z samej liczby żołnierzy nie da się określić kierunku przyszłej operacji. Niemniej jednak można próbować ułożyć ewentualne scenariusze, które będą „mapą działań” dla dowództwa NATO.
Gen. bryg. Grzegorz Grodzki, były dowódca 6 Brygady Powietrznodesantowej, radzi patrzeć nie tylko na pobór ludzi. Przygotowania do większej operacji wymagają przewiezienia paliwa, amunicji, sprzętu, zapasów medycznych i całego zaplecza.
Najgorzej jest ukryć ruch logistyki i wsparcia do przyszłych operacji, bo to muszą być transporty kolejowe. To jest sprzęt, gromadzenie paliwa, wiadomo, krwi i tego wszystkiego, o czym mówią zwiadowcy. I myślę, że może być coś, o czym my nie wiemy, nikt nie mówi, a Zachód po prostu ze swoich danych rozpoznawczych posiada te informacje – mówi Grodzki w rozmowie ze Sprawdzamto.pl.
Takie dane zazwyczaj nie są ujawniane w całości jako publicznie dostępny dokument. Zdjęcia satelitarne, przechwycona łączność, transporty wojskowe i ruch w magazynach – tworzą obraz dostępny służbom dużo wcześniej niż opinii publicznej. Tak jest od dekad.
Generał Grodzki uważa, że sabotaże i presja informacyjna pasują do stopniowego napędzania konfliktu. To właśnie styl, który obrała Moskwa.
Najpierw wchodzimy w tę strefę hybrydową, najpierw lekko straszymy, najpierw wprowadzamy podziały w społeczeństwach. Potem straszymy społeczeństwo, potem idzie uderzenie informacyjne, potem cybernetyczne jako element już bezpośredniego uderzenia. I to może być również odwrócenie uwagi od tego kierunku właściwego, który ma się wydarzyć – mówi generał.
Zimą najłatwiej uderzyć w codzienność
2 września niemiecka policja badała już dwa kolejne podejrzane zdarzenia przy sieci energetycznej. W Brandenburgii urządzenia z materiałem przewodzącym uszkodziły linię wysokiego napięcia. W Bergheim celowo wywołano zwarcie w stacji elektroenergetycznej. Pięć bloków elektrowni o łącznej mocy 4200 megawatów zostało czasowo odłączonych, ale sieć utrzymała stabilność. Śledztwa dopiero się rozpoczęły. Niemieckie władze nie przypisały tych dwóch zdarzeń Rosji. Reuters opisał je dzień po oficjalnym oskarżeniu Moskwy o operację na lotnisku w Lipsku.
Energetyka jest dobrym celem także bez wojskowego znaczenia obiektu. Brak prądu skutecznie wstrzyma łączność, płatności elektroniczne, kolej, wodociągi i ogrzewanie. Zimą skutki są bardziej uciążliwe dla zwykłych obywateli. To jest moment, kiedy tego typu działania przynoszą więcej pożytku agresorowi.
Najgorszym momentem, żeby oddziaływać na społeczeństwo tej szerokości geograficznej, gdzie my jesteśmy, jest okres zimy. Dzisiaj społeczeństwo jest wygodne, bardziej zaawansowane i odcięcie, problemy z prądem, z dostawami, problemy z energią są to rzeczy, które bezpośrednio wpływają na to, że ludzie nie chcą wojny, nie chcą, żebyśmy walczyli – ocenia Grodzki.
Generał kreśli znacznie ostrzejszy wariant: użycie dużej liczby tanich dronów przeciwko elementom sieci przesyłowej.
Te same drony można w dziesiątkach, setkach, tysiącach użyć przeciwko Polsce. Jednego dnia wyłączy pan w Polsce cały prąd. Pozbawienie w nowej wojnie dostaw prądu przemysłu i państwa spowoduje, że w ciągu miesiąca nie tylko straty będą olbrzymie, ale okaże się, że tak naprawdę cofnęliśmy się kawał do tyłu, bo wszystko stanęło – mówi Grodzki.
Generał przedstawia jeden z możliwych wariantów. Niemieckie przypadki pokazują inny problem. Nie trzeba „wyłączyć” całego kraju. Wystarczy uderzyć precyzyjnie w kilka miejsc, a potem zmusić służby do pilnowania elektrowni, podstacji i linii przesyłowych. Takich obiektów są w całym kraju tysiące. Rosjanie dobrze o tym wiedzą.
Premier Tusk dostał raport od szefa CIA
10 września, podczas konferencji w Bratysławie, premier Donald Tusk poinformował, że w ostatnich godzinach dostał bezpośrednio od Johna Ratcliffe’a „dość precyzyjny raport” dotyczący możliwych wydarzeń w najbliższych miesiącach.
Tak jak już na ten temat mówiłem i ostrzegałem od wielu miesięcy, należy spodziewać się różnych scenariuszy – powiedział premier.
Tusk dodał, że Polska i Europa muszą być przygotowane na rozwój wydarzeń nie tylko na froncie rosyjsko-ukraińskim, lecz także na wschodniej flance Unii Europejskiej.
Na tej samej konferencji poinformował, że dzięki współpracy polskich i ukraińskich służb udało się uniknąć bezpośredniego zagrożenia dla jednego z przejść granicznych. Ostrzegł też przed rosyjskimi prowokacjami na granicach z Ukrainą, również w Polsce, oraz przed coraz częstszym sabotażem wewnętrznym.
„Putin eskaluje”
13 września Rosja przeprowadziła jeden z największych ataków powietrznych na Ukrainę. Użyła ponad 450 dronów oraz czterech dronów-rakiet Banderol. Część bezzałogowców zaatakowała zachodnią Ukrainę, bardzo blisko polskiej granicy.
Nad ranem polskie wojsko poderwało F-16, śmigłowce i samolot rozpoznawczy SAAB.
Polskie systemy wykryły kilkanaście rosyjskich dronów Geran-5. Według MON dwa z nich uderzyły odpowiednio kilometr i pięć kilometrów od granicy z Polską. Nie odnotowano naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej.
❗️ Uwaga. W związku z aktywnością odrzutowych bezzałogowych statków powietrznych Federacji Rosyjskiej, wykonujących uderzenia na terytorium Ukrainy, rozpoczęło się operowanie lotnictwa wojskowego w polskiej przestrzeni powietrznej.
— Dowództwo Operacyjne RSZ (@DowOperSZ) September 13, 2026
Zgodnie z obowiązującymi procedurami Dowództwo… pic.twitter.com/ctudzeTb8p
Mieszkańcy części województw lubelskiego i podkarpackiego otrzymali alerty RCB. W sześciu powiatach Lubelszczyzny zawyły syreny alarmowe. DORSZ podkreśliło, że zagrożenie było „realne i bliskie”.
Jeden z dronów trafił w lokomotywę pociągu relacji Kijów–Warszawa, który znajdował się około 2 km od granicy z Polską. Podróżowało nim 206 osób. Nikt nie ucierpiał. Inny dron uderzył w stację benzynową w Jagodzinie, około 800 metrów od przejścia granicznego Dorohusk–Jagodzin. Zapaliły się dwie ciężarówki.
Co wydarzy się jesienią i zimą?
Nadal nie wiadomo. Szef CIA rzeczywiście poleciał do Moskwy. O czym rozmawiał? Tego nie ujawniono. Niemcy oskarżyły Rosję o operację pod Lipskiem, ale sprawców dwóch ataków na obiekty energetyczne jeszcze nie ustalono. Jest też liczba 600 tys. żołnierzy. Podał ją Tusk, powołując się na służby. Dokumentu nie pokazano. Severski odpowiada na pytanie o wojnę najprościej:
Nikt nie wie. Znaczy, nikt nie wie na pewno. Są oczywiście przygotowywane różne plany wariantowe. Rosja ma te plany cały czas w szafach. Pytanie, czy będzie te szafy otwierać i wyciągać z nich plany.