„Szanowni państwo, bo przecież eurokołchoz jest to III Rzesza i Związek Sowiecki w jednym, to jest takie eurokołchozowe wash and go, tam ludzie tysiącami już siedzą za słowa. Tam i w eurokołchozie, i poza nim, na Wyspach Brytyjskich ludzie tysiącami siedzą za to, że ujemnie ocenili tego czy owego rzeczywistość, odnieśli się krytycznie, dajmy na to w jakimś komentarzu internetowym. Tu jest Polska, dbajmy o to, żeby to była Polska, żeby ta Polska wróciła właśnie w swoich standardach wolnościowych, bo naprawdę, gdyby się miało państwo wywrócić od tego, że od czasu do czasu ktoś krewko, żołnierskim językiem skrytykuje rozmaite przejawy wielobarwnej rzeczywistości, gdyby to miało zagrażać państwu, no to cóż by to państwo było warte” – powiedział europoseł Grzegorz Braun, prezes Konfederacji Korony Polskiej, podczas konferencji prasowej „DO WIĘZIENIA ZA SŁOWA – ws. wyroku na Wojciechu Olszańskim” 7 września 2026 r. w Warszawie, w pobliżu gmachu Sejmu.
Nazistowskie Niemcy oraz ich sojusznicy i kolaboranci zgodnie z danymi United States Holocaust Memorial Museum (USHMM) zamordowali 12 mln osób z powodów rasowych, politycznych i ideologicznych. Natomiast amerykański historyk Timothy Snyder szacował, że stalinizm w ZSRR odpowiada za śmierć około 6 mln cywilów celowo zabitych w represjach oraz około 9 mln po doliczeniu zgonów wskutek deportacji i głodu wywołanego polityką państwa. Jeśli według pana europosła Unia Europejska jest hitlerowsko-stalinowskim Wash & Go – nawiązując do marki szamponu i odżywki 2 w 1 – to zastanawia, co uprawnia do takiego porównania, skoro jedynym państwem w Europie wciąż stosującym karę śmierci jest Białoruś, gdzie egzekucje wykonuje się dosadnie kojarzącą się metodą: strzałem w tył głowy. Nie przeszkadza to jednak Braunowi publicznie chwalić Aleksandra Łukaszenkę.
Podczas spotkania z wyborcami prezes Konfederacji Korony Polskiej w Poznaniu 2 marca 2025 r. mówił: „Pan prezydent Łukaszenka ma charakter”.
Według stanu na 11 września 2026 r. Centrum Praw Człowieka „Wiasna” uznawało 902 osoby na Białorusi za więźniów politycznych. Liczba ta zmienia się wraz z kolejnymi zatrzymaniami i zwolnieniami, a także zależy od dostępności informacji o represjach. Poseł Braun 10 sierpnia 2020 r., po sfałszowanych wyborach prezydenckich i rozpoczęciu brutalnie tłumionych przez białoruski reżim protestów, skomentował to w taki sposób:
„Ręce precz od Białorusi! Jakakolwiek forma ingerencji w sprawy wewnętrzne naszego najbliższego Sąsiada — gra na destabilizację inspirowana ze Wschodu czy z Zachodu, wszystko jedno — jest głęboko sprzeczna z polską racją stanu i polskim interesem narodowym”.
Krewkie i żołnierskie słowa
Wojciech Olszański, skandalista i lider skrajnie prawicowego, oskarżanego o prorosyjskość ruchu Rodacy Kamraci, za którym podczas konferencji prasowej wstawiał się europoseł Braun, nie został skazany za to, że „krewko, żołnierskim językiem skrytykował rozmaite przejawy wielobarwnej rzeczywistości”. Podczas transmisji w internecie 20 września 2022 r. śpiewał słowo „Kristallnacht” w rytm kolędy „Cicha noc”.
Ponadto Olszański wykrzykiwał wulgaryzmy i antysemickie hasła, wymachując przedmiotem przypominającym broń, i mówił, że weźmie wszystkich „za mordę”. Nie przyznał się do winy. Twierdził, że został sprowokowany i posługiwał się „językiem koszarowym”, a jego działalność ma charakter politycznego kabaretu. Sąd nie przyjął tego tłumaczenia. Prawomocnym wyrokiem z 3 września 2026 r. skazał go na trzy miesiące pozbawienia wolności za wypowiedzi, które uznał za nawoływanie do nienawiści i znieważenie osób narodowości żydowskiej.
Wielki powrót
Europoseł Braun mówi, że chce, by Polska „wróciła właśnie w swoich standardach wolnościowych, bo naprawdę, gdyby się miało państwo wywrócić od tego, że od czasu do czasu ktoś krewko, żołnierskim językiem skrytykuje rozmaite przejawy wielobarwnej rzeczywistości, gdyby to miało zagrażać państwu, no to cóż by to państwo było warte”.
Tyle że ciężko określić, kiedy te czasy wolnościowe miałyby być. W PRL, w którym istniał Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, od 1981 r. Główny Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk – czyli państwowa cenzura? W II Rzeczypospolitej? Po zamachu majowym państwo ewoluowało w stronę autorytaryzmu, a w latach 1934–1939 ponad 3 tys. osób skierowano do Miejsca Odosobnienia w Berezie Kartuskiej, czyli polskiego obozu koncentracyjnego. Czy może wcześniej, w czasie zaborów, gdy w Królestwie Polskim działalność polityczną represjonował carski aparat policyjny i wojskowy? Po klęskach powstań i represjach zaborczych w XIX w. na emigrację polityczną udały się dziesiątki tysięcy Polaków. Lub może jeszcze wcześniej, w XVIII w., gdy państwo było skrajnie niewydolne, niezdolne do obrony, a większość elity politycznej kłaniała się temu lub innemu z przyszłych zaborców, a władze były wybierane w długim cieniu rosyjskich bagnetów? Takie odwołanie do przeszłości opiera się na mitologizowaniu historii i pomijaniu okresów, w których polskie państwo lub ziemie polskie były dalekie od współczesnych standardów wolności.
Siedzą tysiącami
Bardzo trudno jest określić, jak wiele osób odsiaduje wyroki w państwach Unii oraz na Wyspach za wypowiedzi w internecie. Jednocześnie tworzenie z tego wspólnej kategorii jest manipulacją, ponieważ sytuacje są różne. Nie można tego sprowadzić tylko do hasła: „Ludzie tysiącami siedzą za to, że ujemnie ocenili tego czy owego rzeczywistość, odnieśli się krytycznie, dajmy na to w jakimś komentarzu internetowym”. Wypowiedź przypisuje całej Unii jedną praktykę karną. Prezes Braun nie uszczegóławia, o które z państw mu chodzi, w jakim okresie, jakie były podstawy prawne karania tych domniemanych „tysięcy osób” ani z jakiego źródła pochodzą jego dane.
Decyzja ramowa Unii Europejskiej 2008/913/WSiSW wymaga od państw członkowskich penalizacji publicznego nawoływania do przemocy lub nienawiści wobec grup określonych m.in. rasą, religią lub pochodzeniem. Obejmuje także niektóre formy publicznego aprobowania, negowania lub rażącego pomniejszania ludobójstwa, gdy zachowanie może podżegać do przemocy lub nienawiści. Sama krytyka czy niepopularny pogląd nie są automatycznie przestępstwem. Odpowiedzialność karna zależy od treści, formy, kontekstu i konkretnej podstawy prawnej.
Gułag na Wyspach?
Praktyka interwencji policji w związku z komentarzami w internecie w Wielkiej Brytanii budzi kontrowersje organizacji zajmujących się swobodami obywatelskimi. Big Brother Watch to brytyjska organizacja lobbingowo-kampanijna deklarująca niezależność i bezpartyjność. Ma profil libertariański, a historycznie wywodzi się głównie ze środowiska brytyjskiej prawicy. Dlatego co do jej bezstronności można mieć uzasadnione wątpliwości. Big Brother Watch wyliczyła, że od 1 stycznia 2021 r. do 31 grudnia 2025 r. odnotowano co najmniej 62 199 zatrzymań w związku z trzema przepisami dotyczącymi komunikacji – około 34 dziennie. Raport podaje też co najmniej 18,5 tys. przypadków postawienia zarzutów oraz 12 292 skazania w Anglii i Walii. Tych liczb nie można jednak traktować jako jednego ciągu: zatrzymanie – zarzut – skazanie. Zbiory mają odmienne zakresy terytorialne, pochodzą z różnych źródeł i odnoszą się do różnych etapów postępowań. Pięcioletnia suma zatrzymań nie mówi też, ile osób przebywa w więzieniu w danej chwili.
Brytyjskie regulacje są szerokie – i właśnie to bywa przedmiotem wątpliwości. Nie oznacza to jednak zakazu każdej krytyki status quo w internecie.
Communications Act 2003 penalizuje m.in. wysyłanie za pośrednictwem publicznych sieci komunikacyjnych wiadomości rażąco obraźliwych, nieprzyzwoitych, obscenicznych lub grożących. Brytyjska prokuratura podkreśla jednak, że zły smak czy nawet szokująco zły smak same w sobie nie wystarczą – liczą się treść i kontekst wypowiedzi.
Malicious Communications Act 1988 penalizuje określone treści wysłane z zamiarem wywołania cierpienia lub lęku. Wymaga wykazania celu sprawcy. Część wcześniejszych przepisów dotyczących fałszywych i grożących wiadomości została jednak zastąpiona wraz z wejściem w życie odpowiednich przepisów Online Safety Act 2023, który penalizuje m.in. świadome przekazywanie fałszywych informacji, jeżeli sprawca zamierza wyrządzić w ten sposób istotną szkodę psychiczną lub fizyczną prawdopodobnym odbiorcom. Osobny przepis dotyczy określonych poważnych gróźb. Nie jest więc przestępstwem samo wyrażenie niepopularnego poglądu.
Karać czy nie karać?
Wolność słowa pozwala na wypowiedzi ostre, niepopularne i szokujące. Nie oznacza jednak prawa do bezkarnego grożenia, nawoływania do przemocy czy uruchamiania nagonki na konkretnych ludzi. Badania pokazują, że powtarzająca się ekspozycja na mowę nienawiści może prowadzić do społecznej znieczulicy i wzmacniać uprzedzenia, a doświadczenie nienawiści w internecie wiąże się z pogorszeniem dobrostanu psychicznego atakowanych osób. Badania wskazują również na związki między nienawiścią online a przemocą poza internetem.
Zgodnie ze standardami Organizacji Narodów Zjednoczonych i Rady Europy odpowiedzialność karna powinna być zarezerwowana dla najpoważniejszych przypadków. Tzw. test Rabat, opracowany przez ONZ zestaw kryteriów oceny mowy nienawiści, nakazuje przy ocenie nawoływania do nienawiści brać pod uwagę m.in. kontekst, pozycję autora, jego zamiar, treść i formę wypowiedzi, jej zasięg oraz prawdopodobieństwo wyrządzenia szkody.
Popularny youtuber, taki jak Olszański, który, korzystając ze swoich zasięgów, zachwala pogromy i wymachuje bronią, a za sobą ma dziesiątki umundurowanych mężczyzn, raczej spełnia te kryteria.