brak dowodów

Trump przedstawia siebie jako bohatera, który ryzykował życie po ataku na WTC

Tak miało być po zamachu 11 września na World Trade Center. Dwóch dużych strażaków wynosiło mnie i kazało biec – powiedział prezydent USA Donald Trump, opowiadając o swoim rzekomym zaangażowaniu w działania ratownicze w pobliżu Ground Zero. Jego oświadczenie wywołało falę komentarzy.

Trump przedstawia siebie jako bohatera, który ryzykował życie po ataku na WTC
2005 fot. Chris Hondros/Getty Images

We wtorek 8 września w Waszyngtonie odbyła się uroczystość upamiętniająca ratowników uczestniczących w akcji poszukiwania zabitych pod gruzami zawalonych dwóch wież World Trade Center po zamachach z 11 września 2001 roku. Podczas wydarzenia prezydent USA kolejny raz przedstawił swoją wersję wydarzeń sprzed 25 lat.  

– Przez dziewięć miesięcy ekipy ratownicze i zajmujące się usuwaniem skutków katastrofy pracowały na miejscu dzień i noc. Chcę po prostu podziękować moim ludziom; miałem dużą ekipę – budowałem w Nowym Jorku wielki budynek i zaraz po tym, co się wydarzyło, zabrałem całą ekipę na miejsce – mówił prezydent USA, który w tamtym okresie nie był zaangażowany w życie polityczne. 

„Zaraz po tym”, czyli kiedy? 

Sformułowanie „zaraz po tym” było niefortunne. Brak określenia dokładnej daty mógł sugerować, że Donald Trump jeszcze tego samego dnia pojawił się w „strefie zero” i wraz „ze swoją ekipą” uczestniczył w akcji ratunkowej. Stwierdził nawet, że w pewnym momencie zrobiło się tak niebezpiecznie, że i jemu udzielono pomocy w ewakuacji. Istniały bowiem obawy o zawalenie się znajdującego się w pobliżu WTC budynku One Liberty Plaza (wcześniej U.S. Steel Building – red.).

Myśleliśmy, że zawali się prosto na nas, i dwóch strażaków, wielkich, silnych facetów – nie jestem przecież najmniejszym człowiekiem na świecie – złapało mnie pod ramiona i powiedziało: «Musimy stąd wyjść», i dosłownie mnie podnieśli. To nie jest łatwe. Jestem duży. Podnieśli mnie i zaczęli ze mną biec. Powiedziałem: «Panowie, sam potrafię biec», ale byli niesamowici. Myśleli, że budynek się zawali. Nie zawalił się” – relacjonował prezydent USA.

Słowa Trampa odbiły się szerokim echem. Jeden z postów wyświetlono 17 mln razy. 

 

„Nie ma wiarygodnych dowodów na to, że Donald Trump uciekał z World Trade Center w dniu 11 września” – napisał na portalu X jeden z amerykańskich komentatorów politycznych. Podobna interpretacja tych słów pojawiła się w polskiej przestrzeni. 

Gdzie naprawdę był Tramp po ataku na WTC? 

11 września Donald Trump znajdował się w należącym do niego wieżowcu Trump Tower, znajdującym się ok. 8 km od WTC. Bezpośrednio po zamachu rozmawiał telefonicznie z dziennikarzami WWOR i opowiadał, że „widział przez okno WTC”. Wyznał, że jest w kontakcie „ze swoimi ludźmi”. 

Dwa dni później w rozmowie z „Deutsche Welle” zdradził, że „ma na miejscu ok. 100 ludzi” i „w jakiś sposób będą teraz starali się pomagać”. Taka wersja nigdy nie została potwierdzona. Natomiast, zarówno liczba pracowników, jak i bezpośrednie zaangażowanie obecnego prezydenta USA w akcję było podważane przez kilka osób.  

– Sam spędziłem tam wiele miesięcy i nigdy go nie widziałem. W tamtym czasie nie był osobą publiczną i nie wiem, w jakim charakterze miałby się pojawić – tłumaczył „New York Times” Richard Alles, emerytowany zastępca szefa nowojorskiej straży pożarnej.  

Barbara Res, była wiceprezes Trump Organization, przekonywała, że Trump zawsze potrafił zadbać o zainteresowanie mediów. Według niej gdyby rzeczywiście tam był, następnego dnia byłoby o tym bardzo głośno. Może to sugerować, że bezpośrednio po tragedii ówczesnego biznesmena nie było na miejscu. Z kolei biograf prezydenta USA Timothy O’Brien zapewniał, że w tamtym okresie Trump nie dysponował grupą 100 pracowników, których mógłby wysłać na miejsce. 

Trump kontratakuje 

W odpowiedzi na artykuły po jego wtorkowym wystąpieniu Donald Trump na portalu Truth Social napisał. „Upadający «New York Magazine» opublikował artykuł, w którym napisano, że nie byłem na terenie World Trade Center po tragedii 11 września, ponieważ nikt mnie tam nie widział. Cóż, nie sądzę, żebym był wtedy pierwszą osobą, o której ktokolwiek by myślał, ale byłem tam – oczywiście nie tego samego dnia, kiedy doszło do zawalenia, lecz wkrótce potem, z dużą grupą pracowników budowlanych”. 

„Wszystko, co powiedziałem, było całkowicie zgodne z prawdą, a żeby to udowodnić, załączam nagranie, na którym jestem tam wraz z wieloma moimi ludźmi, w tym z ówczesnym szefem mojej ochrony, Matthew Calamarim, który wielokrotnie potwierdzał tę bardzo smutną podróż na Lower Manhattan w rozmowach z wieloma różnymi dziennikarzami” – dodał. 

Na „załączonym nagraniu” widać Donalda Trumpa rozmawiającego z dziennikarzami. 

Nie ma jednak żadnej daty, a jedynie podpis: „co Trump mówił w Ground Zero godziny po 9/11”. To potwierdza jego słowa o obecności, ale nie daje odpowiedzi na to, kiedy to nastąpiło i jaka była jego rzeczywista rola.

Trump zaatakował też dziennikarzy. Domaga się sprostowania materiału z „New York Magazine”. „Fake News staje się w USA coraz gorszy. Bardzo ważne jest, aby o tym mówić, żeby ludzie rozumieli, jakimi kłamcami i łajdakami są ci tak zwani „dziennikarze” – grzmiał. 

11 września 2011 prezydentem USA był George W. Bush. Dwa samoloty uderzyły w dwie wieże World Trade Center, jeden w Pentagon, a czwarta maszyna nie doleciała do celu – prawdopodobnie do Kapitolu lub Białego Domu. Załoga i pasażerowie postanowili odzyskać kontrolę nad samolotem, który ostatecznie rozbił się w Pensylwanii. We wszystkich atakach zginęło łącznie 2977 osób.

źródło PAP
źródło PAP

Źródła

  1. politifact.com

  2. cnn.com

  3. nytimes.com

  4. rollcall.com

  5. pbs.org

  6. X

Nasi autorzy