manipulacja

Warzecha zarzuca NASK ideologizację. W tle pojawia się DSA

Publicysta „Do Rzeczy” Łukasz Warzecha oburzył się, że państwowy instytut NASK nazwał stwierdzenie „istnieją tylko dwie płcie” dezinformacją i oskarżył go o „wciąganie instytucji w służbę ideologii”. W rzeczywistości wykorzystał wpis instytutu, by przemycić krytykę unijnego aktu o usługach cyfrowych.

Warzecha zarzuca NASK ideologizację. W tle pojawia się DSA
fot. PAP/Leszek Szymański, Shutterstock

Historia nauki zna wiele przypadków, gdy powszechne i wielowiekowe przekonania okazywały się niepełne albo błędne, a nowa wiedza stawała się później fundamentem współczesnej nauki. Najbardziej klasycznym przykładem jest choćby atom. Od czasów Demokryta i jego koncepcji „atomos”, czyli cząstki niepodzielnej, przez ponad dwa tysiące lat funkcjonowało przekonanie, że atom jest najmniejszą i niepodlegającą podziałom jednostką materii. Trwało to do czasu, gdy pod koniec XIX i na początku XX wieku odkryto najpierw elektron, a następnie proton i neutron, a tym samym podzielono niepodzielny dotąd atom.

Gdy w 1897 roku Joseph John Thomson ogłosił na forum Royal Institution (jednego z najstarszych i najbardziej prestiżowych towarzystw naukowych na świecie) odkrycie elektronu, wywołało to opór. Teza o niepodzielnym atomie (podobnie jak dziś o istnieniu dwóch płci) była wówczas dogmatem, z którym trudno było się rozstać nawet wybitnym fizykom i chemikom. Wielu obecnych na sali naukowców uznało prezentację Thomsona za niedorzeczną, a jeden z nich przyznał po latach, że 30 kwietnia 1897 roku był przekonany, iż uczony „stroi sobie z nich żarty”. Kolejne eksperymenty, m.in. wyznaczenie ładunku elektronu czy określenie widma emisyjnego wodoru, ostatecznie przełamały ten opór i doprowadziły do współczesnego modelu atomu. Dziś nikt już nie wierzy w jego niepodzielność.

Nauka swoje, Warzecha swoje. Zaciął się

Podobny mechanizm dotyczy dziś badań nad płcią. W opublikowanym w kwietniu 2025 roku materiale „Dezinformacja dotycząca osób LGBTQ+” Ośrodek Analizy Dezinformacji przy NASK (Państwowym Instytucie Badawczym) napisał, że twierdzenie „istnieją tylko dwie płcie” opiera się na wąskim, uproszczonym poglądzie, a współczesne badania naukowe traktują tę kwestię jako bardziej złożoną. Na stronach NASK wyjaśniono, że istnieje rozróżnienie między płcią biologiczną, płcią społeczno-kulturową a tożsamością płciową. Wskazano też na istnienie osób interpłciowych, rodzących się z odmiennymi cechami płciowymi – chromosomami, gonadami czy budową narządów płciowych – oraz na rzadsze konfiguracje chromosomów, takie jak XXY czy X0, obok najczęstszych układów XX i XY. To, co mówi o tym nauka, nie spodobało się Warzesze. Nie tylko zresztą jemu – pod jego wpisem pojawiły się liczne, często wulgarne komentarze.

Odzewy te przypominają reakcję bohatera słynnej „Konopielki”, Kaziuka, niemogącego pojąć, że Ziemia jest okrągła.

Również świat nie mówi jednym głosem

Sposób, w jaki poszczególne państwa prawnie definiują płeć, bardzo się różni. To samo w sobie pokazuje, że nie jest to kwestia jednoznacznie rozstrzygnięta. W Niemczech od 2018 roku, na mocy wyroku Federalnego Trybunału Konstytucyjnego, w aktach stanu cywilnego funkcjonuje trzecia opcja płci dla osób interpłciowych, których cech nie da się jednoznacznie zaklasyfikować jako męskie lub żeńskie.

W Indiach Sąd Najwyższy w przełomowym wyroku w sprawie National Legal Services Authority z 2014 roku uznał prawo osób transpłciowych, w tym członków tradycyjnej społeczności hidźra, do prawnego uznania „trzeciej płci” jako elementu konstytucyjnego prawa do równości i godności.

W Rosji w 2023 roku Putin podpisał ustawę całkowicie zakazującą zmiany płci w dokumentach oraz medycznych procedur tranzycji (poza przypadkami wrodzonych anomalii), a małżeństwa osób, które wcześniej dokonały takiej zmiany za granicą, są w Rosji unieważniane.

Chiny z kolei w ogóle nie przewidują prawnego uznania płci innej niż męska i żeńska – zmiana wpisu w dokumentach jest tam możliwa wyłącznie po przejściu operacji, a osoby transpłciowe formalnie muszą uzyskać diagnozę zaburzenia psychicznego.

Czy o płeć tu chodzi?

Wpis Warzechy w X, mimo że dotyczy pozornie kwestii naukowej (Warzecha nie jest ani biologiem, ani seksuologiem), prowadzi jednak do zupełnie innego wniosku: „Pokazuje to również, jak olbrzymie zagrożenie dla wolności słowa niesie ze sobą implementacja takich rozwiązań jak DSA – akt o usługach cyfrowych”. Publicysta wykorzystuje zdanie NASK do krytyki regulacji, która z samą treścią artykułu o dezinformacji LGBTQ+ nie ma bezpośredniego związku. NASK opublikował ten materiał we własnym, edukacyjnym serwisie, a nie w ramach egzekwowania obowiązków wynikających z DSA wobec Warzechy czy jakiegokolwiek innego użytkownika.

Największe koszty i ograniczenia wynikające z DSA ponoszą giganci społecznościowi, a nie NASK. Dlaczego? Bo muszą budować systemy raportowania, zatrudniać dodatkowy personel compliance, poddawać się audytom i tracić swobodę w kształtowaniu algorytmów bez nadzoru. Dla przeciętnego obywatela oznacza to w praktyce odwrotność cenzury (o której pisze m.in. Łukasz Warzecha): DSA zapewnia łatwiejsze zgłaszanie treści pedofilskich czy oszustw, prawo do odwołania się od decyzji o usunięciu własnej publikacji czy zakaz kierowania reklam do dzieci na podstawie ich danych osobowych.

Na czym polega manipulacja Warzechy

Manipulacja, choć post krótki, jest wielowarstwowa:

  • Przedstawia on jedno zdanie z obszernego, 39-minutowego materiału edukacyjnego NASK jako rzekomy dowód na ideologiczne „wciąganie” całej instytucji (materiał NASK w całości powstał w ramach programu przeciwdziałania dezinformacji i opiera się na stanowiskach WHO, Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego czy Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego).
  • Warzecha łączy dwie zupełnie odrębne sprawy: merytoryczny spór o definicję płci oraz krytykę DSA. Tak, jakby jedna automatycznie dowodziła drugiej, choć żaden fragment materiału NASK nie dotyczy egzekwowania przepisów tego rozporządzenia.
  • Publicysta pomija fakt, że materiał NASK sam przyznaje, iż teza o dwóch płciach wynika z realnych, długo obowiązujących przekonań naukowych. Nie jest to więc odrzucenie nauki, lecz jej aktualizacja, tak jak w przypadku modelu atomu.

Wnioski

  1. NASK nie twierdzi, że debata naukowa o definicji płci biologicznej jest jednoznacznie rozstrzygnięta. Istnieje np. realny spór definicyjny między biologami, czy zespół Klinefeltera (XXY) to rzadkie zaburzenie, czy dodatkowa płeć. To spór między biologami, a nie „nauka kontra ideologia”.
  2. Historia nauki pokazuje, że rewizja utrwalonych przekonań pod wpływem nowych danych jest normalnym mechanizmem rozwoju wiedzy, a nie „ideologizacją” instytucji.
  3. Wpis Warzechy łączy spór naukowy o definicję płci z krytyką DSA bez wykazania między nimi bezpośredniego związku.

Przeczytajcie też: AI-lekarze bez granic (moralnych). „Wyleczenie raka w 24 godziny”

Źródła

  1. Wpis Łukasza Warzechy w X

  2. Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa – Państwowy Instytut Badawczy (NASK)

  3. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO)

  4. Polskie Towarzystwo Seksuologiczne (PTS)

Nasi autorzy