Wpisy na temat rzekomego zamachu rozpowszechniało w środę Międzynarodowe Radio Białoruś, czyli kontrolowana przez reżim Aleksandra Łukaszenki państwowa rozgłośnia dla zagranicy. Na polskich profilach stacji na Facebooku i Telegramie pojawiła się wiadomość zatytułowana „PILNE! Czy to była próba zamachu na ministra obrony Polski!?”.
Radio podało, że 8 września, przed wystąpieniem szefa polskiego MON na targach w Kielcach, zatrzymany został Ukrainiec. „Ochrona znalazła u 44-letniego Ukraińca magazyn [magazynek] z amunicją tuż przed przemówieniem Kosiniaka-Kamysza” – podała stacja. „Zatrzymanym okazał się kierowca dwóch ukraińskich biznesmenów. Odmawia składania zeznań, dlatego zostanie po prostu deportowany” – czytamy.
„DLACZEGO uzbrojonego mężczyzny, który znajdował się w pobliżu ministra obrony kraju NATO, po prostu wywieziono na granicę bez wszczęcia śledztwa?” – takie pytanie postawiła stacja. „PONIEWAŻ ustalanie motywu oznaczałoby zadawanie pytań o to, jak przekroczył granicę z amunicją, kto był zleceniodawcą i kto był celem” – napisała, kwitując to stwierdzeniem: „Polska na razie nie jest gotowa uznać Ukraińców za terrorystów”.
„To wygląda na próbę zamachu”
Na Telegramie przetłumaczony na język rosyjski wpis Radia Białoruś rozpowszechniała Ksenia Lebedzeva, objęta m.in. sankcjami Unii Europejskiej prezenterka telewizji Belarus 1, która uchodzi za jedną z czołowych białoruskich propagandystek. Doniesienia radia udostępnił także rosyjski ekosystem stron internetowych PRAVDA, który publikuje rosyjskie i białoruskie treści propagandowe w różnych językach.
Twierdzenia o możliwym zamachu pojawiły się też na polskojęzycznych kontach. „Wygląda nam to na próbę przeprowadzenia zamachu” – napisał na X profil Codziennik z Mordoru, odnosząc się do sprawy Ukraińca. Wpis wyświetlono 83 tys. razy i zebrał 2 tys. polubień.
Radio Białoruś zasugerowało, że celem miał być szef polskiego MON. Za „próbą zamachu” mieli stać ukraińscy „terroryści”, zaś polskie władze rzekomo nie były zainteresowane ustalaniem, kim są „zleceniodawcy” i jaki był motyw działania – miały ograniczyć się do deportowania Ukraińca bez wszczynania śledztwa. Ile w tym jest prawdy?
Skąd się wzięły te twierdzenia
Źródłem tych doniesień są informacje, które obiegły w środę polskie media. Jak poinformowało RMF FM, 8 września policja zatrzymała obywatela Ukrainy, który z magazynkiem amunicji próbował wejść na Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego (MSPO) w Kielcach. Mężczyzna wjechał do Polski dzień wcześniej i był kierowcą dwóch ukraińskich biznesmenów, których firma wystawia się na targach. Policjanci przeszukali ich samochód, ale nie znaleźli żadnej broni.
Według RMF FM „mężczyzna próbował wejść na teren imprezy na kilkadziesiąt minut przed oficjalnym otwarciem targów, w którym brał udział m.in. szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz”. Kolejne media piszące o sprawie wyeksponowały wątek ministra.
„Groźny incydent na targach z udziałem szefa MON” – napisał Onet, dodając, że „do incydentu doszło chwilę przed tym, gdy na miejscu pojawił się minister”. Według Polsat News mężczyznę zatrzymano „tuż przed tym, jak rozpoczęła się ceremonia otwarcia, w której brał udział m.in. minister obrony narodowej”. „Z amunicją blisko szefa MON” – twierdziła Wirtualna Polska, pisząc, że „w tym samym czasie w targach uczestniczył minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz”.
Co się zgadza, a co nie
Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego (MSPO) to największe targi obronne w Europie Środkowo-Wschodniej, organizowane w tym roku w dniach 8–11 września na terenie Targów Kielce. Prezentuje się na nich 1,2 tys. firm z 43 krajów. W wydarzeniu biorą udział przedstawiciele wojska i przemysłu obronnego, eksperci oraz polskie władze. We wtorek po południu targi odwiedził prezydent Karol Nawrocki. Wcześniej, bo o godz. 12, w ich oficjalnym otwarciu uczestniczył szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.
W polskich mediach – podobnie jak w przekazie Radia Białoruś – początkowo pojawiały się informacje, że mężczyzna odmawia składania wyjaśnień. „Zatrzymany złożył wyjaśnienia, jednak śledczy nie ujawniają ich treści” – podało w czwartek RMF FM.
Według stacji mężczyzna miał przy sobie siedem sztuk nabojów kalibru .45 ACP, pasujących do pistoletów. Przedstawiono mu zarzut nielegalnego posiadania amunicji. Zarzut nie dotyczy więc przygotowania zamachu ani żadnego działania wymierzonego w konkretną osobę.
Ukrainiec został zwolniony, ale zastosowano wobec niego środki zapobiegawcze: dozór policyjny, poręczenie majątkowe w wysokości 10 tys. zł oraz zakaz opuszczania kraju połączony z zatrzymaniem paszportu. Dodatkowo Straż Graniczna wszczęła wobec niego postępowanie administracyjne dotyczące wydalenia z Polski, a wiceszef MSWiA Wiesław Szczepański zapowiedział, że mężczyzna zostanie deportowany.
Zapytaliśmy Prokuraturę Okręgową w Kielcach, jaki był cel wniesienia amunicji i czy w postępowaniu badany jest wątek zagrożenia dla bezpieczeństwa uczestników targów.
„Postępowanie dotyczy tylko kwestii nielegalnego posiadania amunicji, którą ujawnili pracownicy ochrony Targów Kielce kontrolujący osoby wchodzące na MSPO” – przekazał nam prokurator Daniel Prokopowicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach.
Potwierdził, że obywatelowi Ukrainy przedstawiono zarzut nielegalnego posiadania siedmiu sztuk amunicji pistoletowej, a prokurator zastosował wobec niego wolnościowe środki zapobiegawcze.
Werdykt: manipulacja. Twierdzenia Radia Białoruś odnoszą się do prawdziwego wydarzenia – zatrzymania obywatela Ukrainy z amunicją – ale zostały połączone z niepotwierdzonymi sugestiami o próbie zamachu na szefa MON i ukraińskich „terrorystach”. Nieprawdą jest, że sprawa zakończyła się „bez wszczęcia śledztwa” wywiezieniem mężczyzny za granicę. Prokuratura prowadzi postępowanie dotyczące nielegalnego posiadania amunicji. Organy ścigania nie poinformowały o żadnych ustaleniach wskazujących, że mężczyzna przygotowywał zamach na Władysława Kosiniaka-Kamysza.