Dieta lwa? Raczej sępa

Ciało bywa źródłem frustracji, szczególnie gdy widzimy setki pięknych ludzi na Instagramie. Internet nagradza tych, którzy udzielają porad z największym przekonaniem, nawet jeśli sugerują by jeść tylko mięso. Co tak naprawdę wiemy o diecie inspirowanej Inuitami i sępami łysymi?

Dieta lwa? Raczej sępa
fot. Getty Images

Dziś na obiad pizza. Ciasto kleimy z kilograma mięsa z kurczaka, mieszanego z torbą parmezanu i jajkami. Pieczemy. Na to sos serowy ze śmietany 50 proc. tłuszczu i dużych ilości sera. Potem dodatki: jeszcze więcej sera, pepperoni i kulki z wołowiny. To obiad instagramowego drapieżnika.

Produkty roślinne na indeksie

Coraz większą popularnością w internecie cieszy się dieta carnivore, czyli taka, w której odżywiamy się wyłącznie mięsem i produktami odzwierzęcymi. To ideologiczna kontra wobec weganizmu i wegetarianizmu. Jednocześnie sprzedawana przez jej wyznawców jako lek na: otyłość, choroby skóry, problemy żołądkowo-jelitowe, schorzenia układu mięśniowo-szkieletowego, zaburzenia zdrowia psychicznego, cukrzycę typu II, choroby autoimmunologiczne. Ma być najzdrowszym sposobem odżywiania. 

Zwolennicy doszukują się potwierdzenia sensu swojej diety w zwyczajach żywieniowych „naszych przodków” – takich jak Inuici, Siuksowie czy Masajowie. W diecie carnivore są różne stopnie ortodoksji. Najbardziej radykalni zwolennicy uznają zasadę „beef and salt”, czyli odżywiają się wyłącznie wołowiną i wodą, z przypraw korzystają tylko z soli. Inni jedzą wszystkie rodzaje mięsa oraz jajka, a niektórzy również sery i nabiał. Co do zasady niedozwolone są wszystkie produkty roślinne. Niektórzy ortodoksi nie piją kawy ani herbaty. Bądź co bądź to jednak krzewy.

„Działające” nie znaczy zdrowe

Winą można obarczyć media społecznościowe. Tam popularyzatorami diety carnivore są zwykle ludzie doświadczeni w wysiłku fizycznym, którzy mocno zwracają uwagę na to, co jedzą. Liczą kalorie i makroskładniki. Nie mówię, że są to osoby kompetentne, jeśli chodzi o dietetykę. Tylko takie, które dużą wagę przykładają do swojego wyglądu zewnętrznego.

Mechanizm mediów społecznościowych wiąże korzystanie z diety carnivore nie z wpływem na średnią populacji, tylko ze spektakularnymi historiami jednostek oglądanymi przez pryzmat tego, co sami chcą pokazać. Nie zobaczymy na Instagramie np. problemów gastrycznych wywoływanych przez absolutny brak błonnika. Dodatkowo nie sądzę, by algorytm na to pozwolił. 

Tacy influencerzy trafiają wśród odbiorców na podatny grunt. Dają prostą receptę na trudne zagadnienie. Zalecenia dietetyczne są proste: martwe zwierzę = zdrowe. Nie trzeba się zastanawiać. Dodatkowo po spróbowaniu takich zaleceń część osób realnie chudnie. Lwy nie piją piwa, nie jedzą w McDonaldzie i rzadko sięgają po ultraprzetworzoną żywność. 

Carnivore to radykalna dieta eliminacyjna, więc może łagodzić objawy różnych zaburzeń, z których ludzie często nie zdają sobie sprawy, a wynikają ze specyficznej nadwrażliwości na niektóre produkty, np. gluten czy błonniki fermentujące. U niektórych osób może więc sprawić, że poczują się lepiej niż kiedykolwiek. Carnivore często działa nie dlatego, że „rośliny są szkodliwe”, tylko dlatego, że pula produktów jest bardzo ograniczona. To różnica jak między stwierdzeniem: „Kiedy przestałem jeździć na nartach, to przestały mnie boleć kolana”, a: „Sport jest przyczyną wszystkich problemów zdrowotnych”. 

Twarde naukowe kwity?

Niemal każdy influencer propagujący tę dietę powołuje się na badanie z Oxfordu z 2021 r. jako potwierdzające, że mięsożerstwo jest zdrowe. Większość z 2029 uczestników analizy zgłaszała poprawę zdrowia i satysfakcji z życia, tylko że było to badanie ankietowe przeprowadzone w internecie. Badani sami deklarowali swój stan zdrowia. Selekcja uczestników została przeprowadzona w społecznościach mięsożerców, osoby niezadowolone z tej diety raczej w nim nie uczestniczyły. Nie było grupy kontrolnej. 

Ta praca, wbrew opiniom influencerów, nie udowadnia, że dieta złożona z samego mięsa jest zdrowa, dowodzi zwyczajnie, że grupa entuzjastów carnivore czuje się na niej dobrze. To nie bez znaczenia, ale potrzebujemy lepszych badań, szczególnie jeśli chodzi o bezpieczeństwo długoterminowe, co zresztą przyznają sami autorzy. 

Ekstremalne ryzyko

Nawet jeśli uznamy, że dieta carnivore może być korzystna w krótkim terminie, co sugerują autorzy metaanalizy z 2026 r., a tiktokowi „eksperci” powtarzają wniebogłosy, to mają zwyczaj nie zauważać, że ci sami autorzy sugerują, iż jedzenie produktów wyłącznie odzwierzęcych wiąże się ze znacznym ryzykiem niedoborów składników odżywczych, zmniejszonym spożyciem prozdrowotnych związków fitochemicznych oraz rozwojem chorób układu krążenia. Odradzają obecnie również długotrwałe korzystanie z tej diety. 

W ochronie zdrowia nie można się skupić tylko na tym, co osiągniemy w krótkim czasie. Warto się zastanowić, co stanie się z tętnicami, nerkami, jelitem grubym, mikrobiotą, gęstością kości, ryzykiem nowotworów, niedoborami i śmiertelnością po 3,5 czy 10 latach.

Kult diety carnivore nie został obalony w świetnych badaniach populacyjnych udowadniających jej szkodliwość. Mówimy o diecie ekstremalnej, co do której nie mamy dobrych badań wykazujących, że jest bezpieczna, za to mamy mocne poszlaki, by sądzić, że nie jest. W diecie carnivore brakuje wielu składników, takich jak błonnik, witamina C i E, foliany, magnez, potas, wapń, jod, niektóre polifenole, związki bioaktywne i mangan. 

Inuici nie polowali w supermarketach

Oczywiście zwolennicy szybko wyciągną argument, że Inuici, zwani niegdyś obraźliwie Eskimosami, czyli pożeraczami surowego mięsa, żyli na takiej diecie przez setki lat i nie wyginęli. Inuici stanowili zamkniętą grupę dostosowaną społecznie i zdrowotnie do życia w skrajnych warunkach. Nie staniemy się podobni Inuitom, pracując w korporacji i jedząc boczek z supermarketu, tylko dlatego, że zarówno upolowana z kajaka foka, jak i paczkowany stek to mięso. 

Groźne rośliny

Zwolennicy jedzenia wyłącznie mięsa regularnie straszą roślinami. Donoszą, że zawierają lektyny, szczawiany, fityniany, glukozynolany i inne „antyodżywcze” związki, więc człowiek nie powinien ich jeść. No i tak, rośliny zawierają związki obronne. Znaczenie ma jednak dawka, obróbka i kontekst kulinarny. Gotowanie, fermentacja, moczenie i kiełkowanie zmieniają zawartość substancji „antyodżywczych”. Poza tym wiele substancji roślinnych działa hermetycznie, czyli w małych dawkach aktywizuje nasze naturalne mechanizmy chroniące zdrowie. 

To, że w jakiejś grupie produktów występują substancje potencjalnie niezdrowe, nie jest równoznaczne z tym, że cała grupa produktów jest „toksyczna”. Woda też może być toksyczna w nadmiarze, ale to nie oznacza, że powinniśmy zacząć stosować dietę kaktusa. 

Nieprawdziwy powrót do korzeni

Carnivore dobrze sprzedaje się w internecie. To dobra opowieść o samotnym mędrcu oszukanym przez lekarzy i dietetyków, który odkrył, że jak wróci do diety przodków, to będzie w stanie schudnąć, nabrać tężyzny i wyleczyć swoje choroby. Tymczasem nasi przodkowie jedli mięso raczej rzadko. 

Tak samo jest z jajkami. Wynika to z metod hodowli i selektywnego mnożenia tych kur, które składają najwięcej jaj. 

Zwolennicy diety carnivore za swoich przodków uznają bardzo specyficzne kultury łowiecko-zbierackie, jak Inuici, albo pasterskie, jak Masajowie, i uznają, że ich dieta jest bez wad. Jednocześnie stosują ją nie dlatego, że jest ona najzdrowszym rozwiązaniem, a dlatego, że żyją w specyficznych warunkach klimatycznych, do których się kulturowo zaadaptowali. Dlatego krytykowanie współczesnej medycyny ze względu na to, że młodzi Masajowie do 28. roku życia żywią się głównie mlekiem, miodem, krwią i mięsem, wydaje się absurdalne.

Dieta słabo przebadana

Medycyna nie odrzuca diet niskowęglowodanowych z zasady. Przykładowo diety ketogeniczne są czasem stosowane klinicznie, np. w padaczce lekoopornej czy u części osób z cukrzycą typu 2. Problem z carnivore jest inny: to dieta bardziej skrajna, gorzej przebadana i eliminująca całe grupy produktów, które są w większości zaleceń uznawane za zdrowe.
Powinniśmy zachować ostrożność przy spożywaniu dużych ilości tłuszczów nasyconych, czerwonego i przetworzonego mięsa oraz odrzucaniu błonnika. Carnivore nie obala osiągnięć współczesnej medycyny i dietetyki. Jest za to dowodem na to, jak łatwo z użyciem mediów społecznościowych zmienić osobiste doświadczenie w uniwersalną teorię zdrowia.

Źródła

  1. World Cancer Research Fund

  2. National Library of Medicine

  3. siezyw.pl

Nasi autorzy