„Jeśli nic nie zrobimy, od 1 lipca 2026 r. Unia Europejska zmusi Polskę do przyjmowania setek tysięcy migrantów rocznie z Zachodu” – opisywała na swojej stronie internetowej Obywatelska Inicjatywa Ustawodawcza „Stop Pakt”.
Zarejestrowana przez Ruch Obrony Granic Roberta Bąkiewicza Inicjatywa zebrała ok. 170 tys. podpisów pod projektem ustawy zobowiązującej rząd do wstrzymania realizacji paktu migracyjnego. Pod koniec kwietnia 2026 r. złożyła je w Sejmie.
Ich zbieraniu towarzyszyła kampania informacyjna o rzekomych zagrożeniach związanych z wprowadzeniem paktu migracyjnego. Działacze inicjatywy ostrzegali m.in. przed „narzuconymi kwotami migrantów” i „zalewem masową imigracją”. „Pakt migracyjny zakłada przymusowe relokacje migrantów pomiędzy krajami członkowskimi oraz sankcje finansowe dla państw, które odmówią udziału w mechanizmie. Nie możemy na to pozwolić” – twierdzili.
Ile w tych twierdzeniach jest prawdy?
Czym jest pakt migracyjny
Pakt o migracji i azylu, bo tak brzmi jego pełna nazwa, to pakiet reform zmieniających unijny system zarządzania migracjami i azylem. Przyjęto go w 2024 r. – w głosowaniach w Radzie UE przeciw były rządy Polski i Węgier. 12 czerwca pakt zacznie obowiązywać po dwuletnim okresie przejściowym. Według unijnych instytucji, przepisy nowych rozporządzeń i dyrektyw przyspieszą procedury azylowe, zapewnią lepszą kontrolę zewnętrznych granic UE i pozwolą bardziej równomiernie rozłożyć odpowiedzialność za zarządzanie migracjami.
Różne rozwiązania przewidziane w pakcie spotykały się z krytyką organizacji broniących praw człowieka. Przykładowo Amnesty International uważa, że pakt może pogorszyć sytuację osób migrujących i ubiegających się o azyl. To, co wzbudza największe kontrowersje polityczne w Polsce, to jednak tzw. mechanizm solidarności – system podziału odpowiedzialności za zarządzanie migracją wprowadzany po kryzysie migracyjnym z lat 2015–2016. Jego wdrożenie oznacza, że gdy jedno państwo UE (najczęściej graniczne) spotyka się ze zwiększonym napływem migrantów, pozostałe państwa są zobowiązane je wesprzeć, przy czym mogą realizować ten obowiązek w różnych formach.
– W celu zapewnienia szybkiego wsparcia państwom członkowskim znajdującym się pod presją migracyjną stworzono tzw. pulę solidarnościową, do której pozostałe państwa członkowskie mogą wnosić trzy typy wkładów: relokacje, pomoc finansową oraz alternatywne środki solidarnościowe, które mają wartość praktyczną i operacyjną – mówi dr Sylwia K. Mazur, prawniczka zajmująca się naukowo unijną polityką migracyjną, związana z Universidade Católica Portuguesa oraz Wyższą Szkołą Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, a także ekspertka Team Europe Direct Polska.
– Pula solidarnościowa ma antycypować wyzwania, które mogą się pojawić w związku z napływem obywateli państw trzecich i dać swoiste poczucie wsparcia państwom frontowym, m.in. Grecji i Włochom, lecz teoretycznie w przyszłości także państwom na wschodniej granicy UE narażonym na przeciążenia swoich systemów – dodaje.
Jak działa mechanizm solidarności
Liczbę potrzebnych relokacji i środków finansowych co roku wskazuje Komisja Europejska, określając „pulę solidarnościową”. „Sprawiedliwy udział” poszczególnych państw w tej puli obliczany jest proporcjonalnie do liczby ludności oraz PKB. Państwa deklarują konkretny wkład w wybranej przez siebie formie – mogą to być relokacje, wkłady finansowe, wsparcie operacyjne lub kombinacja tych środków. Ostateczną decyzję o puli solidarnościowej na dany rok podejmuje Rada UE złożona z przedstawicieli 27 państw członkowskich.
Kto otrzyma wsparcie, a kto je zapewni? Państwa wymagające wsparcia są wskazywane w ramach corocznej oceny sytuacji migracyjnej przez Komisję Europejską jako tzw. państwa pod presją migracyjną. W 2026 r. do tych państw zaliczono Grecję, Cypr, Hiszpanię i Włochy odnotowujące największą presję na granicach zewnętrznych UE.
Z kolei Polska znalazła się wśród państw w szczególnej sytuacji migracyjnej lub narażonych na presję, m.in. w związku z napływem uchodźców z Ukrainy oraz sytuacją na granicy z Białorusią. – Kluczowe okazały się liczba przyjętych osób, którym przyznano ochronę tymczasową – Polska jest drugim po Niemczech krajem z największą liczbą Ukraińców z takim statusem – oraz istniejące zagrożenie instrumentalizacją migracji, z którą Polska mierzy się na granicy z Białorusią – wyjaśnia dr Sylwia K. Mazur.
Jak dodaje, państwa znajdujące się w znaczącej sytuacji migracyjnej – w tym Polska – oraz państwa znajdujące się pod presją migracyjną mają możliwość wystąpienia z wnioskiem o całkowite lub częściowe zwolnienie z wykonania wkładu do puli solidarnościowej. – Polska złożyła taki wniosek w listopadzie 2025 r. Ze względu na skumulowaną presję migracyjną w poprzednich latach zgodzono się na całkowite zniesienie jej wkładów. Podobnie zresztą jak w przypadku Czech, Estonii, Chorwacji i Austrii – mówi ekspertka.
Zwolnienie Polski dotyczy puli na 2026 r., obejmującej okres od 12 czerwca do 31 grudnia 2026 r. Sytuacja będzie oceniana corocznie na nowo, a kolejne decyzje będą podejmowane przez instytucje UE na podstawie analizy sytuacji migracyjnej z ostatnich pięciu lat.
Fałsz: Polska zmuszana do przyjęcia migrantów
Jak to wszystko ma się do twierdzeń Obywatelskiej Inicjatywy Ustawodawczej „Stop Pakt”? Wbrew twierdzeniom o „zmuszaniu Polski do przyjmowania migrantów” pakt o migracji i azylu nie przewiduje mechanizmu automatycznego relokowania migrantów do jednego państwa czy też przekazywaniu ich z państw Europy Zachodniej do Polski.
System opiera się na obowiązkowym udziale państw UE w mechanizmie solidarności, jednak państwa mogą udzielać wsparcia w różnych formach – przez relokacje, wkład finansowy lub wsparcie operacyjne. Jak mówi art. 57. Rozporządzenia (UE) 2024/1351, „państwa członkowskie wnoszące wkład dysponują pełną swobodą co do wyboru rodzajów środków solidarnościowych”, zaś zgodnie z art. 56. trzy rodzaje tych środków „uznaje się za mające taką samą wartość”.
– Obowiązkowa jest zatem solidarność, a nie relokacja, bowiem państwo członkowskie samo decyduje o swoim wkładzie, wybierając połączenie różnych środków lub deklarując wyłącznie jeden z nich – wyjaśnia dr Sylwia K. Mazur.
– Tymczasowy i obowiązkowy mechanizm relokacji, który zastosowano w trakcie kryzysu w latach 2015–2016, nie tylko okazał się mało skuteczny, lecz spotkał się także z silnym oporem państw Grupy Wyszehradzkiej. W przypadku obecnego rozwiązania widać próbę zbalansowania interesów państw członkowskich – komentuje ekspertka.
Fałsz: Setki tysięcy migrantów rocznie
Z paktu nie wynikają również „setki tysięcy migrantów rocznie dla Polski”. Nie tylko dlatego, że państwa mogą wybierać inne formy wsparcia niż relokacje, a Polska została zwolniona z wkładu do puli solidarnościowej na 2026 r. Także dlatego, że nowy system opiera się na limitach dotyczących całej UE, które – przynajmniej obecnie – są wielokrotnie niższe.
Liczbę osób do relokacji potrzebnych w całej UE i równowartość wsparcia finansowego co roku ma ustalać Rada UE na wniosek Komisji Europejskiej. Jak precyzuje art. 11. rozporządzenia, łączna liczba relokacji może wynieść co najmniej 30 tys. rocznie, a łączna kwota wkładów finansowych co najmniej 600 mln euro. Dla 2026 r. pula ta była niższa i wyniosła 21 tys. relokacji i 420 mln euro – bo pakt zacznie obowiązywać w czerwcu.
Czy możliwy jest więc scenariusz, w którym od 1 lipca 2026 r. Polska musiałaby przyjmować setki tysięcy migrantów rocznie? – pytamy dr Mazur.
– Zdecydowanie nie – odpowiada ekspertka. – Pula na 2026 r., a właściwie na jego drugą połowę, gdyż akty paktu zaczną obowiązywać 12 czerwca, została już ustanowiona. Potrzeby solidarnościowe określono na poziomie 21 tys. relokacji oraz 420 mln euro w przypadku wkładów finansowych. Z puli tej korzystać będą mogły państwa znajdujące się pod presją migracyjną, czyli Hiszpania, Włochy, Grecja oraz Cypr. Gdyby jednak inne państwo członkowskie, np. Polska, uznało, że znajduje się pod presją migracyjną, mogłoby również zgłosić Komisji potrzebę skorzystania z puli – mówi ekspertka.
Jak wspominaliśmy, Polska jest w 2026 r. zwolniona z wkładu do puli. Jednak nawet gdyby nie była zwolniona i w teorii zdecydowała się na relokacje, ich skala byłaby wielokrotnie niższa niż te, o których mówi „Stop Pakt”. Według Decyzji wykonawczej Rady (UE) 2025/2642 „sprawiedliwy udział" Polski wynosi 6,6160 proc. całkowitej puli solidarnościowej. Przy puli ustalonej na 21 tys. relokacji Polsce przypadłoby ich 1390. To 72 razy mniej niż setka tysięcy migrantów rocznie, a „Stop Pakt” mówił nie o jednej setce a „setkach”.
Co ciekawe, „Stop Pakt” zmodyfikował swoje twierdzenia po zebraniu podpisów pozwalających na wniesienie projektu ustawy do Sejmu. „Pakt migracyjny narzucany przez Unię Europejską – od 1 lipca 2026 r. – miał zmusić Polskę do przyjmowania setek tysięcy migrantów rocznie i sankcji za odmowę. Powiedzieliśmy NIE. 170 tysięcy podpisów Polaków trafiło do Sejmu” – można teraz przeczytać na jego stronie.