manipulacja

Rosja przestała walczyć z fact checkingiem. Zaczęła go uprawiać

Rosyjska propaganda coraz rzadziej na taką wygląda. Zamiast topornych komunikatów i krzyków o „zgniłym Zachodzie” pojawiają się profesjonalne „serwisy weryfikacyjne”, które mają wyglądać jak zwykły fact-checking. Zdaniem ekspertów to nowy etap wojny informacyjnej.

Rosja przestała walczyć z fact checkingiem. Zaczęła go uprawiać
fot. Unsplash, Sprawdzam To

– Rosyjskie serwisy pseudofactcheckingowe są elementem szerszego systemu operacji informacyjnych Kremla – powiedział w rozmowie z PAP dr Michał Marek z NASK.

– Głównym celem tych działań jest kreowanie Rosji na ofiarę zachodnich ataków informacyjnych. Narracja ta ma przekonywać, że to Zachód rzekomo zasypuje Rosję fake newsami.

Jednym z najbardziej znanych przykładów jest portal War on Fakes uruchomiony dokładnie w dniu rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Serwis od początku wyglądał jak klasyczny portal fact checkingowy. Były „analizy”, „weryfikacje”, spokojny język i grafiki przypominające zachodnie media zajmujące się sprawdzaniem informacji. Według ustaleń brytyjskiej firmy Logically portal błyskawicznie zdobył ogromne zasięgi i już po tygodniu miał około 20 mln wyświetleń. Późniejsze ustalenia dziennikarzy śledczych i analityków pokazały jednak, że za projektem stali ludzie związani z rosyjską machiną propagandową oraz organizacją ANO Dialog odpowiadającą za cyfrową komunikację rosyjskich władz. 

Jak opisywał Euronews, część rosyjskich projektów zaczęła wykorzystywać nazwy, stylistykę i język przypominający prawdziwe międzynarodowe organizacje fact checkingowe. Wszystko wygląda profesjonalnie. Nie ma już siermiężnej propagandy rodem z dawnych rosyjskich kanałów telewizyjnych. Są „eksperci”, „analizy”, „źródła” i materiały wyglądające jak zwykła dziennikarska weryfikacja. Właśnie to jest dziś najgroźniejsze. Propaganda nie musi już przekonywać odbiorcy, że Rosja mówi prawdę. Wystarczy, że odbiorca uzna, iż wszyscy kłamią. Eksperci zwracają uwagę, że współczesne operacje dezinformacyjne coraz częściej unikają prostych fake newsów możliwych do szybkiego obalenia. Zamiast tego mieszają fakty z emocjami, interpretacjami i sugestiami.

Dobrym przykładem była rosyjska narracja po ujawnieniu zbrodni w Buczy. Portal War on Fakes próbował przekonywać, że ciała ofiar „poruszają rękami”, sugerując inscenizację nagrań. Późniejsze analizy wykazały jednak, że chodziło o złudzenie optyczne wywołane kroplami deszczu na szybie samochodu. 

– Wykazanie ich fałszywości wymaga długiego wywodu, na co przeciętny odbiorca nie chce poświęcać czasu. Ludzie są bardziej skłonni do emocjonalnego przyjęcia przekazu dezinformacyjnego ukrytego pod manipulacją czy właśnie takim lekkim podprogowym przekazem propagandowym – podkreślał dr Michał Marek. 

Jak wynika z analiz Maksyma Aliukowa z King’s College London i Margarity Zawadzkiej z Uniwersytetu w Helsinkach, celem takich działań nie jest przekonanie obywateli do jednej wersji wydarzeń, ale wywołanie zagubienia i niepewności. To mechanizm, który dobrze widać dziś nie tylko w Rosji. Jeśli odbiorca zaczyna wierzyć, że każda informacja jest podejrzana, przestaje ufać mediom, ekspertom i samemu procesowi sprawdzania faktów. W takim świecie propaganda nie musi już wygrywać sporu o prawdę. Wystarczy chaos.

W podręczniku FI.DO dotyczącym walki z dezinformacją, koordynowanym przez Akademię Humanistyczno-Ekonomiczną w Łodzi, zwrócono uwagę, że fałszywe narracje prowadzą nie tylko do chaosu informacyjnego, ale też do utraty zaufania do mediów i samego pojęcia rzetelnego źródła informacji. 

Źródła

  1. PAP

  2. Euronews

  3. Europejska Służba Działań Zewnętrznych (ESDZ)

  4. Podręcznik "Zwalczanie dezinformacji i fake newsów FI.DO" koordynowany przez Akademię Humanistyczno-Ekonomiczną w Łodzi

Nasi autorzy