Chaos stał się narzędziem wpływu

W tym samym momencie w obiegu pojawiają się różne wersje jednego zdarzenia. Jedna mówi o wybuchu w centrum miasta. Chwilę później pojawia się druga: „awaria gazu”. Kolejna sugeruje już „możliwy atak”. Każda opiera się na innych nagraniach, świadkach i fragmentach informacji.  

Chaos stał się narzędziem wpływu
fot. Unsplash, Sprawdzam To

Nadmiar informacji jeszcze bardziej rozmywa rzeczywistość

Oficjalny komunikat pojawia się zazwyczaj później, ale nie zamyka obiegu informacji. Staje się po prostu kolejną wersją funkcjonującą obok wcześniejszych wpisów, komentarzy i nagrań. W praktyce odbiorca nie dostaje jednej informacji. Dostaje zestaw równoległych komunikatów, które trzeba samodzielnie uporządkować.

– Gdy mamy za dużo bodźców, widzimy mniej, a nie więcej – mówi sprawdzamto.pl Tomasz Rożek, prezes Fundacji Nauka. To Lubię. 

W jednym momencie do odbiorcy trafia kilka komunikatów dotyczących tego samego zdarzenia. Każdy pochodzi z innego miejsca i przedstawia inną wersję sytuacji. W tym samym czasie pojawiają się materiały z mediów, wpisy w mediach społecznościowych, nagrania, screeny i krótkie komentarze. Część zawiera liczby, część relacje świadków, inne powtarzają wcześniejsze informacje w zmienionej formie.

Różnice nie dotyczą wyłącznie szczegółów. Obejmują podstawowe elementy zdarzenia: liczbę rannych, przyczynę albo przebieg sytuacji. Odbiorca nie wie, która informacja została już potwierdzona, a która jest tylko krążącą plotką. 

Wszystko wygląda tak samo

Informacje trafiają do odbiorcy w jednym strumieniu. Obok materiału dużego medium pojawia się wpis anonimowego konta. Pod nim komentarz odnoszący się do innej wersji zdarzenia. Dalej screen prywatnej rozmowy i krótkie nagranie bez kontekstu. Wszystkie elementy są wyświetlane w podobnej formie: na tym samym ekranie, w tym samym układzie. 

– Jeżeli nie weryfikujemy treści, to forma staje się tą warstwą, która jest decydująca – podkreśla Rożek. 

Treści są wyświetlane według kolejności albo aktywności, nie według wiarygodności. To, co pojawia się wyżej, nie musi być bardziej sprawdzone. Może być po prostu szybciej opublikowane albo częściej udostępniane. W praktyce odbiorca widzi jeden ciąg komunikatów, w którym granica między materiałem zweryfikowanym a niesprawdzonym staje się mniej widoczna. 

Nie da się sprawdzić wszystkiego

Każda informacja wymaga czasu, żeby ją sprawdzić. Trzeba ustalić źródło, porównać wersje, znaleźć potwierdzenie albo zaprzeczenie. Problem polega na tym, że liczba komunikatów rośnie szybciej niż możliwości ich weryfikacji. Do jednego zdarzenia pojawia się kilka wersji, a każda funkcjonuje osobno. 

Nasz rozmówca przekonuje: – Większość manipulacji i kłamstw da się sprawdzić w kilku krokach, które mogą zająć kilka minut. 

Różnica między tempem publikacji a tempem sprawdzania pozostaje stała. Nowe informacje trafiają do obiegu, zanim wcześniejsze zostaną zweryfikowane. W praktyce oznacza to, że część komunikatów zawsze funkcjonuje bez sprawdzenia. Odbiorca nie operuje już na jednej zweryfikowanej informacji, ale na zbiorze wersji, z których tylko część została potwierdzona. Wtedy zamiast weryfikacji pojawia się wybór. W sytuacji nadmiaru informacji odbiorca często skraca proces sprawdzania. Najprostsza forma polega na wyborze jednej wersji wydarzeń. Pierwszej, która wydaje się spójna albo kompletna. Bez porównywania z innymi źródłami i bez powrotu do wcześniejszych publikacji.

– Wybór jednej wersji często wynika z braku narzędzi i wiedzy potrzebnych do jej sprawdzenia – mówi Tomasz Rożek. 

Prawda i fałsz obok siebie

Drugi wariant polega na ograniczeniu liczby sprawdzanych informacji. Odbiorca skupia się wyłącznie na wybranych źródłach albo konkretnych typach treści. Reszta zostaje pominięta, mimo że nadal funkcjonuje równolegle w obiegu. W praktyce proces weryfikacji zostaje zastąpiony selekcją. Nie chodzi już o ustalenie jednej prawdziwej wersji, ale o ograniczenie liczby komunikatów do przetworzenia. Na tym etapie różne wersje tej samej informacji funkcjonują równolegle. Część opiera się na oficjalnych danych, część na relacjach świadków, a część na wcześniejszych publikacjach albo anonimowych wpisach. Problem polega na tym, że kolejne komunikaty nie eliminują wcześniejszych wersji. Funkcjonują obok nich jako następne warianty. Różnice w wiarygodności przestają być wyraźnie widoczne na poziomie odbioru. Informacja oparta na potwierdzonych danych pojawia się obok tej, która dopiero krąży w sieci. Obie są dostępne na tych samych zasadach. W efekcie prawda nie znika z obiegu, ale przestaje mieć wyraźną przewagę nad pozostałymi wersjami. 

Przykład: strzelanina w Monachium

22 lipca 2016 r. w centrum handlowym Olympia w Monachium doszło do strzelaniny. W pierwszych minutach do obiegu trafiły nagrania z miejsca zdarzenia oraz relacje świadków. Równolegle zaczęły pojawiać się informacje o kilku sprawcach. Część wpisów mówiła o „zorganizowanym ataku”, inne o „strzelaninie w wielu miejscach”. W niektórych relacjach pojawiała się nawet liczba trzech napastników. Dopiero po kilku godzinach policja potwierdziła, że sprawcą był jeden napastnik działający samodzielnie. Informacja ta nie zastąpiła jednak wcześniejszych wersji. W obiegu nadal funkcjonowały relacje o wielu sprawcach i skoordynowanym ataku, które pojawiły się w pierwszych minutach po zdarzeniu. 

To nie chaos, to model

Nadmiar informacji nie jest już sytuacją wyjątkową. Stał się podstawowym sposobem funkcjonowania obiegu treści. Każde wydarzenie generuje jednocześnie kolejne komunikaty: materiały mediów, wpisy użytkowników, komentarze, nagrania i reakcje na wcześniejsze publikacje. Każdy element dokłada następną warstwę informacji.

Brakuje centralnego punktu, który porządkuje całość. Informacje nie są zbierane i układane w jedną wersję wydarzeń. Każdy kanał działa według własnych zasad i publikuje w swoim tempie. W praktyce odbiorca funkcjonuje w stanie stałego przeciążenia informacyjnego. 

Wszystko staje się niepewne

–  Nadmiar informacji prowadzi nie tylko do niepewności, ale często także do obojętności – przestrzega Tomasz Rożek.  

Na końcu procesu nie zostaje jedna wersja informacji, ale ich zestaw. Każda funkcjonuje osobno, bez wyraźnego wskazania, która powinna być traktowana jako podstawowa. Problem nie polega więc wyłącznie na obecności fałszywych informacji. Fałsz istniał zawsze. Zmienia się przede wszystkim skala i tempo, w jakim różne wersje trafiają do odbiorcy. Prawda nie przestaje istnieć. Traci jednak wyraźną formę, która pozwala ją łatwo odróżnić od pozostałych wersji. Pytanie nie brzmi już więc wyłącznie: „czy informacja jest prawdziwa?”. Coraz częściej problem polega na tym, czy w systemie opartym na nadmiarze komunikatów da się jeszcze ustalić jedną wspólną wersję rzeczywistości. 

Chaos bywa użyteczny

Nadmiar informacji nie zawsze jest przypadkowym skutkiem działania internetu. Coraz częściej staje się narzędziem wpływu. Nie chodzi już wyłącznie o przekonanie odbiorców do jednej konkretnej wersji wydarzeń. W wielu przypadkach wystarczy podważyć możliwość ustalenia wspólnej wersji rzeczywistości. W praktyce oznacza to produkowanie dużej liczby równoległych komunikatów: sugestii, interpretacji, półprawd i wzajemnie sprzecznych wersji wydarzeń. Część z nich nie musi być nawet całkowicie wiarygodna. Ich zadaniem nie zawsze jest przekonanie odbiorcy. Często wystarczy wywołanie wrażenia, że „nie wiadomo już, co jest prawdą”.

Nasi autorzy