„Jesteśmy pierwszymi ludźmi w historii, którzy wjechali samochodem nad Morskie Oko. To było jedno z miejsc, do których chcieliśmy dotrzeć podczas tej podróży i wszyscy znajomi oraz przyjaciele mówili, że nad Morskie Oko nie da się dojechać autem. Myślałem, że po prostu nie ma tam drogi, bo to góry i Corvette'a tam nie przejedzie” – napisał na Instagramie Andriy Gavryliv. Tłumaczył, że przegapił znaki oznajmiające, iż porusza się po rezerwacie przyrody, za co „przeprosił Polaków”. Te same znaki przegapiła jego partnerka towarzysząca mu w podróży.
Do wpisu dołączył kilka zdjęć i nagrań. Na jednym z nich widać, jak przejeżdża obok fasiągu – popularnego wozu konnego używanego do transportu turystów z Palenicy Białczańskiej do Polany Włosienica, skąd trzeba jeszcze przejść niespełna 2 km nad Morskie Oko. Poruszanie się po całej trasie prywatnymi pojazdami osobowymi jest zakazane.
Jak do tego doszło?
Jak Ukrainiec dostał się zatem na drogę prowadzącą do Morskiego Oka? Jak informuje Tatrzański Park Narodowy, w dniach 18-22 maja prowadzono prace remontowe na odcinku od Łysej Polany do rejonu Wodogrzmotów Mickiewicza. Cała inwestycja prowadzona jest etapami i trzeba spodziewać się kolejnych utrudnień.
– Niestety tak się złożyło, że ze względu na remont drogi do Morskiego Oka, systemy kontroli dostępu są wyłączone i szlaban był podniesiony. Nie zmienia to faktu, że obowiązują znaki pionowe, obowiązuje zakaz wjazdu. Samochód po prostu nie powinien tam wjechać – tłumaczył w rozmowie z TVN24 dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego Szymon Ziobrowski.
Dodał, że za popełnione wykroczenia – hałas, płoszenie zwierząt i poruszanie się po zmroku – grozi mandat w wysokości 1000 zł.
To maksymalna kwota. Do 5000 zł grzywny mogą zapłacić ci, których sprawa trafi do sądu.
Policja pod ostrzałem. Jest komunikat
Zdarzenie wywołało duże poruszenie w mediach społecznościowych. Pierwszy gniew internauci skierowali oczywiście w stronę sprawcy, ale także w kierunku policji. Powodem była wysokość kary – 100 zł mandatu i osiem punktów karnych.
„Koszt przejazdu konnym zaprzęgiem – około 150 zł w obie strony. Koszt parkingu – około 50 zł w zależności od terminu. Łącznie około 200 złotych. Mandat 100 złotych. Innymi słowy: nie masz punktów karnych, to śmiało wjeżdżaj, a potem rżnij głupa. Oszczędzisz stówę” – pisał jeden z internautów.
Zakopiańscy funkcjonariusze wyjaśnili później swoje działania.
„Ponieważ interwencja wobec tego mężczyzny przeprowadzona była poza terenem parku narodowego, a człowiek ten wprowadził w błąd interweniujących policjantów co do rzeczywistego celu podróży, został wtedy ukarany jedynie mandatem w wysokości 100 złotych za niestosowanie się do znaków drogowych” – napisano w komunikacie na Facebooku.
Zaznaczono wprost, że jest to reakcja na artykuły prasowe i zdjęcia opublikowane przez sprawcę wykroczenia. „Tatrzańska Policja prowadzi czynności w oparciu o art.127 Ustawy o Ochronie Przyrody, czyli o naruszenie zakazu wjazdu na teren parku narodowego” – dodano.
Reakcja Tuska i Kierwińskiego
W tym samym komunikacie ujawniono, że „Małopolska Policja niezwłocznie po uzyskaniu informacji o nowych okolicznościach tej sprawy wnioskowała do Urzędu ds. Cudzoziemców o zakaz wjazdu dla mężczyzny do Polski oraz krajów strefy Schengen na 5 lat”. Takie stanowisko jest tożsame z oczekiwaniami władz.
„Rajd ukraińskiego kierowcy na drodze do Morskiego Oka budzi zrozumiałe oburzenie. Zwróciłem się do MSWiA o pilne ustalenie wszystkich szczegółów tego zdarzenia i wyciągnięcie surowych konsekwencji” – napisał premier Donald Tusk.
Medialna awantura
„Wybrykiem” Gavryliva zainteresowali się też inni politycy i dziennikarze. Szczególnie aktywni byli działacze prawicy, którzy od lat prowadzą antyukraińską kampanię na terenie naszego kraju.
„Natychmiastowa deportacja Ukraińca na ukraiński front!” – postulował Janusz Kowalski. „Morskie Oko to nie jest jedyny przypadek »incydentów« tutaj z Ukraińcami. To wierzchołek góry lodowej. Czas najwyższy dokonać rewizji polityki wobec Ukraińców w Polsce i rozpocząć odkręcanie tego, co zrobiły ostatnie rządy na przestrzeni ostatnich kilku lat. Czas najwyższy” – apelował polityk Konfederacji Włodzimierz Skalik.
Atmosfera wokół obywateli Ukrainy w Polsce nie jest najlepsza, a takie incydenty nie pomagają sprawie. „Tego typu bezczelne zachowania ze strony ukraińskiego byczka, który powinien trafić na front, a nie rozjeżdżać w Polsce park narodowy, są jednym z niezliczonych powodów, dla których Polacy patrzą na Ukraińców w Polsce z rosnącą niechęcią. I prawdą jest, że czasem dostaje się osobom nie tylko kompletnie niewinnym, ale mieszkającym w Polsce od lat, grubo przed 2022 r., i ciężko pracującym, zapuszczającym u nas korzenie” – napisał na X dziennikarz Łukasz Warzecha.
Nie brakowało też głosów odmiennych. Część obserwatorów zarzuciło Tuskowi i Kierwińskiemu nerwową i przesadną reakcję w stosunku do wykroczenia. Pojawiła się narracja, że ich działania wpisują się w pogłębianie i utrwalanie antyukraińskich nastrojów.
„Czyli żeby trafić na listę zakazu wjazdu wystarczyć popełnić medialne wykroczenie i być Ukraińcem. Fajnie się bawicie” – napisał aktywista Bart Staszewski. „Gdybyśmy tylko ścigali naszych rodzimych, polskich piratów drogowych z zakazami prowadzenia pojazdów tak, jak tego gościa od Morskiego Oka, to byłoby super” – ironizował Jakub Wiech.
Co na to prawo?
Andriy Gavryliv już w poście na Instagramie, w którym informował o samochodowej wycieczce nad Morskie Oko, zapowiedział, że „teraz jedzie do domu do ojczyzny”. Jak potwierdziła PAP rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka, mężczyzna zrealizował ten plan i jest już na terenie Ukrainy.
5-letni zakaz wjazdu do Polski można orzec wobec osób zagrażających bezpieczeństwu, interesowi lub porządkowi publicznemu państwa albo „poważnie naruszających prawo”. Wynika to z zapisów Ustawy z dnia 12 grudnia 2013 r. o cudzoziemcach.
Gdyby Gavryliv nadal przebywał na terenie Polski, sprawa byłaby trudniejsza. Obywatele Ukrainy po 24 lutego 2022 roku zostali w Unii Europejskiej objęci ochroną czasową, a to co do zasady ogranicza możliwość deportacji. W szczególnych przypadkach, np. ze względów bezpieczeństwa lub poważnych naruszeń prawa, możliwe są jednak indywidualne decyzje administracyjne skutkujące utratą prawa pobytu.
Egzekwowaniem prawa zajmie się teraz Straż Graniczna. Informacja o zakazie dla Andriya Gavryliva zostanie odnotowana w systemach granicznych, co umożliwi mu ponowny wjazd do Polski i innych państw Strefy Schengen na 5 lat.