Brazylijski rynek muzyczny podbija agrobiznes. Sertanejo, czyli brazylijskie country, najpopularniejszy gatunek muzyczny w kraju, przechodzi obecnie ewolucję. Tradycyjne piosenki, w których w rytm gitary hiszpańskiej i bębenków śpiewano o miłości i stracie, zostały rozwinięte o mocny elektroniczny bit i typowe dla kultury hip-hop przechwałki. Powodem do szpanu nie jest jednak posiadanie ferrari, tylko równie drogiego traktora oraz stadka elitarnego bydła, każda sztuka o wartości sporego domu.
Brazylia jest jednym z największych na świecie producentów rolnych. Produkuje 42 proc. światowej soi, 20 proc. wołowiny i 14 proc. kurzego mięsa.
Modernizacja brazylijskiej hodowli i uprawy sprawia, że stają się one jednymi z najnowocześniejszych na świecie. Nie zawsze z korzyścią dla społeczeństwa, zmuszonego do ponoszenia kosztów uzyskiwania przychodu przez agrobiznes. Problemy z przypadkowymi zrzutami pestycydów na prywatne ogródki i domy mieszkalne regularnie trafiają na łamy brazylijskiej prasy. Szkoły są ewakuowane, bo chmury pestycydów zagrażają dzieciom. Nie ma mowy o zrównoważonym rozwoju. Wielkie połacie kraju są wylesiane z najcenniejszych lasów świata, by zrobić miejsce na hodowlę krów i uprawę soi. To nie tylko przypadek Brazylii – inne kraje zrzeszone w Mercosur, czyli Argentyna, Paragwaj i Urugwaj również są potężnymi producentami rolnymi. Przy okazji są jednak również wielkim rynkiem zbytu liczącym ponad 280 mln osób, a ich gospodarka jest warta 3 bln dolarów. Czy południowoamerykańskie rolnictwo zagraża rolnikom z EU?
Kontrowersje i problemy
Debata na temat umowy z krajami Mercosur jest pełna uproszczeń i przekłamań. Na lęku przed „trującą” żywnością i upadkiem polskiego rolnictwa chętnie żerują środowiska eurosceptyczne lub wręcz wrogie Unii Europejskiej. Dyskusję upraszcza się najczęściej do pytania: jesteś za czy przeciw? Brakuje przestrzeni na poważną debatę obejmującą takie kwestie, jak kontrole sanitarne, kontyngenty, zabezpieczenia dla rolników, instrumenty klimatyczne. Umowa ma otworzyć rynek Ameryki Południowej dla europejskiego przemysłu i usług, a rynek UE dla części produktów rolnych z Mercosuru. Największe kontrowersje dotyczą standardów produkcji i wpływu na europejskich rolników. Rozliczmy się z najczęstszymi mitami na temat umowy z krajami Mercosur.
„Rynek europejski zostanie zalany tanią wołowiną i drobiem”
Największym problemem z umową z krajami Mercosur jest soja, drób i wołowina. W ich produkcji potentatami są Argentyna i przede wszystkim Brazylia. Liberalizacja ceł ma być ograniczona, dla produktów rolnych. Unia wynegocjowała kontyngenty taryfowe (TRQ) o obniżonej lub zerowej stawce celnej, po przekroczeniu których będą obowiązywały stawki takie, jak obecnie. TRQ nie są duże.
180 mln kg mięsa wydaje się ogromną ilością, ale według danych Komisji Europejskiej to ok. 1,4 proc. konsumpcji w UE. Unia Europejska produkuje ponad 13 mln ton drobiu, w tym Polska niemalże 3 mln ton. Jeśli chodzi o wołowinę, to produkcja europejska to prawie 7 mln ton, a Polska – ponad 500 tys. Przy takich limitach, szczególnie w pierwszych latach, trudno mówić o „zalewaniu” rynku albo o wypieraniu z biznesu polskich rolników. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi ostrzega jednak, że zagrożenie może być realne. Z krajów Mercosur będzie płynąć strumień mięs wysokiej jakości, np. piersi kurczaka czy steków wołowych. A to kluczowy segment rynku dla unijnych producentów, co może zdestabilizować rynek, szczególnie jeśli eksport skupi się na jednym lub kilku krajach UE. Niemal na pewno punktem skupienia eksportu nie będzie rynek polski. Powodem jest odległość oraz niezbyt rozwinięte relacje handlowe. Zagrożenie jest pośrednie: jeśli na rynki krajów Europy Zachodniej, głównie Włoch, Niemiec, Niderlandów i Hiszpanii, trafią mięsa z Mercosur, to wyprą z rynku polskich producentów.
„Mercosur oznacza, że na rynek trafi żywność niebezpiecznej jakości”
Ta umowa nie zmieni zasad gry. Produkt wprowadzany na rynek UE musi spełniać rygorystyczne unijne normy bezpieczeństwa żywności. To prawda, że reżim produkcji żywności w krajach Ameryki Południowej odbiega od standardów unijnych. Stosuje się tam środki ochrony roślin, które są nielegalne w UE i mają dużo większe stężenia pestycydów niż te dopuszczalne według norm europejskich.
Porozumienie tego nie zmienia – nadal produkty niezgodne z naszymi standardami będą musiały pozostać poza granicami zjednoczonej Europy. Uznajemy „zasadę ostrożności”: obie strony mają swobodę we wprowadzaniu narzędzi mających na celu ochronę zdrowia ludzi, zwierząt i roślin. Nie tylko w sytuacjach oczywistych, ale również w tych, w których informacje naukowe są niejednoznaczne.
Komisja Europejska twierdzi, że umowa w dłuższej perspektywie pozwoli promować normy dobrostanu zwierząt i wzmocnić przepływ informacji w celu wyeliminowania niebezpiecznych produktów z rynku. Pozostaje kwestia, czy Unia jest w stanie kontrolować towary przywożone do Europy. Fizyczne badanie każdej porcji jest oczywiście niemożliwe. Jednak mamy złożony system kontroli żywności opierający się nie na dobrej wierze i umowach międzynarodowych, a na sieci certyfikatów, punktów granicznych, audytów i alertów dotyczących żywności, które pozwalają nam się zabezpieczyć przed niebezpieczeństwem. Nie możemy jednak uznać tego systemu za nieprzepuszczającą tamę dającą nam pełną gwarancję bezpieczeństwa.
„Handlując z Mercosur, wspieramy wylesianie cennych lasów”
Zgodnie z MapBiomas, w latach 1985–2024 Brazylia utraciła 111,7 mln hektarów naturalnych obszarów, czyli około 13 proc. terytorium kraju. To kwestia produkcji żywności na eksport: pastwiska, soja i trzcina cukrowa zajmują 77 proc. brazylijskich terenów agrarnych.
Hodowla bydła jest głównym czynnikiem wylesiania Amazonii. Brazylijska agencja środowiskowa ukarała 23 firmy, pakujące mięso i ich dostawców, karą w wysokości 64 mln dolarów za kupowanie i sprzedawanie krów wyhodowanych w nielegalnie wylesionej Amazonii. Bezsprzecznie ekspansywny agrobiznes eksportowy w Brazylii i Argentynie zwiększa wylesianie, powoduje utratę bioróżnorodności i emisje gazów cieplarnianych, zwłaszcza przez transformowanie sawann, lasów suchych i deszczowych na pastwiska oraz monokultury soi.
To prawda, treść umowy z 2024 r. mocniej reguluje aspekt środowiskowy niż wersja z 2019 r. Europejska Służba Badań Parlamentarnych opisuje, że poprawiony tekst miał odpowiedzieć na żądania UE dotyczące silniejszych zobowiązań Mercosur wobec polityki klimatycznej. Rozdział dotyczący zrównoważonego rozwoju zawiera mechanizm rozwiązywania sporów, ale bez klasycznych sankcji handlowych. Jeśli Mercosur nie będzie dotrzymywał umów dotyczących wylesiania, to nie możemy nałożyć na niego sankcji. Porozumienie paryskie jest uznawane za element kluczowy; jeśli jego warunki nie będą spełniane, mamy możliwość zawieszenia koncesji handlowych. To broń ciężkiego kalibru przygotowana na wypadek dużych naruszeń. Nie będziemy mieć instrumentu, którego można by było użyć przy ściganiu drobniejszych uchybień w łańcuchach produkcji i logistyki soi i bydła.
Jeśli chodzi o aspekt ekologiczny, dużo mocniejszą barierą niż sama umowa Mercosur jest European Union Deforestation Regulation. Ta regulacja wymaga, żeby towary takie jak bydło, soja, drewno, kakao, kawa, palma olejowa i kauczuk były „deforestation-free” przed dopuszczeniem na rynek UE. Firmy muszą wykazać, że produkty nie pochodzą z terenów wylesionych oraz że zostały wyprodukowane zgodnie z prawem. Umowa sprawia, że handel z Mercosur ma być łatwiejszy, ale produkty objęte EUDR i tak muszą spełnić unijne wymogi.
„Produkty trafiające na rynek Europejski będą tworzone rękami dzieci”?
Zgodnie z danymi Brazylijskiego Instytutu Geografii i Statystyki (IBGE) 1,65 mln dzieci i nastolatków w wieku 5–17 lat pracowało, w sposób, którego zakazuje brazylijskie prawo. To 4,3 proc. tej grupy wiekowej. IBGE podaje też, że ok. 560 tys. pracowało w najgorszych formach pracy dzieci, między innymi właśnie w produkcji rolnej. Między 2016 a 2024 r. zanotowano wzrost liczby dzieci pracujących o 21,4 proc. To realny problem nie tylko Brazylii, ale też innych krajów Mercosur. Mamy również dowody z raportów Amerykańskiego Departamentu Pracy (USDOL), które potwierdzają pracę dzieci w rolnictwie eksportowym Argentyny. W Paragwaju, zgodnie z danymi USDOL, 5,4 proc. dzieci w wieku 5–14 lat pracowało, z czego 53 proc. w rolnictwie. W Urugwaju 6,1 proc., ale większość w usługach; tylko 28,4 proc. w rolnictwie, jednak dane dotyczące sytuacji w Urugwaju są mniej aktualne.
Nie oznacza to, że każdy produkt, który przyjedzie do nas z Ameryki Południowej, ma na sobie krwawe odciski małych dłoni. Ryzyko jest jednak realne. Zdawali sobie z tego sprawę politycy Unii negocjując umowę z Mercosur. Ten aspekt podejmują w tym samym rozdziale, w którym zajmują się zagadnieniami związanymi z ekologią i wylesianiem. Występują tu również te same problemy.
Obydwie strony układu zobowiązują się respektować standardy Międzynarodowej Organizacji Pracy, w tym te dotyczące pracy przymusowej i pracy dzieci, ale także niedyskryminacji, wolności zrzeszania się i prawa do rokowań zbiorowych. Tyle że tu też nie ma odpowiedniego mechanizmu pozwalającego Unii na coś więcej niż monitorowanie sytuacji.
„Na umowie z Mercosur Polska może tylko stracić”
Zagrożenie dla polskiego rolnictwa istnieje. Ale umowa z krajami Mercosur jest też dla Polski szansą. Zgodnie z danymi ze stron Komisji Europejskiej wymiana handlowa między Polską a Mercosur wynosi 4 mld euro. Umowa może być zbawienna dla polskiego przemysłu i handlu zagranicznego. Zniesie cła na 91 proc. wszystkich produktów eksportowanych z UE do Ameryki Południowej.
Polska uczestniczy w europejskim eksporcie, zwykle nie jako marka końcowa. Jesteśmy częścią europejskiego łańcucha dostaw. Jeśli niemiecka lub francuska firma eksportuje samochody, maszyny czy urządzenia do Mercosur, to polskie firmy mogą dostarczać komponenty, części, podzespoły, usługi logistyczne albo produkcję kontraktową.
Europejski Parlamentarny Serwis Badawczy wskazuje, że obniżki ceł szczególnie dotyczą m.in. samochodów i ich części, maszyn, chemikaliów, farmaceutyków, odzieży, tekstyliów i obuwia. Cła na części samochodowe wynoszą obecnie 14–18 proc., na maszyny 14–20 proc., na chemikalia do 18 proc., a Mercosur ma w pełni liberalizować większość importu maszyn z UE w ciągu najbliższych 10 lat.
Polska nie będzie głównym zwycięzcą jak najpewniej, Niemcy. Jesteśmy jednak dostawcą w europejskim przemyśle. Ten wątek jest rzadko poruszany przez polityków, bo nie jest efektowny, ale realnie to duża szansa dla gospodarki.
Eksport polskich usług do Mercosur wart jest 71 mln euro rocznie. Umowa jeszcze szerzej otworzy rynek w takich sektorach jak finanse, usługi pocztowe, telekomunikacja, transport, handel cyfrowy i rozwiązania środowiskowe. Dla sektora rolniczego to również nie musi być taki problem, jaki widać w wypowiedziach polityków. Dla części produktów przetworzonych, premium, alkoholi, słodyczy, nabiału czy żywności specjalistycznej, otwarcie się na rynek południowoamerykański może być dużą szansą. Jak na razie niewykorzystywaną ze względu na wysokie cła. Komisja Europejska podaje, że umowa ma chronić 344 unijne produkty regionalne. W Polsce będzie to: polska wódka oraz wódka ziołowa z Niziny Północnopodlaskiej aromatyzowana ekstraktem z trawy żubrowej. Nie oznacza to najpewniej, że żubrówka wyprze z Brazylii cachaçę. Jednak ochrona prawna może pomóc budować markę oraz rozwijać eksport.
Brazylia i Argentyna są eksporterami surowców o znaczeniu krytycznym, takich jak niob, grafit naturalny, nikiel, mangan, rudy żelaza, boksyt, potencjalnie pierwiastki ziem rzadkich. Są one niezbędne przy produkcji towarów high-tech. To nie jest pieśń przyszłości. Polska buduje swoją pozycję w kilku sektorach, które potrzebują stabilnego dostępu do surowców: motoryzacja, elektromobilność, baterie, komponenty przemysłowe, chemia, elektronika, obronność. Głównie jako podwykonawca, jednak żaden podwykonawca nie powinien narzekać, że surowce tanieją.
„Umowa z Mercosur ma tylko znaczenie gospodarcze”
Handel jest potężnym narzędziem w polityce zagranicznej. Wchodząc w ten układ, Unia Europejska zdobywa bardzo silny przyczółek w Ameryce Południowej. Dywersyfikuje w ten sposób łańcuch dostaw towarów strategicznych do Europy oraz zmniejsza chińską penetrację rynku Mercosur. O wpływy w Ameryce Południowej walczy kilku potężnych graczy: USA, Rosja, Chiny i Unia Europejska.
Brak umowy z Mercosur zbliżałby ten region do coraz aktywniej działających Chin oraz Rosji. Układ daje nam dostęp do surowców potrzebnych w procesie zielonej transformacji i rozwoju nowych technologii. Parlament Europejski podkreśla, że dywersyfikacja importu surowców jest strategiczna. Zmniejsza zależność ekonomiczną Unii od konkurencyjnych mocarstw.
Umowa jest odpowiedzią na rosnący protekcjonizm i coraz bardziej napiętą sytuację międzynarodową.
Sprawa zaufania
Zbliżenie z krajami Ameryki Południowej jest zarówno ryzykiem dla części branż, jak i wielką szansą dla innych. Dyskurs publiczny na temat tej umowy drastycznie upraszcza tę kwestię. Przedstawia się umowę z Mercosur jako strategiczny sukces Niemiec, który wywoła straty w całej reszcie Europy. To nie jest ani tak proste, ani tak oczywiste. Rynek państw Unii nie jest jednorodny, a stworzenie umowy wyłącznie korzystnej dla wszystkich 27 krajów o różnych gospodarkach, celach krótkoterminowych i wewnętrznych politykach jest niemożliwe. Umowa z Mercosur to teatr wyrzeczeń.