manipulacja

Mundial AI. Jak sztuczna inteligencja zagrała w mistrzostwach świata

Mundial 2026 rozgrywał się na dwóch płaszczyznach – realnej: z golami i sportową rywalizacją oraz sieciowej, wykreowanej z pomocą sztucznej inteligencji. Niemal każdy mógł wygenerować wydarzenie lub sytuację, której nigdy nie było i dotrzeć ze swoim przekazem do milionów osób.

Mundial AI. Jak sztuczna inteligencja zagrała w mistrzostwach świata
fot. Getty Images, Unsplash

Mistrzostwa świata, które zawsze generowały ogromne przychody i zainteresowanie setek milionów kibiców oraz sztuczna inteligencja i media społecznościowe – połączenie tych trzech elementów sprawiło, że północnoamerykański turniej zostanie zapamiętany nie tylko z pięknych goli. Pojawiło się wiele fake newsów – czasem śmiesznych, które z założenia miały funkcjonować jako żart, ale zaczynały „żyć swoim życiem” – czasem niebezpiecznych i nacechowanych negatywnie. Polska, która na mundialu nie wystąpiła, też miała swój moment. I to jeszcze zanim rozpoczął się turniej.

Z Polską czy bez Polski?

Reprezentacja biało-czerwonych nie poradziła sobie w barażach ze Szwecją i na mistrzostwa świata nie poleciała. Przez chwilę w mediach społecznościowych odżyła jednak nadzieja, że przynajmniej w niewielkiej formie nasza flaga będzie obecna na tak dużej imprezie. Hołd Polakom mieli oddać Haitańczycy, którzy po raz pierwszy od 52 lat zakwalifikowali się na mundial.

Na koszulkach tej drużyny można było dostrzec flagę. Część odbiorców zobaczyła w niej biało-czerwoną, ale w rzeczywistości była ona błękitno-czerwona. I wcale nie nawiązywała do polskich żołnierzy, którzy na początku XIX wieku zdezerterowali z wojsk Napoleona i stanęli po stronie powstańców walczących o niepodległość Haiti, a odnosiła się do pierwszej historycznej flagi tego karaibskiego państwa.

Haiti nie podbiło amerykańskich stadionów (bo tam rozegrało wszystkie mecze – red.). Na otwarciu uległo Szkocji 0:1, następnie Brazylii 0:3, ale miało swoje wielkie chwile w konfrontacji z Marokiem. Podopieczni Sebastiena Migne dwukrotnie obejmowali prowadzenie, by ostatecznie ulec 2:4.

To Hitler?

Milionowe zasięgi zdobyło zdjęcie mężczyzny ucharakteryzowanego na Adolfa Hitlera. Kibic miał oglądać na żywo starcie Niemców z debiutującym na imprezie tej rangi Curaçao (7:1). AFP i inne portale fact-checkingowe, a także m.in. Deutsche Welle wykazały, że takiego człowieka na trybunach nie było, a fotografia została wygenerowana przez AI. Początkowo był to żart, ale wymknął się spod kontroli.

 

„Prawdziwy” Hitler nie był wielkim fanem futbolu. Historyczne źródła potwierdzają, że wódz III Rzeszy tylko raz wybrał się na spotkanie – i nie dlatego, że chciał pokibicować, lecz dlatego, że Joseph Goebbels przekonał go, że jego obecność będzie świetnym ruchem propagandowym. Wyszło średnio, bo lider nazistów przyniósł swojej drużynie pecha – ta w ćwierćfinale igrzysk olimpijskich w Berlinie w 1936 roku przegrała z Norwegią 0:2. Plotka głosi, że Hitler nie wytrzymał nawet do końca meczu.

To był pierwszy i ostatni raz, gdy nazistowski przywódca osobiście stawił się na pojedynku piłkarskim, chociaż w przestrzeni publicznej funkcjonuje jeszcze jeden mit. W 1938 roku w Berlinie angielscy piłkarze salutowali przed nazistami. Wydawało się, że przed Hitlerem, ale w istocie nie było go na trybunach. Obecni byli za to Goebbels, Rudolf Hess i Hermann Göring.

Shakespeare się w grobie przewraca

„Być albo nie być, oto jest pytanie” – pisał William Shakespeare w „Hamlecie”. To dylemat moralny, w którym bohater musi wybrać pomiędzy postawą czynną a pasywną. Jeśli chcieć tę maksymę ulokować w teraźniejszości, należałoby ją nieco sparafrazować, spłycić i odczytywać bardziej dosłownie.

„Był czy nie był” – tak by to mniej więcej brzmiało. I nie chodzi tu już tylko o nieżyjącego Hitlera, bo zdarzały się przypadki, że internauci próbowali nam udowodnić, że konkretne osoby były na trybunach lub w innych miejscach związanych z turniejem, choć w rzeczywistości nikt ich tam nie widział.

I tak były już premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer przed meczem Anglii z Chorwacją miał zostać przyłapany w pubie w koszulce ekipy z Bałkanów. Oryginalnie zdjęcie pochodzi z 2024 roku, a polityk jest na nim w białej koszulce. Z kolei na stadionie podczas meczu Argentyny z Austrią miał pojawić się premier Izraela Benjamin Netanjahu. Nie ma wiarygodnych źródeł, które by to potwierdzały. W obu przypadkach palce maczała sztuczna inteligencja.

Seksowne i wygenerowane

Realizatorzy transmisji z największych wydarzeń sportowych przez lata pokazywali piękne kibicki, a portale internetowe regularnie publikowały galerię najładniejszych fanek, wybierając „miss turnieju”. W ostatnich latach trochę się to zmieniło. W 2018 roku przedstawiciele FIFA zareagowali na jedną z takich galerii utworzonych przez agencję Getty Images, apelując do pracowników mediów o powstrzymanie się od tego typu praktyk.

W mediach społecznościowych nie ma jednak takiej kontroli. Przy okazji mundialu 2026 pojawiły się dwa mechanizmy – jeden to całkowicie wygenerowane seksistowskie obrazy, w których np. mężczyzna patrzy kobiecie w biust albo fanki futbolu jak na zawołanie uśmiechają się lub krzyczą do kamery, drugi zaś to celowy ukryty marketing kobiet związanych z branżą erotyczną i pornograficzną. Tu też obrazy mogą być przetworzone, ale załączone linki prowadzą nas np. na platformę z pokazami online lub do innych, znacznie odważniejszych profili. Zdjęcia i nagrania pozwalają im zdobyć nowych obserwujących, zwiększyć zasięgi i dzięki temu więcej zarabiać.

Szerzej o tego typu praktykach pisaliśmy w materiale „Seksowne i wygenerowane. Tak AI działa podczas mundialu”.

Infantino, wszędzie Infantino

W trakcie imprezy nie brakowało informacji, że prezydent FIFA Gianni Infantino posiada boskie moce i „potrafi w bilokację”. Szef światowej centrali piłkarskiej miał bywać w dwóch miejscach naraz – tak było w ostatniej rundzie fazy grupowej, gdy dwa spotkania odbywały się o tej samej godzinie. Jednocześnie śledził starcia Niemiec z Ekwadorem oraz Wybrzeża Kości Słoniowej z Curaçao, a później powtórzył ten schemat przy okazji meczów Holandii z Tunezją i Szwecji z Japonią.

W pierwszym przypadku zawinił człowiek, konkretnie realizator transmisji, który podczas pojedynku Niemców z drużyną z Ameryki Południowej pokazał archiwalne nagranie Szwajcara. Ten faktycznie oglądał w tym czasie konfrontację Iworyjczyków z debiutującą na mundialu ekipą Curaçao. Nie było go zaś ani na meczu Holandii z Tunezją, ani na spotkaniu Szwecji z Japonią, a oba obrazy świadczące o jego obecności były wygenerowane przez AI.

Sternik FIFA miał też ustawić turniej pod zwycięstwo Argentyny. W jaki sposób? W mediach społecznościowych rozpowszechniano zdjęcie, jakoby robił Lionelowi Messiemu zastrzyk. Środek dopingujący miał poprawiać wydajność u 39-latka, który ma już na koncie 8 goli i duże szanse na zdobycie korony króla strzelców. W innej „scenie” Infantino miał złapać się za głowę, gdy gwiazdor Miami zmarnował rzut karny w konfrontacji z Egiptem. Obie informacje były fałszywe.

Szwajcar jeszcze raz znalazł się w centrum uwagi po tym, jak anulowano czerwoną kartkę Folarina Baloguna. W mediach społecznościowych pojawiały się głosy, że to Donald Trump osobiście dzwonił do szefa FIFA i interweniował w sprawie gwiazdora reprezentacji Stanów Zjednoczonych. Tych doniesień nie potwierdzono. Infantino przyznał natomiast, że zawsze przy okazji dużych turniejów rozmawia z władzami, a od rozpoznawania skarg na upomnienia jest działająca niezależnie Komisja Dyscyplinarna.

Ronaldo uwielbiany. Tak, tylko inaczej

„FIFA kocha Messiego, a świat Cristiano Ronaldo” – post z takim podpisem pojawił się w mediach społecznościowych 3 lipca, w dniu zwycięstwa reprezentacji Portugalii z Chorwacją w 1/16 finału mistrzostw świata. Dowodem na potwierdzenie tej tezy było nagranie wiwatującego tłumu na cześć byłego gwiazdora Manchesteru United, Realu Madryt i Juventusu.

Szybko okazało się, że to wcale nie są fani Portugalczyka, który zresztą ma tylu samo zwolenników, jak i przeciwników (niepotwierdzone, ale tak się zwykło mawiać – red.), nagranie nie pochodzi z początku lipca i w ogóle nie ma nic wspólnego z mundialem. AFP Fact Check i inne portale zajmujące się odkłamywaniem rzeczywistości wykazały, że filmik nakręcono w… Polsce, dokładnie w Krakowie. Przedstawia majową celebrację fanów miejscowej Wisły po awansie do ekstraklasy.

Wideo było zatem prawdziwe, ale osadzono je w złym kontekście. Podobnie było przy okazji rzekomych zamieszek w Paryżu po awansie Francji do półfinału imprezy. W mieście było wówczas spokojnie, a szeroko rozpowszechniane „wrzutki” dotyczyły majowego świętowania zwycięstwa PSG z Arsenalem w finale Ligi Mistrzów. Incydenty pojawiły się za to po porażce „Trójkolorowych” z Hiszpanią w „najlepszej czwórce”.

Bohater trzeciego planu

Messi, Ronaldo, Haaland, Mbappe – to te gwiazdy miały przyciągnąć rzesze fanów na wielkie amerykańskie stadiony, ale każdy międzynarodowy turniej kreuje nowych bohaterów. Nieoczywistych, mniej znanych, mało popularnych nawet w swoich krajach. Kimś takim był Voizinha, 40-letni bramkarz debiutującej na MŚ Republiki Zielonego Przylądka.

Znakomita postawa golkipera drugoligowego portugalskiego Chaves w rywalizacji z Hiszpanią i w późniejszych spotkaniach pozwoliła tej drużynie na wyjście z grupy. W 1/16 finału było bardzo blisko, by Afrykanie sprawili megasensację i wyeliminowali broniącą tytułu Argentynę. Ulegli dopiero po dogrywce 2:3.

Popularność piłkarzy mierzy się obecnie głównie za sprawą mediów społecznościowych. Wystarczy zajrzeć na profil Voizinhi – na samym tylko Instagramie jego poczynania obserwuje ponad 29 milionów osób. Przed mundialem miał ok. 50 tys. „followersów”. W kilkanaście dni stał się rozpoznawalny na całym świecie. Bohaterem był na boisku, ale i poza nim, w sieci, bo wokół niego zaczęło krążyć wiele niesprawdzonych i niepotwierdzonych informacji.

40-latek miał być człowiekiem wielu talentów – piłkarzem, elektrykiem oraz kierowcą autobusu. Czasem taka narracja pojawiała się zamiennie, czasem równocześnie, więc można powiedzieć, że chłopak był w przeszłości mocno zapracowany. Oczywiście to fake, bo od lat zawodowo gra w futbol. Nie brakowało też sensacyjnych wiadomości, że powołanie do kadry na mundial otrzymał za pośrednictwem LinkedIna. Tak nie było. Był jeszcze wielki mural, który powstał na jego cześć na ulicach Republiki Zielonego Przylądka, wokół którego gromadziły się tłumy wielbicieli. Tu pomogła sztuczna inteligencja i znany z tworzenia fejkowych „murali” użytkownik Instagrama o nicku „andyeffects”.

Protest, którego nie było

Po ataku Stanów Zjednoczonych oraz Izraela na Iran istniało zagrożenie bojkotu mistrzostw świata przez Persów. Ostatecznie polecieli do Ameryki Północnej, ale na miejscu mieli duże problemy – musieli m.in. zmienić bazę i zamieszkać w Meksyku, bo na terenie USA nie mieli prawa przebywać w dni inne niż meczowe. Wyjątek stanowiły oficjalne konferencje prasowe – to wymóg FIFA.

Po inauguracyjnym starciu z Nową Zelandią w mediach społecznościowych zaczęło krążyć zdjęcie z rzekomego protestu jednego z piłkarzy, który po zdobyciu gola miał pokazać w kierunku publiczności różowy plecak. To nawiązanie do ataku na szkołę Shajareh Tayyebeh, w którym – według danych Teheranu – zginęło 175 osób, głównie dzieci w wieku 7-12 lat. Fotografia nie przedstawiała jednak zawodnika z kadry Iranu, a takiej manifestacji zwyczajnie nie było.

„Realne” wydarzenie miało miejsce w marcu. Irańczycy wyszli na towarzyski mecz z Nigerią w Turcji z czarnymi opaskami, a w rękach trzymali plecaki.

Rasizm na mundialu?

„Prawo Prestianniego” – tak ochrzczono nową zasadę wprowadzoną przed mistrzostwami świata. To pokłosie głośnej sprawy z lutego 2026 roku, gdy piłkarz Benfiki Lizbona Gianluca Prestianni zasłonił ręką usta i powiedział coś w kierunku zawodnika Realu Madryt Viniciusa Juniora. Brazylijczyk twierdził, że usłyszał rasistowskie obelgi, rywal zaprzeczał. Zwykle UEFA i FIFA w takich przypadkach korzystają z powtórek telewizyjnych, a eksperci czytają z ruchu warg. Przy zakryciu ust jest to niemożliwe.

Wprowadzono zatem precedens. Uznano, że zasłanianie ust jest tożsame z próbą obrażenia lub sprowokowania przeciwnika i każde tego typu zachowanie będzie karane bezpośrednią czerwoną kartką. Na MŚ z nowego prawa skorzystano dwa razy – z boiska z tego powodu wylecieli Paragwajczyk Miguel Almiron oraz Ekwadorczyk Piero Hincapie.

Takie są realia, ale podczas turnieju nie brakowało też fałszywych informacji w tym zakresie. Rasistowską wypowiedzią miał się „popisać” selekcjoner Holendrów Ronald Koeman.
„Czy ktoś może mi k**** powiedzieć, jak potężna Holandia właśnie przegrała z krajem pasterza wielbłądów i pilota latającego dywanu Aladyna?” – mówił na opublikowanym nagraniu. I chociaż film pojawił się na koncie z nagraniami generowanymi przez AI i jego autor nigdy tego nie ukrywał, część odbiorców uznała go za prawdziwy. Obejrzano go ponad trzy miliony razy.

Swoje „problemy” mieli też Niemcy. Powstać miała nawet petycja, w której kibice tej drużyny domagali się odsunięcia od zespołu piłkarzy pochodzenia afrykańskiego oraz wyznających islam. W kadrze brakowałoby wówczas m.in. Antonio Rüdigera, Jonathana Taha, Jamala Musiali i Leroya Sané. Dowodem miała być grafika spod szyldu Deutsche Welle. Taka jednak nigdy nie istniała, podobnie jak petycja.

Mundial AI

Nie podejmiemy przesadnego ryzyka, gdy powiemy, że to był „mundial AI”. Sztuczna inteligencja może nie tyle nim zawładnęła, co była jego nieodłączną częścią. I pół biedy, gdy twórcy ograniczali się tylko do wygenerowania zdjęcia lub nagrania – to stosunkowo łatwo rozpoznać („Hitler na trybunach”).

Takie materiały zaczynają jednak niekiedy funkcjonować w zupełnie nowym kontekście. Dopisuje się historie, przemilcza fakty, manipuluje nimi, usuwa element satyryczny, wykorzystuje czasem stare nagrania do tworzenia innych historii. Tak było m.in. w przypadku rzekomych zamieszek we Francji po zwycięstwie nad Marokiem w ćwierćfinale MŚ. I tu był określony cel – umacnianie antyimigranckich nastrojów oraz wywołanie strachu.

Źródła

  1. theguardian.com

  2. euronews.com

  3. X

Nasi autorzy