Odpadnięcie reprezentacji Niemiec z mundialu już w 1/16 finału wywołało ogromne emocje. Po porażce z Paragwajem pracę stracił trener Julian Nagelsmann, a w mediach rozpętała się gorąca dyskusja o występie drużyny. Jonathan Tah, którego ojciec pochodzi z Wybrzeża Kości Słoniowej, po niewykorzystanym rzucie karnym stał się celem rasistowskich wpisów. „Deutsche Welle” opisała falę hejtu wymierzoną w piłkarza.
W tym samym czasie w sieci zaczęła krążyć kolejna informacja. Według niej niemieccy kibice mieli rozpocząć zbieranie podpisów pod petycją zakazującą gry w reprezentacji zawodnikom pochodzenia afrykańskiego i wyznającym islam.
Brzmiało to wiarygodnie, bo opierało się na prawdziwym kontekście. Rasistowskie komentarze rzeczywiście się pojawiły. Zmyślona była natomiast sama historia o petycji.
Jedynym „dowodem” była grafika
"ÉL ESTARÍA ORGULLOSO"
W sieci zaczęły krążyć grafiki stylizowane na publikacje „Deutsche Welle”. Internauci udostępniali je tysiące razy, często bez żadnego komentarza, sprawiając wrażenie, że przedstawiają autentyczny artykuł niemieckiego nadawcy. To one napędziły całą historię.
Porque tras el penal errado del jugador Jonathan Tah, que terminó con la eliminación alemana, el Diario Deutsche Welle filtró la noticia de que alemanes empezaron a juntar firmas para prohibir que africanos y musulmanes puedan jugar en la selección. pic.twitter.com/KJSMejycIB
Zwraca uwagę jeden szczegół. Żaden z popularnych wpisów nie prowadził do rzekomego artykułu ani do samej petycji. Nie wskazywano jej autora, organizatora ani platformy, na której miała być prowadzona. Krążył wyłącznie zrzut ekranu.
To klasyczny sygnał ostrzegawczy: jedynym „dowodem” był obrazek krążący w mediach społecznościowych, za którym nie stało żadne wiarygodne źródło.
„Deutsche Welle”: takiego artykułu nigdy nie było
Na fałszywe informacje zareagowała sama Deutsche Welle. Redakcja opublikowała fact-check, w którym jednoznacznie stwierdziła, że nigdy nie opublikowała materiału o rzekomej petycji.
Dziennikarze przeanalizowali także grafikę. Choć wykorzystywała logo i elementy identyfikacji wizualnej DW, różniła się od oryginalnych publikacji układem treści i sposobem prezentowania materiałów. Była więc próbą podszycia się pod znane medium.
Na tym weryfikacja się nie zakończyła. Redakcja sprawdziła popularne platformy służące do tworzenia petycji internetowych, m.in. Change.org i OpenPetition. Żadnej inicjatywy odpowiadającej opisowi z wiralowych wpisów nie odnaleziono. Dziennikarze próbowali także skontaktować się z administratorami kont rozpowszechniających grafikę i poprosili ich o przedstawienie dowodów. Nie otrzymali odpowiedzi.
Ponadto DFB (Niemiecki Związek Piłki Nożnej) poinformował DW w oświadczeniu, że nie ma wiedzy o żadnej takiej petycji ani inicjatywie i że nic takiego nie zostało zgłoszone do DFB.
Wiral rozszedł się szybciej niż sprostowanie
Z ustaleń „Deutsche Welle” wynika, że jedne z największych zasięgów fałszywa informacja zdobyła na hiszpańskojęzycznych kontach w serwisie X. Później grafika zaczęła pojawiać się również na Facebooku, Telegramie i kolejnych platformach. Tłumaczono ją na różne języki, dzięki czemu szybko dotarła do odbiorców daleko poza Niemcami.
Charakterystyczne jest to, że użytkownicy przekazywali dalej sam obrazek. Większość odbiorców nie miała możliwości sprawdzenia, czy opisywany artykuł rzeczywiście znajduje się na stronie Deutsche Welle. W praktyce wiarygodność miało zapewnić samo logo znanego medium.
Reuters: żadnej petycji nie znaleziono
Niezależną weryfikację przeprowadziła również agencja Reuters. Dziennikarze skontaktowali się z „Deutsche Welle”. Rzeczniczka nadawcy Saskia Müller potwierdziła, że historia jest „wiralową dezinformacją rozpowszechnianą w imieniu DW”.
Reuters zwrócił się także do Niemieckiego Związku Piłki Nożnej. DFB odpowiedział, że nie ma wiedzy o istnieniu takiej petycji ani podobnej inicjatywy. Agencja, podobnie jak„Deutsche Welle”, sprawdziła również platformy internetowe służące do zbierania podpisów. Rezultat był identyczny – nie znaleziono żadnych śladów opisywanej kampanii.
Dezinformacja oparta na wiarygodnym pozorze
Przypadek rzekomej petycji pokazuje mechanizm, który coraz częściej pojawia się przy okazji głośnych wydarzeń. Autorzy fałszywych narracji nie tworzą rozbudowanych stron internetowych ani nie publikują fikcyjnych artykułów. Zamiast tego wykorzystują spreparowane grafiki stylizowane na materiały znanych mediów, licząc na to, że odbiorcy nie będą weryfikować ich autentyczności. Połączenie prawdziwych wydarzeń, silnych emocji i rozpoznawalnej marki sprawia, że takie treści szybko zyskują zasięg i zaczynają funkcjonować w mediach społecznościowych jako rzekomo potwierdzone informacje, mimo że nie znajdują oparcia w żadnych wiarygodnych źródłach.