fałsz

Kto stoi za wyciekiem danych? Sześć teorii, w które wierzą Polacy

Od inside job po rosyjski trop. Internet już ma swoje wersje wydarzeń w sprawie wycieku z MyDr danych blisko 19 mln Polaków. Oto najpopularniejsze hipotezy.

Kto stoi za wyciekiem danych? Sześć teorii, w które wierzą Polacy
fot. Unsplash

Największy wyciek w historii

Chodzi o wyciek danych o szczególnym znaczeniu, w tym medycznych, czyli np. dane identyfikacyjne (imiona, nazwiska, daty urodzenia czy numery PESEL), szczegóły e-recept (nazwy przepisywanych leków, dawkowanie oraz informacje o tym, jaki lekarz i kiedy je wystawił), historia i harmonogram wizyt lekarskich, dane kontaktowe (np. numery telefonów pacjentów powiązane z ich profilami) czy administracyjne (np. regiony NFZ, pod które podlegają pacjenci), a przede wszystkim dokumentacja medyczna: opisy chorób, dolegliwości oraz dokumenty, które pacjenci przedstawiali lekarzom w trakcie leczenia. Do wycieku danych blisko 19 mln Polaków z systemu polskiej firmy MyDr. 

Przeczytaj również: Minister cyfryzacji potwierdza cyberatak. „Dotyczy 19 mln Polaków”

„Jeśli wierzyć specjalistycznym portalom, to u źródeł cyberataku, w wyniku którego wypłynęły dane zdrowotne 19 mln Polaków, był ludzki błąd” – stwierdził w czwartek w WP wiceszef resortu cyfryzacji Michał Gramatyka. – Została okradziona prywatna firma, która zajmuje się produkcją oprogramowania dla jednostek służby zdrowia. I do tego temu przedsiębiorcy ktoś ukradł dużą paczkę danych. Jeśli wierzyć specjalistycznym portalom, bo z uzyskanych przez nie danych wynika, jaka była mechanika ataku, gdzieś po drodze ktoś musiał coś niewłaściwego kliknąć – powiedział Gramatyka. Dodał, iż „z publikacji na specjalistycznych portalach wynika, że to może być jakiś Hindus. Analiza języka pokazuje, że to może być ktoś z tego regionu” – dodał polityk.

Minister przekazał też, że sprawę wycieku prowadzi Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości, a także „wicepremier Krzysztof Gawkowski z NASK-iem, z całym naszym aparatem dotyczącym tego rodzaju incydentów”.

Niezależnie od powagi sprawy, którą obecnie zajmują się służby specjalne, w sieci pojawiły się teorie „wyjaśniające”, „kto i po co doprowadził do wycieku”. Zebraliśmy je w jednym miejscu.

„Inside job”, czyli wyciek zorganizowany wewnętrznie

Kogo wskazują internetowi twórcy teorii spiskowych? Oczywiście rząd lub samego ministra Gawkowskiego.
Według tej teorii, politycy lub służby same zleciły, lub upozorowały wyciek po to, by uzasadnić np. wprowadzenie nowych przepisów, kontroli nad danymi medycznymi albo zwiększenie budżetu na cyberbezpieczeństwo. Jako dowód internauci podają szybkie i stanowcze wypowiedzi ministra Gawkowskiego, zanim firma sama potwierdziła skalę zdarzenia, a także nawoływanie do jak najszybszego „zastrzeżenia PESEL w aplikacji mObywatel”. Do tego dodawana jest narracja, że incydent zostanie wykorzystany do przyspieszenia wdrożenia systemów cyfrowej tożsamości, centralizacji danych zdrowotnych albo szerszego dostępu służb do danych obywateli „dla ich bezpieczeństwa”. Dlaczego warto zastrzec PESEL. Przypominamy jak to zrobić w ramce na końcu artykułu.

„Zasłona dymna” mająca przykryć inną aferę

Wyciek został nagłośniony (lub nawet wyolbrzymiony), żeby odwrócić uwagę opinii publicznej od innego, niewygodnego dla rządu tematu lub afery, do której doszło w tym samym czasie.

„Ustawka” firm zajmujących się cyberbezpieczeństwem

Skala i zagrożenie związane z wyciekiem są sztucznie nagłaśniane i wyolbrzymiane przez firmy sprzedające usługi ochroniarskie dla danych lub inne, np. ubezpieczenia od kradzieży tożsamości. Chodzi im głównie o to, by nakręcić popyt na swoje usługi. W rzeczywistości zastrzeganie danych (np. PESEL) jest darmowe (aplikacja mObywatel lub urząd gminy) i wielokrotnie wcześniej było rekomendowane przez ekspertów bezpieczeństwa. 

Służby innego państwa, przede wszystkim Rosja

Za atakiem stoi rosyjski (lub inny) wywiad. A informacja ministerstwa, że chodzi o „motyw finansowy” to oficjalna wersja mająca uspokoić społeczeństwo. Minister Cyfryzacji Krzysztof Gawkowski w środę na konferencji stwierdził, że na obecnym etapie nie ma przesłanek wskazujących na Rosję czy inne państwo, a „wszystko wskazuje na motyw finansowy grupy przestępczej”. Dziś to spekulacja, a nie potwierdzony fakt.

„Ściema”. Wyciek w ogóle nie miał miejsca. Lub miał, ale nie w tej skali

Liczba 19 mln rekordów jest zawyżona albo po prostu wyssana z palca. Dlaczego? Opiera się wyłącznie na oświadczeniach samych włamywaczy, powtarzają ją politycy. Sama firma MyDr nie potwierdza tej liczby. Rzeczywiście, dokładna liczba i zakres danych na dziś pochodzą głównie od sprawców i nie zostały w pełni niezależnie zweryfikowane. Nie jest to jednak dowód na spisek.

Przeczytajcie też: Poseł PiS sugeruje „EKO-wał”. Sprawdzamy, ile jego partia zrobiła w tej sprawie


 

Źródła

  1. PAP

  2. WP

  3. Polskie Radio

  4. GOV.pl

Nasi autorzy