Krzysztof Bosak przekonuje, że migranci pogłębiają kryzys demograficzny, odbierają pracę młodym Polakom i przez to utrudniają zakładanie rodzin. Problem w tym, że na poparcie tych tez nie przedstawia danych.
Jego wypowiedź składa się z trzech części:
1. Imigracja nie jest odpowiedzią na kryzys demograficzny, tylko go pogłębia
To nieprawda. Polska od lat należy do krajów o bardzo niskiej dzietności. Próg stabilności demograficznej wynosi około 2,1 – zapewnia on prostą zastępowalność pokoleń (dwie dorosłem osoby mają więcej niż dwoje dzieci). W Polsce od 1989 r. nie mieliśmy takiego progu.
1989: 2.01
1990: 1,99
2000: 1,34
2010: 1,38
2015: 1,29
2017: 1,45
2021: 1,32
2023: 1,16
2024: 1,10
2025: 1,07 (najmniej dzieci od zakończenia II wojny światowej)
Polki rezygnują z macierzyństwa głównie z powodu barier systemowych (za GUS), w tym np. braku mieszkań, dostępu do placówek pedagogicznych. Inne powody to lęk przed zaostrzonym prawem aborcyjnym czy niepewna przyszłość związana z konfliktami zbrojnymi. Politycy prawicy przypisują niską dzietność: stylowi życia kobiet, karierze, a nawet technologiom.
Przeczytajcie: Tak PiS walczył o dzietność w Polsce
Sam Bosak jeszcze w 2025 r. zrzucał winę na technologię: „Młodzi ludzie, zamiast wychodzić do ludzi, randkować, rozmawiać w świecie realnym i zakładać rodziny, wolą spędzać samotne wieczory przed ekranami smartfonów, przeglądając TikToka albo oglądając seriale na Netfliksie. Przeniesienie życia towarzyskiego do sieci i uzależnienie od algorytmów zabija w młodym pokoleniu naturalną potrzebę budowania trwałych związków, z których przecież rodzą się dzieci” – mówił.
W analizie Fundacji Przyjazny Kraj przywołującej dane z lat 2000–2022 wskazano, że średni współczynnik dzietności wyniósł 1,34, czyli wyraźnie poniżej poziomu zastępowalności pokoleń. Raport wskazuje na źródło problemu: małą liczbę urodzeń i starzenie się społeczeństwa. Nie zaś napływ cudzoziemców.
Krzysztof Bosak przekonuje, że migracja „pogłębia” kryzys demograficzny, ale nie potrafi tego udowodnić, choćby przez zaprezentowanie mechanizmów i twardych danych. A te mówią co innego: kryzys demograficzny powstał dużo wcześniej i niezależnie od migracji. Ta jest jedynie próbą łagodzenia jego skutków. Statystyki pokazują, że w Polsce rodzi się więcej dzieci obcokrajowców, ale stanowią one zbyt mały procent, by zrównoważyć spadek liczby urodzeń wśród Polek.
2. Imigracja utrudnia młodym Polakom znalezienie pracy
To manipulacja. Z danych MRiPS wynika, że zapotrzebowanie na wykwalifikowanych pracowników dotyczy wszystkich regionów Polski, a lista zawodów deficytowych jest szeroka. Teza, że „migranci odbierają pracę młodym Polakom”, raczej pasuje do rynku, który cierpi na niedobór rąk do pracy w ogóle. Według resortu, migranci uzupełniają niektóre braki pracowników. To, co mówi Bosak, wymagałoby jakichś dowodów. Polityk ich nie przedstawia, a swoje wnioski wyciąga – jak sam mówi – z podróży po Polsce. Musiałby wskazać, że występuje wzrost bezrobocia młodych w miejscach, gdzie rośnie liczba cudzoziemców. Analizy rynku pracy jasno podkreślają, że Polska ma malejącą liczbę osób w wieku produkcyjnym i deficyt pracowników, a migranci pełnią ważną rolę uzupełniającą.
Dodatkowo – rok do roku rośnie o dziesiątki tysięcy emigracja Polaków za granicę, przede wszystkim do krajów UE (dane GUS). Emigracja ta jest silnie związana z otwarciem rynków pracy w UE, różnicami płac i perspektywami życiowymi, a nie z konkurencją ze strony imigrantów w Polsce.
3. Imigracja w poszukiwaniu pracy powoduje odkładanie zakładanie rodziny przez Polaków
To kolejna manipulacja Krzysztofa Bosaka. W Polsce dane częściej pokazują niedobory pracowników niż wypieranie młodych przez migrantów. Odkładanie założenia rodziny spowodowane jest brakiem mieszkania, niestabilną sytuacją zawodową czy kosztami życia. W Polsce nie wykazano do tej pory, żeby napływ cudzoziemców systemowo pogarszał sytuację młodych na rynku pracy, a w konsekwencji przedłużał decyzję o posiadaniu dzieci.
Dlaczego Bosak manipuluje?
Bosak, który o niską dzietność niedawno oskarżał technologię, teraz skupia się na migracji. Jutro winny będzie ktoś inny. To nie wygląda na dochodzenie do prawdy, tylko uporczywe poszukiwanie kozła ofiarnego.
Istnieją jednak branże, w których udział cudzoziemców jest wysoki. Poniżej przedstawiamy najpopularniejsze (dane za ZUS):
- Usługi administrowania i działalność wspierająca – około 25 proc.
- Gastronomia i hotelarstwo – 16 proc.
- Transport i gospodarka magazynowa – około 14 proc.
- Przetwórstwo przemysłowe – około 8 proc.
Dostępne dane nie dowodzą same przez się, że migranci „zastąpili Polaków” w sensie wypchnięcia ich z rynku; dużo lepiej opisują sytuację, w której wypełnili oni luki kadrowe. Weszli tam, gdzie polski rynek pracy nie był już w stanie zapewnić wystarczającej liczby pracowników.
Oznacza to, że w tych branżach są np. gorsze warunki pracy lub płacy, branże te cierpią na stałe niedobory ludzi, występuje w nich wysoka rotacja lub są sezonowe albo zwyczajnie fizycznie ciężkie.
Przeczytajcie też: Dlaczego polskie kobiety nie chcą rodzić dzieci? Politycy prawicy znają odpowiedź