Nagranie krąży w sieci od poniedziałku i jest szeroko komentowane. Widać na nim, jak jeden z pasażerów autobusu miejskiego w Bielsku-Białej wyzywa dziewczynki tylko za to, że są Ukrainkami. Nie brakuje wulgaryzmów i gróźb. Szerzej o tej sprawie pisaliśmy w artykule pt. „Akt nienawiści w stosunku do ukraińskich dzieci. Zatrzymano podejrzanego”.
„Pluły i trzymały obuwie na fotelach”
„Redaktorzy z Bielska dotarli do świadków, te dziewuchy pluły na tego Pana, wyzywały, jedna dawała jakieś propozycje remisu czy coś, dlatego tak zareagował. Na początku zwrócił im uwagę, aby się zachowywały ciszej, bez wulgaryzmów, że są w gościach w Polsce, na Polskim utrzymaniu, ale one go prowokowały, a jedna cicho nagrywała. Ludzie czytajcie prasę z Bielska” – napisała jedna z internautek, rzekomo pani „Teresa z Ostródy”.
To było pierwsze konto, które podało tę informację. Później pojawił się kolejny wpis od innego internauty.
„Zapis z monitoringu zainstalowanego w pojeździe komunikacji miejskiej przedstawia pełny kontekst zdarzenia. Główna uczestniczka zajścia wraz z towarzyszącymi jej osobami zajmowała miejsca w nieodpowiedni sposób, opierając obuwie o sąsiednie fotele. Jeden ze współpasażerów postanowił zareagować i w kulturalny sposób zwrócił im uwagę. Przytoczył przy tym w pełni uzasadnione argumenty, wskazując na kwestie higieny oraz komfortu innych podróżnych, którzy będą korzystać z tych miejsc w przyszłości. Niestety, zamiast właściwej reakcji i skorygowania swojego zachowania, młode dziewczyny podjęły polemikę, która szybko przerodziła się w głośną wymianę zdań. To właśnie kulminacyjny moment tego całego sporu został uwieczniony na szeroko udostępnionym materiale wideo” – czytamy.
Wiadomość zaczęła krążyć w internecie jako próba usprawiedliwienia ksenofobicznego i wulgarnego ataku na 12- i 14-latkę z Ukrainy.
„Przekaz dnia może mieć zaskakujący finał. Według relacji świadków te niby niewinne ukraińskie dziewczynki miały pluć i zaczepiać tego starszego pana. Czekamy na rozwój sytuacji. Ciekawe, czy pani Gałecka (rzecznika MSWiA – red.) tak chętnie będzie publikowała dalszą część historii” – czytamy na popularnym profilu szerzącym dezinformację „Codziennik z Mordoru”.
„To ich wina!”
Scena polityczna w gruncie rzeczy jest zgodna w ocenie tej sytuacji i jak jeden mąż potępia agresję wobec dzieci. „Rozjazd” następuje dopiero przy próbie wzajemnego obrzucania się winą o szerzenie antyukraińskich nastrojów. Rządzący obwiniają o to środowiska prawicowe. Padają takie nazwiska jak Dariusz Matecki, Krzysztof Bosak, Sławomir Menzten, Janusz Kowalski, Jarosław Kaczyński, Przemysław Czarnek i Grzegorz Braun. Zwolennicy tychże oraz oni sami odbierają to dwojako – władza zbyt pobłażliwie i zbyt hojnie traktuje Ukraińców, ale głównie to przyjezdni zza wschodu są sobie winni.
„Każdy normalny człowiek powinien potępić atak na dziewczynkę z Ukrainy. Tylko widzę od razu troglodytów z KO i liberalnych mediów, którzy obarczają tym prawicę. W takim razie za każdy atak Ukraińca na Polaka mam winić Tuska, Kowala, Michnika, Bodnara?” – napisał na X Matecki.
Od tego czasu, w niespełna 24 godziny, poseł PiS opublikował ponad 20 innych wpisów uderzających w Ukrainę. Przypomniał o przestępstwach popełnianych przez obywateli tego kraju na terenie Polski, o finansowaniu Ukrainy, powodach odebrania prezydentowi Wołodymyrowi Zełeńskiemu Orderu Orła Białego, nie zabrakło nawiązań do rzezi wołyńskiej. Opublikował też nagranie, jak Ukraińcy w Warszawie grożą ulicznej artystce za to, że śpiewa po rosyjsku.
Głos zabrał również Konrad Berkowicz.
„Nie. Atak na ukraińską dziewczynę, to nie wina «Brauna, Mentzena, Czarnka». To przede wszystkim wina Zełeńskiego i jego bandy, którzy plują na Polaków i gloryfikują morderców Polaków. To także wina naszych durniów z rządu, którzy kosztem Polaków, oddają bezinteresownie wszystko stronie ukraińskiej. To nie «prawica» nastawia Polaków wrogo do Ukraińców. To robi przede wszystkim strona ukraińska” – napisał poseł Konfederacji.
Wulgarny atak na ukraińskie dzieci potępił też wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak. „Wyładowywanie swojego gniewu i frustracji na przypadkowych osobach to zło, niezależnie od kontekstu, a już szczególnie wobec kobiet czy dzieci. Pamiętajmy by w takich sytuacjach reagować, a nie tylko przyglądać się czy nagrywać” – zaapelował. Polityk wielokrotnie krytykował działania Ukrainy wobec Polski, wsparcie udzielane temu krajowi od dnia inwazji rosyjskich zbrodniarzy Władimira Putina i przywileje, jakimi mają się cieszyć migranci w naszym kraju.
To teraz słowo prawdy
Zwolennicy teorii o prowokacji ze strony dziewczynek domagali się opublikowania pełnego nagrania incydentu z dnia 11 lipca. Na burzę medialną zareagował Miejski Zakład Komunikacyjny w Bielsku-Białej Sp. z o. o., który na Facebooku ogłosił, że z „uwagi na regulacje o ochronie danych osobowych, spółka nie ma możliwości jego udostępnienia ani publikacji”. Przedstawiono jednak dokładny opis zajścia.
MZK potwierdziło, że „jedna z poszkodowanych wyłożyła nogi w kierunku swojej koleżanki, siedzącej na fotelu poniżej, skierowanym w stronę jazdy”. Dodano, że to „odstępstwo od standardów”, ale zachowanie dziewczynki nie odbiegało od „zachowań, które na co dzień można obserwować wśród młodzieży podróżującej naszymi autobusami”. Nie przeszkadzały też innym podróżnym, bo „głównie były zajęte korzystaniem z telefonów”.
Sprawca, którego widać na późniejszym fragmencie nagrania, zwrócił dziewczynce uwagę, a ta zastosowała się do prośby – zdjęła nogi i przesiadła się na miejsce obok koleżanki. „Niepowodowany żadnym zachowaniem” mężczyzna po dłuższej chwili „(…) zaczyna impulsywnie reagować, używając przekleństw i okrzyków”.
W dalszej części podkreślono, że nic nie usprawiedliwia ataku o podłożu narodowościowym na dzieci i zaapelowano o niepowielanie niesprawdzonych informacji.
Taką samą wersję wydarzeń nieoficjalnie portalowi bielsko.biala.pl przedstawiła Małgorzata Moś-Brachowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej. Podkom.
Już wcześniej MZK zdementowało innego fake newsa. W pierwszych godzinach pojawiały się doniesienia, że kierowca autobusu linii 8 nie zareagował na zdarzenie. W komunikacie zapewniono, że wyszedł z kabiny zaraz po zakończeniu nagrania i wyprosił agresora. Tym okazał się jego 54-letni kolega z pracy, przybywający od dłuższego czasu na zwolnieniu lekarskim.
Typowy schemat
To nie jest odosobniony przypadek. Kilka tygodni temu głośno było o agresji słownej wobec jednej z Ukrainek pracujących w popularnej sieci sklepów. I tam schemat był podobny – najpierw krótkie nagranie, później próba obrony zachowania mężczyzny, a równocześnie domaganie się przedstawienia pełnego nagrania i szerszego kontekstu. W takich sytuacjach niemal zawsze pojawia się narracja, że określone ksenofobiczne zachowanie jest sprowokowane przez migranta.
Cztery lata temu Polacy z otwartymi ramionami przyjęli miliony Ukraińców uciekających przed wojną. W Przemyślu i na przejściach granicznych migranci mogli liczyć na ciepły posiłek i darmowy transport, pomoc płynęła z każdej strony. Co się od tego czasu zmieniło?
Ukraińcy uzyskali status ochronny i na preferencyjnych warunkach mogli – w okrojonej wersji wciąż mogą – korzystać z polskiego systemu wsparcia społecznego. W to wszystko „z buta” wkroczyła polityka – najpierw narastające niezadowolenie z finansowania Ukrainy, oskarżenia o korupcję, szczucie na obywateli Ukrainy, głównie przez środowiska prawicowe, aż wreszcie majowa decyzja Wołodymyra Zełeńskiego o nadaniu jednej z jednostek im. „Bohaterów UPA”. W Polsce to organizacja terrorystyczna odpowiedzialna za rzeź na Wołyniu, w Ukrainie zaś symbol walki o niepodległość z Sowietami. Dziś, mimo trwającej wojny, już blisko połowa Polaków wyraża niechęć wobec obywateli kraju zaatakowanego przez Putina.
Policja łapie tylko Polaków?
W debacie publicznej coraz częściej zestawiane są dwie kwestie – relatywizowanie przestępczości oraz wybiórcze działania policji podległej ministrowi spraw wewnętrznych i administracji, Marcinowi Kierwińskiemu. Dariusz Matecki i inni politycy prawicy wielokrotnie zarzucali szefowi resortu oraz funkcjonariuszom skuteczne działania tylko wobec Polaków, którzy dopuszczą się czynu zabronionego w stosunku do Ukraińców. W drugą stronę ma to nie działać. To także nieprawda.
W poniedziałek, gdy wieść o ataku na dzieci z Ukrainy w Bielsku-Białej obiegła całą Polskę, Śląska Policja poinformowała o zatrzymaniu 22-letniego obywatela Ukrainy. Mężczyzna trzykrotnie dewastował ogrodzenie jednej ze szkół w Rybniku, nanosząc na nią farbą symbole nazistowskie. Został już deportowany do ojczyzny i przez 8 lat nie będzie mógł wrócić do Polski oraz innych krajów strefy Schengen.
Komentarz autora
Trzymanie butów na fotelach zdarza się nagminnie i nie ma narodowości. Można, a nawet trzeba na to reagować, ale można to zrobić kulturalnie. Nie do przewidzenia jest tylko odpowiedź „winnego”. Dziewczynka z Ukrainy pozytywnie odpowiedziała na wezwanie pasażera, nie pyskowała, tylko zdjęła nogi z siedziska i przesiadła się na miejsce obok koleżanki. Na tym ta sytuacja powinna się zakończyć.
Nic (!) nie usprawiedliwia ataku na dziecko. To nie była żadna prowokacja, pokazanie swojej wyższości, prezentacja obuwia zakupionego z pomocy wyciągniętej od Polaków, a „normalne młodzieżowe” zachowanie. Próba przerzucania odpowiedzialności na dziecko jest zwyczajnie żałosna i ma na celu jedynie zbijanie politycznego kapitału poprzez szerzenie i pogłębianie nienawiści wobec osób, które, choć są migrantami, legalnie przebywają w naszym kraju.