manipulacja

Ukraińska para zaatakowała pierwsza? Fala fejków po ataku we Wrocławiu

Ukrainiec wyciągnął paralizator i sprowokował trzech osiłków do bójki – taka narracja pojawia się w mediach społecznościowych po brutalnej napaści na parę z Ukrainy we Wrocławiu. Czy naprawdę tak było, czy to kolejna próba przedstawienia ofiary jako napastnika?

Ukraińska para zaatakowała pierwsza? Fala fejków po ataku we Wrocławiu
fot. PAP/Maciej Kulczyński

Pobicie ukraińskiej pary we Wrocławiu – nagranie i informacje

Do zdarzenia doszło w niedzielę przy ul. Okulickiego we Wrocławiu. Na nagraniu opublikowanym na Facebooku przez brata pobitej 20-letniej Anastazji, Pawła Kitsaia, widać, jak do partnera dziewczyny, 21-letniego Maksyma, podchodzi dwóch osiłków z wyraźnym zamiarem konfrontacji. Ukrainiec cofa się i wykonuje gest ręką w kierunku jednego z agresorów, a następnie dostaje pierwszy cios w twarz. Później pojawia się trzeci ze sprawców – wszyscy biją młodego chłopaka, także w tył głowy, i kopią go.

Bandyci nie oszczędzili również dziewczyny. Paweł Kitsai dokładnie opisał przebieg i skutki incydentu.

„Na nagraniu moja siostra, która próbuje obronić swego chłopaka Maksa przed pobiciem przez trzech zwyrodnialców. Dostała parę razy w twarz, ma rozdarte ucho, została uderzona paralizatorem, była cała zalana krwią, gdy dotarłem na miejsce. Maks ma podejrzenie wstrząśnienia mózgu, ma rozbitą twarz i głowę” – napisał mężczyzna, siedząc z parą w szpitalu.

„Zapewne chcecie wiedzieć, dlaczego to się z nimi wydarzyło. A więc Anastazja zwróciła im uwagę w Żabce, bo wbili przed nimi w kolejkę bez pozwolenia, została zwyzywana od szmat itd. Gdy wyszli ze sklepu, to już widzicie na filmie” – dodał.

Brat poszkodowanej zasugerował, że do ataku doszło na tle narodowościowym. „Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że pomimo tylu lat przeżytych w Polsce «zaciągam», tak samo jak i moja siostra, to w rzeczywistości było przyczyną, bo sami napastnicy tym się pochwalili” – przyznał.

Głos poszkodowanych

Anastazji założono sześć szwów. Czwarty, ostatni cios (w innej rozmowie dla Onetu mówiła o pięciu ciosach – red.) doprowadził bowiem do poważnego rozcięcia w okolicach ucha. Na zdjęciach widać skutki uderzenia. W mediach społecznościowych pojawiły się spekulacje, że takie obrażenia mogły zostać zadane kastetem, jednak policja tego nie potwierdziła.

W rozmowie z TVN24 dziewczyna potwierdziła słowa swojego brata. To ona zwróciła uwagę jednemu z mężczyzn, by nie wpychał się w kolejkę w sklepie. W odpowiedzi kolega zaczepionego osiłka zwyzywał ją od najgorszych. Maksym opisywał, że „coś im się nie spodobało i zaczęli wyzywać jego dziewczynę”, a później krzyczeli do niego, by „poszedł na wojnę”. Oboje po raz pierwszy spotkali się z taką agresją.

– Chciałabym poprosić wszystkich Ukraińców, wszystkich, którzy są za granicą, żeby jak najmniej rozmawiali w swoim języku w miejscach publicznych, żeby pilnowali się. Nawet zwykłe wyjście do sklepu może się skończyć szpitalem – apelowała Nastia.

Akcja i komunikat policji

Sprawa błyskawicznie rozeszła się w sieci. Nagłośnił ją dziennikarz Marcin Torz. „Trzech zwyroli atakuje parę, katują kobietę i mężczyznę w biały dzień. Uwaga, wideo jest szokujące” – ostrzegał. Filmik został nagrany z okna jednego z pobliskich bloków mieszkalnych, wyraźnie słychać na nim krzyki ofiar. Wyświetlono go ponad milion razy.

Szybko ruszyło też namierzanie podejrzanych – nie tylko przez policję. W mediach społecznościowych zaczęło krążyć zdjęcie jednego z zawodników Gromdy, organizacji walk na gołe pięści, Adama C., ps. „Cycu”. Późnym wieczorem w poniedziałek dolnośląska policja poinformowała o zatrzymaniu dwóch z trzech potencjalnych agresorów. Jeden z nich miał podjąć próbę ucieczki z miasta.

„Wrocławscy policjanci zatrzymali dwóch mężczyzn w wieku 27 i 45 lat podejrzewanych o udział w brutalnym pobiciu pary obywateli Ukrainy. Do jednego z zatrzymań doszło podczas dynamicznych działań, gdy podejrzany próbował opuścić Wrocław i uniknąć odpowiedzialności” – napisano.

„Zatrzymani byli już wcześniej wielokrotnie notowani za różnego rodzaju czyny zabronione. Policjanci nadal intensywnie pracują nad sprawą, aby wyjaśnić wszystkie okoliczności tego skandalicznego zdarzenia i zatrzymać pozostałych sprawców. Nie ma zgody na przemoc i zachowania zagrażające życiu oraz zdrowiu drugiego człowieka. Każda osoba odpowiedzialna za ten brutalny atak poniesie konsekwencje przewidziane prawem” – dodano.

Sukces policji skomentował minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński.

„Brutalna przemoc nigdy nie będzie bezkarna. Wrocławscy policjanci zatrzymali 2 mężczyzn podejrzewanych o udział w brutalnym pobiciu obywateli Ukrainy. Mężczyźni byli notowani. Jeden z nich został zatrzymany przez policyjnych kontrterrorystów, gdy próbował opuścić Wrocław” – napisał na platformie X.

„Gazeta Wyborcza” potwierdziła, że jednym z zatrzymanych jest Adam C., znany z występów w organizacji Gromda. Mężczyzna stoczył dwie walki i obie przegrał w pierwszych rundach przez techniczny nokaut – z Damianem „Spejsonem” Waluchem oraz z Denisem „Romusiem” Romekiem. Drugim z podejrzanych jest pseudokibic walczący w MMA.

Burza w sieci

Zdarzenie wywołało poruszenie w sieci. Ataki na obywateli Ukrainy przebywających w naszym kraju coraz częściej mają ksenofobiczne podłoże, co odnotowano w policyjnych statystykach. Takich aktów w całym ubiegłym roku było 193, a w tym już 126 (to daje 2/3 liczby odnotowanej w całym 2025 r.). Czasami wystarczy iskra – akcent, kilka słów czy muzyka – by doszło do wybuchu agresji.

11 lipca w autobusie miejskim w Bielsku-Białej jeden z pasażerów zwyzywał 11-letnie dziewczynki z Ukrainy. Wcześniej zwrócił im uwagę, by jedna z nich nie trzymała butów na siedzeniu, a ta wykonała polecenie. Później do sieci trafiły jeszcze nagrania ze słownego, a następnie fizycznego ataku na jednego z ukraińskich pracowników oraz agresji wobec jednego z kierowców z użyciem pałki teleskopowej.

We wtorek do sprawy odniósł się premier Donald Tusk.

– Do dzisiaj słyszę opinie we wszystkich stolicach, że Polska zrobiła rzecz zupełnie niebywałą. A to w tej chwili jest pogrzebane, jeśli będziemy pozwalali bandytom, kibolom, zwykłym przestępcom tak bezkarnie bić i poniżać ludzi tylko dlatego, że mówią z trochę innym akcentem – mówił przed posiedzeniem rządu. Dodał, że oczekuje reakcji prezydenta Karola Nawrockiego, by „przerwał milczenie, bo bardzo chwalił ustawki jako męskie walki, wręcz szlachetne, to proszę zobaczyć, jak wygląda ta szlachetna walka wręcz w wykonaniu ludzi z Gromdy”.

Obojętnie obok wydarzenia „ze swojego miasta” nie przeszedł też prezydent Wrocławia Jacek Sutryk.

„Chcę jasno powiedzieć: w naszym mieście nie ma i nie będzie przyzwolenia na przemoc motywowaną nienawiścią, ksenofobią czy uprzedzeniami narodowościowymi. Każdy człowiek, niezależnie od tego, jakim językiem mówi, skąd pochodzi i w co wierzy, ma prawo czuć się we Wrocławiu bezpiecznie” – napisał w liście do mieszkańców.

Ale nie tylko politycy zabierali głos. Bardzo ostro do incydentu odniósł się znany z występów w wielu organizacjach MMA, także freak fightowych, Marcin Najman.

„Nie dość, że we trzech na jednego, to jeszcze jeden musiał mieć kastet, skoro tak poważnie skaleczył dziewczynę próbującą bronić chłopaka. To jest tak niegodne, tak niehonorowe, że brak słów. I te śmiecie mają czelność na tych nagrywkach promujących galę mówić o zasadach i że to charakterni ludzie” – grzmiał były mistrz Europy w kickboxingu.

„Do młodych – to nie ma nic wspólnego z odwagą, wręcz przeciwnie, to tchórzostwo w czystej postaci. Odwagę pokazała w tej sytuacji tylko ta dziewczyna. Nie słuchajcie tych zwyroli na tych pseudo charakternych nagraniach. Odwaga to stawiać czoła niebezpieczeństwu. Oni atakują we trzech, będąc pewni, że nic im nie grozi” – zaznaczył.

W przestrzeni publicznej brakuje tylko komentarza ze strony politycznych środowisk prawicowych. Te regularnie podnoszą lament po atakach na Polaków, a milczą, gdy to Polacy występują w roli agresorów, i szczują na migrantów. Ale właśnie – nie dla wszystkich sytuacja jest czarno-biała, bo jak zwykle przy tego typu zdarzeniach pojawiają się sprzeczne teorie i domysły, które dla wielu urastają do miana „wiedzy objawionej”.

Prowokacja, Ukrainiec pierwszy zaatakował i AI

Po zdarzeniu w Bielsku-Białej część opinii publicznej skierowana bardziej w prawą stronę sugerowała, że to dziewczynki sprowokowały starszego mężczyznę do obrzucenia ich stekiem ksenofobicznych obelg, w tym gróźb karalnych („wiem, gdzie mieszkasz”). Później youtuber o pseudonimie „Uszi” dotarł do poradnika prawnego dla Ukraińców przygotowanego przez Ambasadę Ukrainy w Warszawie, który – jego zdaniem – był „instrukcją, jak nagrywać Polaków”. Incydent we Wrocławiu ma być tego kolejnym dowodem.

„Zgodnie z wytycznymi Panczenko i ukraińskiej ambasady, cwana para z Ukrainy prowokowała i nagrywała Polaków... ale całe szczęście nie zdążyli posklejać kompromitujących materiałów do publikacji, gdyż spotkała ich szybka kara (tu pojawiają się emotki pięści i bicepsów – red.). Cała akcja rozpoczęła się w sklepie we Wrocławiu, co trzeba odwalić stojąc w kolejce do kasy, żeby tak oberwać. Pewnie monitoring ze sklepu dziwnym trafem zaginie, tak jak monitoring z autobusu” – napisano w jednym z postów na Facebooku. Udostępniono go ponad tysiąc razy.

Dowodem na prowokację ma być m.in. gotowość osoby w oknie do nagrywania sytuacji jeszcze przed pojawieniem się pierwszych krzyków. Zaczęły też krążyć niepotwierdzone informacje, że to matka dziewczyny filmowała zajście. Nie brakowało opinii, że paralizator, o którym pisał brat ofiary, należał do 21-letniego Ukraińca, który „miał zaatakować pierwszy”.

„Nikt nie zwraca uwagi, że na filmie z zajścia widać, że to Ukrainiec pierwszy zaatakował” – pisze „Najwyższy Czas!”. „Na filmie widać, jak mężczyzna w czarnej koszulce i czerwonych spodenkach podchodzi do Ukraińca. Nie atakuje go, ręce ma opuszczone. W pewnym momencie Ukrainiec atakuje mężczyznę, prawdopodobnie paralizatorem (na nagraniu słychać charakterystyczny dźwięk), w okolice obojczyka/ramienia” – interpretuje autor artykułu, który nie podpisał się z imienia i nazwiska. „Po tym ataku mężczyzna w czerwonych spodenkach rzuca się z pięściami na agresora” – kwituje.

Takie tezy nie są odosobnione. „Adam C. został rażony w szyję paralizatorem przez ukraińca... co spowodowało odruch obronny, mógł być nieświadomy, co robi... 10 000 volt upośledza postrzeganie rzeczywistości, a jego koledzy nie wiedząc co się dzieje działali w afekcie pod wpływem emocji co też ich usprawiedliwia…” (pisownia oryginalna – red.) – napisał jeden z internautów, który regularnie sieje dezinformację.

Później na profilu Goniec.pl pojawiło się kolejne nagranie ze zdarzenia – tym razem wideo miało pochodzić z telefonu Anastazji. Zarejestrowano na nim pierwszy cios w twarz Maksyma oraz uderzenie dziewczyny, która po chwili upada. Od tego momentu widać już tylko jej palec oraz niebo. Internauci zaczęli się zastanawiać, czy nagranie dokumentuje to samo zajście, czy też jest obrazem wygenerowanym przy użyciu sztucznej inteligencji.

Jaka jest prawda?

Dokładny przebieg zajścia opisuje Onet po rozmowie z poszkodowaną. Anastazja miała sama wejść do sklepu i zwrócić uwagę jednemu z mężczyzn, który próbował się przed nią wepchnąć, że obowiązuje kolejka. Dziewczyna czekała na hot doga i podgrzanie kanapki, a jeden z późniejszych napastników, wychodząc, zwyzywał ją. Drugi zaś podszedł tak blisko, że – jak relacjonowała – „poczuła nie tylko jego oddech, ale też strach. Mierzył ją wzrokiem. W końcu wypalił, żeby wyszli na zewnątrz, jeśli ma jakiś problem”.

Nastia wyszła za nimi i podeszła do auta, w którym siedział jej chłopak. Jeden z mężczyzn powiedział Maksymowi, że jego partnerka chamsko zwróciła się do jego kolegi, a następnie zapytał ją: „Ty jesteś z Ukrainy?”. Dwudziestolatka, wracając po zamówione jedzenie, usłyszała kolejną porcję wulgaryzmów, po czym pokazała napastnikom środkowy palec. Gdy wróciła, włączyła nagrywanie, bo – jak tłumaczyła – „miała złe przeczucia”. Wideo z jej telefonu jest więc autentyczne i przedstawia początek bójki.

Agresorzy mieli przechwycić paralizator i dwukrotnie razić nim Anastazję. Dziewczyna nie jest pewna, czy jeden z mężczyzn miał kastet, ale dziwi się, że „pięścią tak rozerwał jej ucho”.

Ofiara opublikowała w mediach społecznościowych zdjęcie rany w okolicach prawego ucha. W materiałach prezentowanych m.in. przez Polsat News opatrunek jest natomiast widoczny na lewym policzku, co dla części internautów stało się dowodem na kłamstwo i mistyfikację. Fotografia rzeczywiście może mylić. Najpewniej została wykonana przednim aparatem telefonu, co skutkowało lustrzanym odbiciem. Na nagraniach widać, że większość ciosów, jakie spadły na Nastię, została wymierzona w lewą stronę twarzy i tam też doszło do rozcięcia.

Tak wygląda opatrunek na twarzy pobitej we Wrocławu Anastazji (fot. X.com)
Tak wygląda opatrunek na twarzy pobitej we Wrocławu Anastazji (fot. X.com)

Prokuratura ujawnia

W celu weryfikacji wszystkich tych spekulacji skontaktowaliśmy się z rzecznikiem Prokuratury Rejonowej dla Wrocławia-Stare Miasto, prok. Jakubem Dłubaczem. Według dotychczasowych ustaleń napastnicy najprawdopodobniej nie mieli kastetu, a Maksym nie był stroną atakującą.

– Z tego, co wiem, paralizator nie został użyty przez poszkodowanego. Jeśli on (Ukrainiec – red.) byłby tu agresorem, również usłyszałby zarzuty, a obecnie ma status poszkodowanego. Nie postawiono podejrzanym zarzutu o „użyciu niebezpiecznego przedmiotu”, bo takiego dowodu nie ma. Ocena powstałej rany (u Anastazji – red.) należy do biegłego z zakresu medycyny, natomiast w mojej ocenie taka rana mogła powstać przy uderzeniu pięścią z racji dysproporcji pomiędzy napastnikami a poszkodowaną. Zarzuty są obecnie jasne, ale mogą zostać zmienione np. jeśli doszło do trwałego oszpecenia – tłumaczył prok. Dłubacz.

Wciąż trwają poszukiwania trzeciego ze sprawców pobicia, który działał w porozumieniu z zatrzymanymi już Adamem C. i Tomaszem M. Jeśli zostanie zatrzymany, może usłyszeć podobne zarzuty.

Prokuratura dysponuje jeszcze innym nagraniem. Jednym z kluczowych dowodów w sprawie będzie również zabezpieczony monitoring ze sklepu spożywczego, w którym doszło do pierwszego spotkania Ukraińców z napastnikami.

Zarzuty dla podejrzanych

We wtorek odbyło się przesłuchanie obu zatrzymanych mężczyzn. 27-letni Tomasz M. i 45-letni Adam C. usłyszeli zarzuty „pobicia i stosowania przemocy z powodu przynależności narodowej, jednocześnie kwalifikując ten czyn jako występek o charakterze chuligańskim” – powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu prok. Jakub Dłubacz.

Za popełnione czyny grozi do pięciu lat pozbawienia wolności. Starszy z podejrzanych w przeszłości spędził 10 lat w więzieniu i będzie odpowiadał w warunkach recydywy. On może trafić za kratki na 7,5 roku. Obaj nie przyznali się do winy, a Adam C. odmówił składania zeznań.

Prok. Dłubacz potwierdził w rozmowie z PAP, że Adam C. jest związany z federacją Gromda.

W środę przed posiedzeniem aresztowym C. częściowo okazał skruchę. Wyjaśnił też, dlaczego zaatakował parę.

– Bo mnie zaatakowali, nie lubię bić kobiet, ale mnie bili, żałuję – cytuje jego słowa Grażyna Wiatr z Radia ZET.

Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Fabrycznej uznał wniosek prokuratury za zasadny i zdecydował o umieszczeniu podejrzanych w areszcie na trzy miesiące.

Nacjonalistyczna kampania

Wywołana do tablicy Gromda odcięła się od zachowania swojego zawodnika.

„Nie mamy nic wspólnego z takimi sytuacjami. Nie jest to w żaden sposób związane z federacją GROMDA. Pozdrawiamy i prosimy absolutnie nie łączyć nas z takimi wydarzeniami lub sytuacjami, które były i są przez nas potępiane” – napisano w komentarzu pod jednym z postów.

Nie uspokoiło to jednak nastrojów ani krytyki wymierzonej w organizację. Gromda od lat opiera swój marketing na antagonizmach narodowych i regularnie publikuje materiały odwołujące się do kultu siły. Swoich „wojowników” nazywa „patriotami”, którzy „bronią kraju przed nielegalnymi migrantami”. W filmikach nie brakuje wulgaryzmów i gróźb.

„Bronimy polskich granic, żeby nikt tutaj na krzywy ryj się nie wbił, dlatego do wszystkich pseudo inżynierów... wchodzicie tu na własną odpowiedzialność. GROMDA. Nie ma miękkiej gry” – materiał z takim hasłem pojawił się w lipcu 2025 r. Rok później federacja reklamowała się hasłem: „To jest GROMDA! Legendarna POLSKA SIŁA. Wypi*rdolić zbędny balast oraz tych co nie potrafią się zachować i jedziemy z tematem”.

Tak wygląda cała kampania marketingowa najbliższej gali, która ma się odbyć pod koniec sierpnia w Pionkach. Na filmikach regularnie prezentowanych w mediach społecznościowych zawodnicy Gromdy przekonują, że „obcokrajowcy przyjeżdżający do tego kraju muszą się zachowywać jak należy”, bo w przeciwnym razie spotkają się z konsekwencjami.

– Politycy na górze i tak żyją w swoim świecie i mają to gdzieś. Nie ma co liczyć na system – trzeba po prostu robić swoje, pilnować porządku na własnym podwórku i trzymać dyscyplinę na swojej dzielnicy. Kropka – tłumaczy jeden z zawodników.

Na innej grafice przedstawiono kilku półnagich mężczyzn z kijami bejsbolowymi. „Witamy w Polsce. Chlebem, solą i twardą rzeczywistością, jeśli zajdzie potrzeba. Tutaj nie ma miękkiej gry. GROMDA. Szybko weryfikujemy każdego. Bez taryfy ulgowej” – napisano w opisie.

Popularny komentator gal MMA Łukasz „Juras” Jurkowski skwitował, że „Gromda padła ofiarą swojego marketingu”. W sieci nie brakuje apeli do burmistrza Pionek Łukasza Miśkiewicza o niedopuszczenie do organizacji gali w mieście.

Źródła

  1. Sprawdzamto.pl

  2. PAP, Zarzuty dla podejrzanego o pobicie pary Ukraińców

  3. TVN24

  4. Onet

  5. Grażyna Wiatr/RadioZET/X

  6. X

Nasi autorzy