23 maja napisaliśmy: „Politycy Konfederacji twierdzą, że rząd szykuje furtkę do masowej imigracji przez ustawę o «milczącej zgodzie na pobyt cudzoziemców». Projekt rzeczywiście powstaje, ale twierdzenia o setkach tysięcy imigrantów «wpuszczanych bez sprawdzenia» nie znajdują potwierdzenia”. Takie opinie wyrażali m.in. Krzysztof Bosak i Stanisław Tyszka.
W tym kontekście „wyciągnięto” też styczniową wypowiedź Wiktorii Herun, pochodzącej z Ukrainy zastępczyni dyrektora Wydziału Strategii i Obsługi Inwestorów Urzędu Miasta Lublin. – Kiedyś student przyjeżdżał sam. Teraz studenci z takich krajów jak Afryka, Indie, Bangladesz przyjeżdżają z rodziną – mężem, żoną, dziećmi. Nie tylko chodzi o pomoc w znalezieniu miejsca w akademiku, ale też w ogóle całego mieszkania, wynajęcia. Różnic jest bardzo, bardzo dużo – mówiła w podcaście UMCS.
Temat wywołuje ogromne emocje i jest wykorzystywany do brutalnej walki politycznej. Niektórym puszczają hamulce i nie widzą żadnego problemu w wykorzystywaniu do swoich politycznych celów osób niezwiązanych z tematem.
Lublin, Oława – co za różnica?
Związany z Konfederacją Korony Polskiej Grzegorza Brauna Paweł Wyrzykowski połączył sobie te dwie sprawy i dorzucił jeszcze Centrum Legalizacji Pobytu oraz Pracy Cudzoziemców.
„Nie mogłem w to uwierzyć, a jednak – w lubelskim Urzędzie Miasta zatrudniona jest na ważnym stanowisku ukrainka (obywatelka Ukrainy) decydująca o sprowadzaniu migrantów z Afryki!! Kto ją zatrudnił i jakim prawem w polskim urzędzie obywatel obcego państwa ma cokolwiek do decydowania? Zauważyłem też od lat wyrastające jak grzyby po deszczu «biznesy» legalizujące «przybyszy». Jak to jest, że jakimś dziwnym trafem stoją za nimi Ukraińcy? (pisownia oryginalna – red.)” – napisał na Facebooku.
Do posta dołączył zdjęcie jednego z takich Centrów, tylko że jest ono zarejestrowane w Oławie na Dolnym Śląsku. Na szyldzie widnieje imię i nazwisko właścicielki – pochodzi z Ukrainy.
„Straszą mnie i nękają za nagłośnienie tej sprawy. Legalizują masowo i biorą kasę – a kto weźmie odpowiedzialność za takiego «zalegalizowanego» kiedy nabroi? Prywatyzacja zysków i uspołecznienie kosztów?” – żalił się później sympatyk Grzegorza Brauna.
Prawo po stronie Ukrainki
Paweł Wyrzykowski w opublikowanej rozmowie telefonicznej bronił się, że w Polsce „można wykorzystać każdy szyld” i że kobieta sama umieściła na nim swoje imię i nazwisko. Twierdził, że Ukrainka chce go „ocenzurować”. Prawo jest jednak po stronie właścicielki Centrum.
Za publikowanie grafik bez związku z tematem lub mogących wprowadzać w błąd można narazić się na poważne konsekwencje. Art. 5 ust 1 Ustawy z dnia 23 sierpnia 2007 r. o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym stanowi, że „praktykę rynkową uznaje się za działanie wprowadzające w błąd, jeżeli działanie to w jakikolwiek sposób powoduje lub może powodować podjęcie przez przeciętnego konsumenta decyzji dotyczącej umowy, której inaczej by nie podjął”. Za nieprzestrzeganie tych zapisów Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta może nakazać np. zaprzestanie i usunięcie publikacji danego materiału lub nałożyć karę grzywny.
Osoba, której szyld został wykorzystany w opisywanym poście, może dochodzić sprawiedliwości z tytułu art. 23 Kodeksu cywilnego. Taki wpis, nieadekwatny do treści, może bowiem naruszać jej dobra osobiste i doprowadzić do utraty zaufania wśród potencjalnych klientów. Poszkodowana mogłaby żądać m.in. sprostowania, usunięcia treści lub odszkodowania finansowego.